Do mnie też oferty zaczęły przychodzić, ale to ja odmawiam, bo mi się warunki nie podobają. Zarabiam tyle, aby mi starczało na życie, a jak coś mi się nie podoba to rezygnuję. Zaczęło się dla mnie liczyć samopoczucie. Wiem z grubsza co chcę robić i odkładam kasę na szkolenia, póki co, mam co jeść i jest nieźle. Grunt to wiedzieć do czego się dąży. Kilka lat po studiach może byc ciężko, szczególnie jeśli przez całe studia wierzyło się, że pracodawcy będą się bić pod uczelnią i czekać na takiego absolwenta. Niestety rzeczywistość mocno uderza i trzeba się jakoś przekwalifikować, elastycznie zmienić. Więc jest to kwestia czasu. Wszystko zależy od samooceny, dobrze to wiadomo, ludzie z podstawowym wykształceniem zarabiają niekiedy po 10tyś i to bez wysiłku. Wiem, że za jakiś czas, ostatecznie i tak będę robiła to na czym mi zawsze zależało.