Autor Wątek: Kącik Oczyszczania  (Przeczytany 416442 razy)

Sebastian Osuch

  • Gość
[#]   « 2014-01-13, 14:51:53 »
Temat bezdomnosci ciagnal sie za mna od dawna, jeszcze zanim zaczalem praktykowac rozwoj duchowy. Dzisiaj posluchalem sobie medytacji na prosperite, i dostawalem wybuchow placzu podczas - wtedy jeszcze nie wiedziałem czemu płaczę. Potem siadlem, otulilem sie kocem, i poczulem sie znowu calkiem bezdomny - czułem żal, że musze stać się bezdomny, poczułem że to właśnie nadchodzi, mimo ze mam mieszkanie i powodzi mi sie finansowo - choc miewam wzloty i upadki i mysle ze karma bezdomnego tu ma duzy wplyw.. Siedząc na kanapie, otulony kocem, skuliłem głowę, przycisnąłem ją do klatki piersiowej, i poczułem że mi zimno - fizycznie zimno - i skojarzyłem że jestem we wspomnieniu karmicznym. Czułem że siedzę gdzieś na dworze, wokół chodzi mnóstwo ludzi, nikt na mnie nie zwraca uwagi, a ja otulam się ciepłem mojego serducha. Potem wychodziły mi jakieś lęki o przetrwanie, walki i konflikty bezdomnych... a potem poczułem jeszcze głębiej dumę człowieka z królewskiego rodu, który wybrał tą bezdomność :P. Chyba tak wiele razy uciekałem z różnych warunków, żeby zostać bezdomnym. Po tym wglądzie pogodziłem się z karmą, coś się rozpuściło, ale wciąż trzepie mnie z zimna. Tęsknię ze bogatym życiem z harmonijną partnerką. Temat prosperity, bogatego życia jest u mnie ściśle u korzeni powiązany ze związkami
« Ostatnia zmiana: 2014-01-13, 14:54:18 wysłana przez Sebastian Osuch »

ontoja

  • Wiadomości: 1 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-01-11, 20:27:04 »
Clint
Brawo.

Sebastian Osuch

  • Gość
[#]   « 2014-01-11, 15:10:43 »
Odnosnie mojego poprzedniego postu - wlasnie zorientowalem sie, ze ktos mnie okradl z pieniedzy, wlamujac sie na moje konto na giełdzie bitcoin... ach, karma, trzeba ją czyścić a nie uskuteczniać widzi mi się. Finansowa karma wydaje się taka słuszna, kiedy czuję że coś mi się należy z jakiegoś tytułu.


Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-01-11, 14:56:57 »
Jestem pelny podziwu dla Ciebie Clint ze tak sobie poradziles, ze tak sie wybiles. Rowniez jestem zaskoczony tym jak bardzo wzbiles sie Ty Sebastian. Bedac szczerym to czuje lekka zazdrosc z tego powodu poniewaz mi sie nieudalo osiagnac takich efektow w tak szybkim czasie.
Widze jednak na wlasne oczy ze ide w dobrym kierunku.

Pozdrawiam

Sebastian Osuch

  • Gość
[#]   « 2014-01-11, 14:48:46 »
Clint bardzo podobna historie mialem w domu - to dlugotrwale znecanie psychiczne. I tez czulem ze to wszystko normalne - ale z drugiej strony zalowalem kiedy widzialem, idac na jakies urodziny albo cos, jak inne dzieci maja zrownowazonych rodzicow. Wielu rowiesnikow mowilo ze mam fajnego ojca, ale raczej czulo respekt przed tym co on reprezentowal. Kiedy moj ojciec wchodzil do szkoly i ktos go widzial to byla szeroka ekscytacja bo koledzy wiedzieli ze bedzie "dym", a ja nawet nie umiałem zareagować, bo czułem się tak stłamszony i niemocny - nie umiałem im wytłumaczyć co przechodze w domu. Ukrywałem też długo to że mój tata prowadził agencje towarzyskie - dopiero jak zacząłem pracować nad sobą, dojrzałem, zrozumiałem że ojciec i jego agencje to nie ja - że ja jestem wrażliwym chłopakiem. Ale też dużo odreagowywałem, zagmatwanej karmy związanej z seksem.

