Ja dzisiaj zastanawiałem się nad akceptacją (było to wprawdzie raczej dyskursywne myślenie, niż medytacja, ale w końcu przez światy mentalne można się dostać do przyczynowych), nad tym co pisali Clint i Asia o "akceptacji niemożliwości" - całkowicie się z nimi zgadzam, a nawet więcej. "Akceptacja niemożliwości" to nie tylko, jak pisał Clint, "akceptacja na wyrost", to po prostu pielęgnowanie ograniczeń. Akceptacja wiąże się z dostrzeganiem doskonałości. "Niemożliwość" nie wydaje mi się doskonała. Dlatego lepiej akceptować, owszem, ale to, co jest i otwierać się na najlepsze możliwości, a nie pielęgnować ograniczenia pod przykrywką duchowego oświecenia.
Piszę o tym, bo mam wrażenie, że wiele osób (często dość poważnie nauczających) nadużywa słowa "akceptacja" i propaguje de facto pięlęgnację, albo nawet kreację ograniczeń. Dzieje się tak, ponieważ te ograniczenia są uważane za prawdę, za rzeczywistość. Tak że akceptacja jest świetna, ale warto uważać, kiedy któryś mądrala przypina do byle czego słowo "akceptacja" i opakowuje w ten sposób ograniczenia w sreberko, ba!, złotko duchowej mądrości.
Nie mam tu bynajmniej na myśli nikogo z forum, bo nawet nie wczytywałem się we wcześniejsze wpisy i nie wiem, skąd dokładnie wziął się wątek akceptacji u Asi i Clinta.