Najpierw a piątek wywaliła mi silna nerwica" muszę zdążyć na czas" - a i tak jakbym sie spóźniła to już wszystko było tak ustawione,że na te kolokwium bym zdążyła.
W ogóle zawsze boję się jaki będzie efekt mojej nauki- i o dziwo idzie mi nieźle, dobrze zapamiętuje choć dużo się nie uczę, nie czytam.
Afkuję ,że pytają mnie zawsze z tego co wiem i powiem,że działa

) ale na jedym kole wszyscy ściągali- babka dawała przyzwolenie na to- więc i ja się pokusiłam o 2 zadanka bo pewnie bym nie zaliczyła. Dziś pisałam już z główki i dobrze mi poszło

))
Ale znów wywala mi oddychanie. Spinam się , zaczynam 'czarnowidzieć' i z lęku się hiperwentyluje. W domu nic relax i poczucie ,że wracam do jaskini i już nie wychodzę. Odetchnę i już siedzę w domu. Na uczelni jakoś sobie radzę - z materiałem spoko a z głową gorzej. Już mam tego cholernie dość, chociaż walczę i jak wzięłam z tego powodu dziekankę na rok- bo dostawałam takie ataki paniki to teraz wróciłam żeby się z tym zmierzyć. Czasami siedze i wszystko jest ok, jestem zrelaxowana i git. A czasami spinam się, zaczynam tworzyć historie że brakuje mi powietrza i pocę się, serce mi łomocze. Teraz już jak zaczynam się denerwować, bać to przytykam ręce i filtruje, albo staram się odciągnąć uwagę od siebie na inną osobę czy zagadać i przechodzi. Ja już mam tego dość kurwa ale mi wywala- czasami mam ochotę narodzić się w jakiejś kochającej rodzince i zaczac wszystko od nowa. Bo po moich przeżyciach to ja jestem nerwicowym wrakiem człowieka z jakimiś schizami ,ze mi powietrza brakuje. Chore. Wstydzę się żeby ktoś nie zauważył ,że jakoś dziwnie się ruszam, nerwicowo i już zaczyna 'mnie brać'. Nikt by tego nie zrozumiał. Ja dostałam tak w dupe od życia ,że teraz mi nie jest do śmiechu z czyichś nerwic, problemów. Nie patrzę na człowieka przez pryzmat " miałeś tyle czasu trzeba było zrobić" bo wiem jak to u mnie jest i ,że może ktoś też ma jakies problemy dlatego społecznie kuleje. U mnie w grupie naśmiewają się jak ktoś przytomność straci a co dopiero jak taka sobie Ja mam chore jazdy,że powietrza mi brakuje - ale do sedna. Dziś było o molestowaniu seksualnym- w tym życiu nie byłam molestowana i znów zaczełam nieregularnie oddychać, pocić się , bać. Nie wiedziałam czemu taka reakcja- co mnie tak poruszyło. MOze moje traumy sie już tak wybijają ze niedługo nie będę potrafiła ich zakryć, już mnie to męczy.
Ogólnie jak słysze- depresja, stany lękowe, lęk, bezsilność- to zaczyna mnie to przerażać. Przypomina mi się fatalne dzieciństwo, relacje, cały chaos życiowy nieuzdowiony wywala jak szambo!
Czuję się pieprzoną pokrzywdzoną dziewczynką i nie wiem czy kiedykolwiek coś się ruszy, wywala mi na maxa ale jak zawsze będę dzielna i zagryzę zęby.
Czuję się taka zmęczona tymi traumami i teraz wydaje mi się niemożliwe bezemocjonalne wracanie do tego. Jestem nadwrażliwa i czasami mnie ta cecha dobija- bo siostra miała takie same warunki a jakoś się trzyma a ja sobie nie radzę.
Jak w ogóle po takim dzieciństwie ja jeszcze jestem przy zdrowych zmysłach.
a teraz sobie popłacze