W liceum miałem przyjaciółkę która rozumiała co dzieje się u mnie i czułem że mnie wspiera, ale na tamtą chwilę nie potrafiłem przyjąć wsparcia.

Rozumiem wzorce Twojego taty - to takie chore poczucie mocy zbudowane na kompleksach. żeby je podtrzymywac trzeba gnębic innych....

Gratuluję Ci tego że jesteś konsekwentny i że idziesz właściwą drogą. Też zdaję sobie sprawę, że uprzytomnienie sobie DDA z dziecinstwa, i jakosci tego, zajmuje lata, co jakis czas docieraja do mnie tez rzeczy, i po olsnieniu są tak absurdalne że nie wiem jak sie moglem na nie zgadzać.

Tak samo z moim ojcem - on nie rozumie ze nie wiążę z nim przyszlosci, wciąż co jakiś czas dzwoni do mnie i mówi mi że mam gdzie mieszkac i ze mój dom jest w Katowicach. Kiedy odpowiedzialem mu ze nie czuje zebym mial jakikolwiek dom w Polsce (dużo bardziej czułbym się u siebie u Jasia w Toruniu, gdzie tak wspaniale rodzinnie mi sie żyło), po 2 godzinach dzwoni jeszcze raz, już nawalony, i powtarza mi jeszcze raz ze moj dom jest w Katowicach, ze jestem wlascicielem 1/4 posiadlosci na papierze, a potem szybko sie rozłącza, zeby nie pokazać żalu, że go zostawiłem.

Ostatnio wyrolowałem go na pieniądze - poprosił mnie o jakąś usługę, a ja ją zrobiłem duzo taniej niz powiedzialem mu ze to kosztuje. Mój tata jest jedyną osobą w życiu którą jestem chętny oszukać na pieniądze - bo mam poczucie że on swój majątek zdobył kradnąc moją piękną energie kiedy mnie bił i sie na mnie wyżywał. Dlatego nie czuję się winny i mam nadzieje ze to sie wyda i ze w koncu zrozumie ze ja nie jestem tu dla niego. Do tej pory czulem tylko strach w takiej sytuacji, ale juz nie boje sie jego gniewu.
« Ostatnia zmiana: 2014-01-11, 14:58:32 wysłana przez Sebastian Osuch »

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2014-01-11, 14:21:18 »
Oglądałem wczoraj polski film "Pręgi", opowiadający o psychicznych skutkach bicia dziecka. Przed seansem myślałem, że film będzie pewnie cholernie ciężki emocjonalnie, że taka już konkretna patologia z biciem to będzie z pewnością większe piekło niż to co ja miałem w domu. I tu nastąpiło moje zdziwienie - w filmie ojciec jak się wkurzył to chwilę mordę podarł, zlał pasem i po sprawie. Kilka minut i po bólu. Mimo, że ja dostawałem tylko "klasyczne" lanie na tyłek z ręki (tylko raz mi się oberwało z pasa, kiedy skłamałem że wyprowadziłem psa na spacer, a tego nie zrobiłem, miałem wtedy 8 lat) to chyba bym wolał dostać mocniej, ale bez tego całego znęcania się psychicznego.

