Iustitia, Carolieen - akceptacja braku czegoś rzeczywiście wiąże się u mnie z przekonaniem, ze wtedy akceptuję fakt, iż nie otrzymam tego czegoś, ba! wręcz z ograniczeniem możliwości otrzymania tego.
Co do odczucia rozluźnienia, niech się dzieje jak najlepiej, niech się w ogóle dzieje, zmienia i płynie w zgodzie z ND - to przez większość czasu to miałam w temacie związku. Ale ile można, hę, tak bez konkretów? De facto od czasu poznania pragnień związkowych minęło u mnie 14 lat, a od czasu pełniejszego odblokowania chęci na związek - lat koło siedmiu. Bardzo długo byłam cierpliwa, bardzo długo nie naciskałam i akceptowałam co przychodziło i czego nie było. Choć pewne przerwy w tym się zdarzały, gwoli uczciwości;)
Wiem, ze w tej chwili w jakimś stopniu się zaślepiam na to, jaką np,; samoocenę miałam nawet te 3 lata temu

i ze z nią szanse na realny, fajny spełniony związek były nikłe.
Ale mimo wszystko mam już dosyć pozwalania, by sobie płynęło i się działo, skoro nadal nie zadziało się nic naprawdę sensownego. Dlatego chyba szukam bardziej siłowej opcji ;-)