Nie chce Asi zaśmiecać wątku, więc napisze tutaj.
Asia bardzo precyzyjnie wskazała, co mi na dziś dolega

Więc mam jasno określone kierunki i nie muszę się motać i zastanawiać za co się powinnam zabrać.
Moje wnioski po zabiegu - dla mnie na dziś.
To po pierwsze puścić do końca zasłanianie się żalami, rozczarowaniami i zranieniami jak tarczą, która w założeniu powinna mnie chronić przed następnymi a w praktyce przyciąga kolejne zranienia, rozczarowania.
Najwyraźniej moja pś jeszcze nie załapała jak inaczej można w takich sytuacjach reagować.
I jest też w tym jakiś brak wiary w to, że inny sposób reagowania będzie skuteczny i coś zmieni.
Po drugie uporać się wreszcie z przerażającym lekiem przed konsekwencjami, karą za to że zrobie coś nie tak jak powinnam. I z tym powinnam być taka a taka, powinnam umieć lepiej myśleć, przewidywać, lepiej coś robić, robić coś tak, żeby nie trzeba było po mnie poprawiać, w ogóle powinnam być inna, bo taka jak jestem, to jestem do bani i raczej miejsca dla mnie nie ma (chodzi o pracę) :/
Ten lek mi głownie wywala wobec osób od których jestem zależna w jakiś sposób lub gdy skutki mojej pracy ponosi jeszcze ktoś inny oraz urzędów. Bo przecież urząd nie jest od tego żeby kogoś łagodnie potraktować. Normalnie przerażona jestem.
Wobec osób zależnych to jest najczęściej taka sytuacja, że ja coś dla kogoś robię najlepiej jak potrafię na dany moment. Potem po czasie się okazuje się, że to moje najlepiej było nie wystarczające i ten ktoś ma jakieś komplikacje i sypie na mnie gromy, żąda znalezienia rozwiązania, albo rekompensaty. Najczęściej jest to z osobami, które chcą bym je w czymś wyręczyła, bo oni z jakiegoś powodu nie chcą się tym zająć (np. uważają, że są od innych celów, albo ja mam im to załatwić/zagwarantować).
Często potem przyjmuje te gromy, bo nie umiem ustawić granicy między moją a cudzą odpowiedzialnością.
Teraz sobie skojarzyłam, że nie z każdym tak mam, tylko z niektórymi osobami.