Mój ojciec lubił długo i konkretnie się wyżywać - drzeć mordę, wywlekać dodatkowe powody do opieprzu, robić wywody, poniżać i wyzywać od wszystkiego co najgorsze. Najlepsze były akcje w szkole podstawowej - jak przyszedł z zebrania i dowiedział się, że mam jakąś tam uwagę za brzydkie pismo czy coś równie strasznego, to potrafił przyleźć do domu, drzeć się kilka minut, a potem kazać przynieść wszystkie zeszyty i je przeglądał. Ja siedziałem wtedy przerażony i czekałem tylko aż znajdzie coś do czego się będzie mógł dopieprzyć i zjebać mnie jeszcze bardziej. Gdybym chociaż był słabym uczniem, ale nie - byłem jedną z lepszych osób w klasie i miałem wyróżnienia, przez pierwsze 4 lata podstawówki przynosiłem do domu czerwony pasek na świadectwie, potem dopiero stopniowo obniżały mi się oceny, bo dzięki niemu znienawidziłem naukę. Robił mi piekło za każdy najmniejszy błąd, obrywało mi się za trójki, za niesprawiedliwość nauczyciela, za to że zdarzyło mi się zapomnieć. Obrywało mi się za wszystko. Byłem cholernie grzecznym chłopcem, bardzo nieśmiałym, niewiele mówiącym, cichym, spokojnym, przestraszonym i robiącym wszystko co mu kazano. Byłem maksymalnie ugrzeczniony, a wszelkie moje "grzechy" były wynikiem słabości, nieporadzenia sobie z czymś, a nie perfidnego spieprzenia czegoś.

A i tak byłem traktowany gorzej niż śmieć, gorzej niż większość moich rówieśników, która pozwalała sobie na dużo więcej niż ja. Najgorsze było to, że ja nie wiedziałem, że jestem w patologicznej rodzinie, myślałem że to wszystko jest normalne. W domu przecież nikt nie pił, biedy nie klepaliśmy, bicie nie przekraczało społecznie akceptowanych norm. Ojciec przychodził na wszystkie zebrania, angażował się w dodatkową działalność, błyszczał swoją charyzmą. Podczas jednej ze szkolnych imprez w którą się mój ojciec zaangażował, w 2 klasie podstawówki jeden z kolegów powiedział mi, że mam strasznie fajnego ojca - ja z uczuciem gorzkiego żalu odpowiedziałem tylko, że wcale nie jest taki fajny... Wszyscy w moim otoczeniu go lubili albo przynajmniej uważali za porządnego człowieka. Kto by zresztą podejrzewał sympatycznego, uśmiechniętego gościa w garniturze, daleko mu przecież do jakiegoś pijaka czy innego menela.

Jaki był naprawdę, wiedzieliśmy tylko my, domownicy - ja, moja siostra i matka. Matka się nie mieszała do tego co robił, a jak już się wtrącała to tylko komplikowała wszystko, przez co dodatkowo się obrywało dzieciom. Byliśmy z siostrą sami, nie mogąc liczyć na żadną pomoc, bo niby skąd. Przed każdą wywiadówką żołądki podchodziły nam do gardeł, chciało się wymiotować ze stresu, a w brzuchu tkwiła ciężka kula. Gdy przychodził, obserwowało się jego minę, która zawsze wyrażała te całe jego zniesmaczenie, złość i głębokie rozczarowanie nami. Potem rzucał tekstem w stylu "zaraz sobie porozmawiamy" i wtedy wybuchały te wszystkie emocje, znikała nadzieja że tym razem się może upiecze, że się rozejdzie po kościach. Robiło się słabo, czasami wyskakiwały plamy przed oczami i pojawiał się stan bliski utraty przytomności (to już głównie w trakcie samej zjebki). Czasami opieprzał od razu, a czasami trzymał nas przez jakiś czas, bo musiał wpierw sobie zjeść kolacje czy odpocząć. Czasami się miało nadzieje, że może się uspokoił przez ten czas i przejdzie to w miarę łagodnie, ale kiedy już wołał do siebie i zaczynało się kazanie, to bardzo szybko wracała złość i każde kolejne zdanie było przesiąknięte coraz bardziej wściekłością. Krzyczał to za mało powiedziane, on dosłownie darł mordę, jakby chciał nam wysadzić głowy tym wrzaskiem. Nie potrafię sobie przypomnieć za bardzo treści tych krzyków, nie wiem czy nawet wtedy byłem w stanie się całkowicie skoncentrować na tym, co do mnie wrzeszczy.
Wiem, że były wywody o tym co spieprzyłem, wyrzuty co do tego jak mogłem to zrobić czy do tego dopuścić. Potem wrzeszczał jaki to ja nie jestem, nie szczędząc przekleństw. Oczywiście musiały być konsekwencje czyli szlaban na to i tamto. Szlaban na komputer miałem przez jakieś 80% czasu od 4 klasy podstawówki do początku liceum – w końcu to dlatego, że tyle siedziałem przed komputerem, dostałem tą trójkę. W gimnazjum jak miałem praktycznie cały czas szlaban na kompa i nie mógł tego użyć jako wymówki, to usłyszałem że czytam za dużo książek i dostałem szlaban na książki.

