Clint
Probowalem sie przywiazywac - kazde przywiazanie sprawia, ze ograniczenia osob do ktorych sie przywiazuje staja sie moimi ograniczeniami. Dlatego wole sie nie przywiazywac... Mam troche kryzys celow ostatnio. 3 dni temu wpadlem na pomysl, ze wyjade na jakas tropikalna wyspe, i tam spedze reszte zycia patrzac sie w morze.. czyli to samo co jakis czas temu, chcialem wyjechac do Nepalu zaszyc sie do mnichow. Ale wiem ze w koncu zaczeloby mi sie tam nudzic - i tak roztrzasalbym tam sprawy zwiazane z innymi ludzmi. Chce czy nie chce, tworze relacje, co chwile ktos sie pojawia w moim zyciu, wiec staram sie nie przywiazywac, zeby moc sie dalej rozwijac - choc z drugiej strony boje sie ze ktos mnie do siebie przywiaze i wtedy nie bede wolny. Mam duza podatnosc na ograniczenia ludzi z ktorymi tworze relacje, i kiedy jestem w tych relacjach, wydaje mi sie to nie do przeskoczenia. Z drugiej strony, mój pęd do bycia samodzielnym za wszelką cenę wygasa - napotykam przeszkody, ludzie chcą mnie mieć blisko siebie, nawet tu w Danii, w taki sposób, żebym nie miał nadmiernego dystansu do reszty - trudno mi to zaakceptować, bo boję się że jak wybiorę ustatkowane życie, wśród tych samych ludzi, to przestane sie rozwijać - ale z drugiej strony trudno mi z tym walczyć, bo samemu ze wszystkim pod górkę.
Chyba sparafrazowałem to co napisałeś niżej, ale na tą chwilę inaczej nie umiem - oscyluję między tworzeniem relacji z ludźmi, w czym inni przestają mnie traktować jak wyrzutka, i nieprzywiązaniem, w którym mogę wreszcie być sam ze sobą, popracować nad sobą i podnosić świadomość, i szukam jakiegoś złotego środka. Wiem, że nie mam wystarczająco siły żeby samemu zdziałać wszystko, zdobyć cały świat, jednocześnie nie polegając na innych...
Ma to sens o tyle, ze kiedy przestaje sie przejmowac kimkolwiek, i czuje ze jestem sam ze sobą, nagle pojawiają się ludzie którzy są mi bardzo pomocni i dużo od nich dostaje i dobrze sie czuje, a kiedy spędzam z tymi ludźmi trochę czasu, zaczynam czuć potrzebę wyrwania się, bo czuje że się uzależniam, wchodzę w utarte schematy, a kiedy to sie dzieje, to trudno mi uzyskać cokolwiek od kogokolwiek.
Wielka zmiana jaka osiągnąłem w rozwoju, jest to, że nie mam nic przeciwko byciu samemu ze sobą, a widzę że dużo czasu wręcz tego potrzebuje. Kiedyś czułem presję, że kiedy jestem sam, to musze coś robić, bo przecież tam na zewnątrz jest cały świat, co on sobie pomyśli o mnie, trzeba tworzyć relacje - a kiedy to odpuściłem, spędzam kiedy mam ochotę miłe i niemiłe chwile w domowym kąciku, i czuję że mi to służy.