OPIS PROCESU;) - wywalanka i jazda, ale zakończone pozytywnie

Dzisiaj dorwała mnie nagła jazda, choć powoli kumulowało się od paru dni - im bardziej pracowałam i otwierałam się na spełnienie, tym bardziej mi waliło. Wpierw dowaliłam sobie finansowo, co obudziło lęki przed ponownym zadłużeniem.
A dziś była emocjonalna kumulacja;)
Najpierw dorwał mnie paniczny lęk, u mnie jak zwykle dodatkowo połaczony z podskórnym wkurzeniem, przed niespełnieniem, kolejnymi porażkami, niewypałami, działaniem po próżnicy.... i dowalaniem sobie. Zmęczenie na dodatek. Wpierw troche poszalałam z poduszkami i ścianą;), by puścić napięce związane ze złością, a potem połozyłam się, pomodliłam i czułam, jak lęk znika i wyluzowuję. Poczułam się lepiej i zaczełam myslec jaśniej.
Potem był czas modlitwy grupowej na odległósć i wtedy czułam, że wszystko jest ok, energia, modlitwa płynęły lekko, jasno.
A później, w tym dobrym nastroju, z poczuciem, jak to fajnie jest, ze wszystko się tak ładnie układa, poszłam wypić herbatę i coś przegryźć. Wybór padł na świeżą papryke

Kroję i o mało nie odcięłam sobie palca. Szok był spory, ale to mnie jeszcze nie ścięło, raczej nawet po częsci rozbawiło (i zastanowiło) - czemu próbuję sobie zrobić poważniejsze kuku w ten sam palec w przeciągu ostatnich 3 tygodni (że jedna rana jeszcze do końca się nie zagoiła, a teraz druga tuż obok). Przycisnęłam ranę, i stwierdziłam, ok wypije herbatę i zjem paprykę - co ma się marnować

Wchodzę, tylko trochę jednak rozchwiana emocjonalnie tym odcięciem sobie palca u podstawy;), ściskając cały czas ranę, do dużego pokoju i w tym momencie widzę, jak kot mi leje na samym środku łóżka.
I wtedy poczułam, ze tama się przerwała. Że co jest, do cholery? Dlaczego ilekroć pomyślę, ze bedzie ok, że jest już fajnie - wszystko się zbiega, by udowdnić, ze się mylę? Wpierw niemożebnie się wkurzyłam (kot przeżył;), potem poczułam niesamowitą nienawiść do Boga, ze co jest @#$^&%$, ja Cię prosze o pomoc, ufam, a Ty pozwalasz tak dziąlac mojej pś? Taki z ciebie słabeusz? Pic na wodę, fotomontaż! Nigdy wiecej nie bedę o nic prosic! Potem nienawiśc poszła na mnie samą, czułam straszną ochotę pocięcia sobie ciała. Usiałam, i w tym momencie poczułam, że chodzi o to, co kiedyś robiłam ludziom, dawno, ale dosłownie taplałam się wtedy w częściach porozrywanych ciał i czułam wielką satysfakcję. To był mój "sukces".
Po tym, wówczas, jak otrzeźwiałam, przyjęłam nie tylko klątwy ofiar na siebie, ale i sama zaklątwiłam sobie na całego - ze nigdy nie doznam spełnienia, nie odniose prawdziwego sukcesu, nie bedę naprawdę szczęśliwa, usatysfakcjonowana. Że nawet jak coś mi się uda, to zaraz ma się rozwalić, spierniczyć - jak nie to, to coś innego, większego.
Zaczęłam sobie wybaczać, ze zrobiłam kiedyś to, co zrobiłam, i ze czułam taką dziką satysfakcję wówczas. Wybaczałam i mówiłam sobie, ze tamta satysfakcja nie była tym samym, co szczęście, spełnienie, radość, zadowolenie, na które obecnie się otwieram. Że mam prawo do prawdziwych sukcesów, zgodnych z ND, i to jest dobre, niewinne i w porządku. Poprosiłam tez Boga o wypalenie całkowicie i do końca tej klątwy z mojej głowy, oczyszczenie wszelkich intencji podtzrymywania i odnawiania jej, oraz wszystkich związanych z nią energii z całości aury i poszczegolnych czakr. Czuję, że zeszło bardzo dużo i dalej schodzi

Mam nadzieję, ze od teraz także pś uzna, ze może być lepiej i coraz lepiej, że to jest w porządku, i ze nie ma potrzeby juz więcej się karać, dowalac sobie itp. Że uwolniłam się, lub jestem na najlepszej drodze do całkowitego uwolnienia od wszelkich mechanizmów, przymusów i intencji szkodzenia sobie, dowalania sobie, niszczenia siebie. Już teraz zasługuję na spełnienie w moim życiu codziennym i działaniu, w każdej dziedzinie. Jestem przy tym całkowicie bezpieczna, niewinna i w porządku.
Uffff