W gimnazjum byłem wrakiem człowieka. Nienawidziłem każdej najmniejszej cząstki siebie, gardziłem sobą i nie potrafiłem w sobie zauważyć nic dobrego. Na jakiś zajęciach jak mieliśmy wypisać swoje wady i zalety, wypisałem szereg wad i nie potrafiłem znaleźć żadnej zalety. Już się nawet nie uczyłem tak dobrze, żeby uznać to za zaletę. Wpisałem więc tylko punktualność.

Po przeprowadzce, w nowej szkole nie potrafiłem się odnaleźć. Bałem się ludzi tak bardzo, że stałem na uboczu i się nie odzywałem w ogóle. Bardzo szybko zyskało miano szkolnego dziwaka i stałem się obiektem dokuczania i drwin. Moja nienawiść do ludzi i świata rosła. Wpadłem w całkowitą depresję, czułem się jakby pochłonęła mnie ciemna otchłań z której nie ma wyjścia. Na początku liceum nie mogłem już wytrzymać z tym całym nagromadzonym bólem. Nienawidziłem mojego ojca, a on wciąż i wciąż się znęcał psychicznie nade mną. Opierdalał mnie nawet za to, że chodzę wiecznie niezadowolony i mam zmienić tą minę, bo go wkurwiam. Zacząłem mieć coraz intensywniejsze myśli samobójcze, chciałem ze sobą skończyć, ale za bardzo się bałem. Pewnego dnia przy jakiejś awanturze, już nawet nie pamiętam o co chodziło, coś we mnie pękło i poczułem że po prostu to zrobię. Podjąłem tą decyzję i natychmiastowo poczułem się martwy w środku. Powiedziałem o tym ojcu, co było w gruncie rzeczy wołaniem o pomoc i próbą zwrócenia uwagi na to, że cierpię. Znowu zostałem zjebany, tym razem skutecznie mi wlazł na poczucie winy, więc zrezygnowałem ze swoich zamiarów i temat już nie wrócił ani z jego, ani z mojej strony. Niczego to nie zmieniło, prócz jego przekonań o tym, jaki jestem słaby psychicznie.

Zawsze była podtrzymywana iluzja normalnej, zdrowej rodziny. Po zjebkach często trzeba było przepraszać za to się zrobiło, nieważne czy zjebka była słuszna czy nie. Przepraszałem nawet kiedy wiedziałem, że nie mam za co. W ten sposób wbijano nam do głowy, że to my błądzimy, a on ma racje. Do dzisiaj wierzy w to, że on zawsze miał rację. Nawet jak urwałem z nim kontakt, to wciąż nie rozumie o co chodzi, bo on przecież popełnił co najwyżej kilka błędów, a poza tym to i tak wszystko było dla naszego dobra. Twierdzi nawet, że gdyby mnie nie zjebał jak psa przy nauce jazdy an rowerze to do dzisiaj bym nie potrafił na nim jeździć. Pomijam już fakt, że zjebał mnie wtedy tak bardzo, że na rower wsiadłem dopiero dwa lata później. Śmiał się jeszcze, że młodsza siostra się szybciej nauczyła jeździć niż ja.

Dlaczego piszę to wszystko? Ponieważ dopiero dociera do mnie jak wielkiej patologii byłem ofiarą i jak ogromna krzywda mnie spotkała. Dopiero dociera do mnie, że tak nie jest w co drugim polskim domu, nie aż tak.

Jestem z siebie niesamowicie dumny. Pozbierałem się po czymś takim i jeszcze udało mi się stworzyć kochający związek, zdrową rodzinę. Odzyskuje miłość do siebie, odciąłem się od tej chorej patologii, zaczynam normalnie żyć, jak człowiek, a nie przerażony chłopczyk. Mam jeszcze co robić, ale osiągnąłem naprawdę dużo przez te ostatnich 5 lat. Nie mam słów, by opisać co czuję  ;)

Wilson

  • Wiadomości: 774
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-01-10, 14:36:13 »
ja to bym dała potworowi wyjsc do konca żeby jego gębę ( te sztuczne maski )zobaczyć
to jest taki kontrast między tym a Tobą tym właśnie boskim, że chyba obrazowiej nie trzeba i
afki ułożą się samoczynnie, a raczej wola, że co to - (potworzasto )to nie
a na teraz poprowokować może to coś- no pokaż się wyłaź, nienawidzisz ludzi, tak? chcesz ich gnoic-tak?
co ci to daje ?! i dlaczego itp jakos tak sobie pogadac, powrzeszczec do lustr czy jakos tak.

Niezbyt rozwojowe ;)
na początku niby bez miłości ale u mnie to się zwykle jakoś tak sprawdzało.
na wielkie rozpierdolenia
potem była cisza.....
czas na uświadomienia po wojnie nuklearnej osobowsci

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2014-01-10, 14:25:12 »
Ta złość to nie jest powodowana innymi ludźmi czy światem zewnętrznym - to jest złość i frustracja, która się we mnie nagromadziła przez dłuuugi czas i która się ze mnie wylewa przy różnych okazjach będących jedynie usprawiedliwieniem dla czucia tych emocji. Złość jednak nie jest sednem problemu, a raczej jednym z jego skutków. To wszystko jest dosyć złożone i wciąż dla mnie niejasne, więc ciężko mi się poruszać w tym wszystkim - tak jakbym wywalił na wierzch coś głęboko schowanego, ukrytego tak dobrze że praktycznie nie zdawałem sobie sprawy z istnienia tego.

Myślę, że bardzo ważnym aspektem tego wszystkiego jest to, że przez większość życia byłem bardzo ugrzecznionym chłopcem, duszącym w sobie mnóstwo negatywnych emocji, z którymi nie mając co zrobić - przelewałem je na siebie, budując negatywny obraz siebie i gromadząc ciężkie emocje ukierunkowane bezpośrednio we mnie samego. Mój ojciec miał podobnie, z tym że on kiedy już dorobił się dzieci i musiał zapieprzać na nie - zaczął wylewać te emocje na rodzinę. Całkowicie otwarcie, bez hamowania się. I we mnie chyba jest lęk, że gdybym puścił zawory i pozwolił wyjść tym emocjom, to stałbym się takim samym potworem. Czuję, że siedzi we mnie taka chamska gnida, ale nie daje się jej zdominować, żeby nie krzywdzić tych, na których mi zależy. Postawiłem sobie praktycznie za punktu honoru, że nie będę takim samym człowiekiem jak mój ojciec, więc mimo predyspozycji ku temu, staram się być lepszą osobą. Tak, znam te wszystkie gadki o niestaraniu się i byciu sobą - świadomie do tego zresztą dążę. Na chwilę obecną jednak są we mnie podświadome mechanizmy, które sprawiają że się pilnuje.

W tym wszystkim jest mnóstwo samokontroli, a co za tym idzie - ciężko mi się przejawiać swobodnie wśród innych ludzi. Jedyną osobą, przy której w pełni mogę być sobą jest moja partnerka, ale to wiadomo że to wyjątkowy przypadek - w zwyczajnych relacjach już nie jest tak różowo. Brakuje mi spontaniczności, swobody przejawiania się(choć na pewno jest dużo lepiej niż kiedyś). Czuję, że duszę się w jakiejś skorupie, że zgrywam kogoś, kim nie jestem, buduje sobie sztuczne poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości. Przejawiam zachowania, które nie płyną z mojego serca, a są sztucznymi tworami na różnorakie potrzeby. Odkrywam siebie od kilku lat i jestem świadomy siebie coraz bardziej, ale mimo to mam wrażenie, że wciąż unikam samego centrum, że nie pozwalam sobie pójść na całość.

Mam wrażenie, że nie wiem o sobie jeszcze wielu rzeczy, chociaż wydawało mi się, że jestem siebie bardziej świadomy. Pod niektórymi względami jestem kompletnie inną osobą, niż to co czuje na co dzień. Tak jak choćby kwestia tego, że jeszcze do niedawna byłem strasznie analityczną osobą, a od jakiegoś czasu okazuje się, że jednak jestem bardziej uczuciowy niż analityczny i to właśnie uczuciami wolę się kierować, analizować mi się też już nie chce tego co ze mnie wychodzi, wolę raczej swobodne wypływanie tego w formie odczuć jak teraz, kiedy zamiast się koncetrować na treści, którą produkuje, koncentruje się na swoich odczuciach i je zapisuje.

Przydałaby się jakaś afka na hmmm... wsparcie procesu otwierania się na siebie prawdziwego i uwalnianie się od iluzji na swój temat i przekonań o ich realnej mocy.

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2014-01-10, 13:27:20 »
dobre pytanie - jaka afka by była najlepsza
na złość na innych to chyba najlepiej akceptować innych jakimi są i świat taki jaki jest

na poczucie że jesteśmy źli w środku to najprościej przez odwrócenie (tak się zresztą robi afki) - afirmować że moja pierwotna natura jest kochająca, dobra, przebaczająca ale też niezależna (znaczy ze nie musisz kochać konkretnych osób ale tez nie musisz ich nie lubić/nienawidzieć) i wolna.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2014-01-10, 09:41:57 »
W poniedziałek miałem sesje regresingu w której mi zeszło coś naprawdę mocnego - jakieś buddyjskie ślubowania, chyba bodhisattwy (po prawie 5 latach w końcu odpuściło coś konkretnie). Cała sesja kręciła się wokół tego, że są we mnie złe rzeczy, których się boję, za które oczekuje potępienia i wokół starań żeby stać się "dobrym" człowiekiem (łapanie się na wiele katolickich, buddyjskich wartości). Po sesji czułem się cudownie, spora ulga, wiele przyjemności i słodkości. Jednak następnego dnia zacząłem się dziwnie czuć, jakoś tak trochę niefajnie i dosyć nerwowo - denerwowałem się o byle pierdoły. Zaczęło mnie też boleć gardło. Wczoraj zacząłem chorować już tak konkretnie, a w dodatku wyszły ze mnie takie emocje i zachowania, że aż głowa mała. Najpierw się denerwowałem strasznie o wszystko, potem wręcz poczułem jak zdusiłem w sobie wszystko co dobre i stałem się kompletnie innym człowiekiem - nie nie czującym, zimnym skurwielem. To było straszne, bo czułem się jakby nie było już dawnego mnie, jakby tamta część mnie przepadła i została tylko ta zła. Tak mi się zmieniła osobowość jakbym miał rozdwojenie jaźni. Pomogło w końcu to, że moja ukochana, rozumiejąc że nie jestem sobą, nie zrażała się tym, że ją od siebie odpychałem na różne sposoby i cierpliwie okazywała mi miłość i wsparcie. Został więc później tylko lekki kac moralny, za poddanie się temu wszystkiemu.

Chciałbym popracować z jakąś afirmacją pod ten problem, ale za bardzo nie mam pomysłu. Myślę, że chodzi tu w dużej mierze o swobodę przejawiania siebie i związane z tym poczucie niewinności. Wiele w sobie zdusiłem na przestrzeni ostatnich setek lat, starając się wrócić do Boga - zrobiłem zbyt wiele rzeczy, z którymi czułem się okropnie i z którymi sobie nie radziłem. Nawet jak wyszło w sesji - wpierw myślałem, że stworzyłem sobie kult wokół własnej osoby robiąc z siebie boga i taki dumny z siebie byłem, że omamiłem tyle ludzi. Okazało się jednak, że w rzeczywistości odbiła mi palma i chodziłem tylko po ulicach bełkocząc, że jestem bogiem. :D

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2014-01-09, 22:17:31 »
Magic
dziękuję za wyjaśnienia i przeprosiny. Tak więc i ja Cię mogę przeprosić za "niecne' podejrzenia :)
Dobrej nocy.

Magic

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-01-09, 22:16:10 »
Twoja przewrotna logika może ma zwolenników wśród osób, które nie mają własnego zdania. Zaś z mojego punktu widzenia wynika z BRAKU doswiadczenia wlasnego.
Jak nie chcesz być w porządku wobec mnie, to bądź chociaż w porządku wobec siebie. A to Cię uzdrowi :)

Zatem Twoja logika ma zwolennikow z wlasnym zdaniem czy z Twoim zdaniem? ;) Szanuje Twoj punkt widzenia mojego BRAKU. Kazdy ma prawo byc w bledzie ;)
Nie wiem czemu uwazasz, ze nie jestem w porzadku wobec Ciebie. Oficjalnie Cie przepraszam jesli mysla, mowa, uczynkiem lub zaniedbaniem sprawilem ze tak sie przeze mnie potraktowany poczules. Nie wiem jednak na ile oceniasz moje zdrowie psychiczne i czy uznasz takie przeprosiny za wazne. Tobie takze duzo zdrowia zycze i na marginesie Cie zapewniam, ze zlosliwosc jest mi rzecza obca. Natomiast przyznaje, ze Twoja definicja grzecznosci stanowi dla mnie novum i zaskoczenie.

Spokojnej nocy.
« Ostatnia zmiana: 2014-01-09, 22:18:19 wysłana przez Magic »

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2014-01-09, 22:13:33 »
Magic
Przypomnę Ci, że wcześniej GRZECZNIE napisałem, że twoje dylematy są męczące, a przy tym zupełnie nierozwojowe.
Proponowałem, żebyś pytał, kiedy chcesz się czegoś dowiedzieć. Ty jednak dalej męczysz forumowiczów swoimi dylematami i czynisz to w sposób złośliwy (może nawet tej złośliwości nie widzisz, bo zyłeś w niej na co dzień).

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2014-01-09, 22:09:33 »
Magic
Twoja przewrotna logika może ma zwolenników wśród osób, które nie mają własnego zdania. Zaś z mojego punktu widzenia wynika z BRAKU doswiadczenia wlasnego.
Jak nie chcesz być w porządku wobec mnie, to bądź chociaż w porządku wobec siebie. A to Cię uzdrowi :)

Magic

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-01-09, 22:06:01 »
Magic
Co to za pyskówka?
Jak napiszesz kilka książek i będziesz miał setki zadowolonych klientów, to będzie dowód, że jesteś ekspertem :)
Na razie jesteś pyskaczem z 0% doświadczenia i minimalną wiedzą. I żaden dyplom tego nie zmieni :)

Setki zadowolonych klientow maja tez ksieza, co nie znaczy ze wszyscy wykonuja dobra prace. Sekty tez. Daleko im chyba do bycia ekspertami, prawda? ;)
Nie widze tu pyskowki a tylko wymiane argumentow -- zwlaszcze ze caly czas sie usmiechasz wiec nie rozumiem sugestii.
Skad pomysl i dane o moich 0% doswiadczenia? Wymierzyles to jakos, ze Ci wyszlo tak dokladnie? ;)

Na marginesie: masz jakas frajde w obrazaniu mnie? Takie hobby albo sposob ulzenia sobie? Nie pamietam, zeby ja kiedykolwiek uzywal w stosunku do Ciebie epitetow.
« Ostatnia zmiana: 2014-01-09, 22:10:01 wysłana przez Magic »