Pod wpływem impulsu uaktywniłem swoje stare konto sprzed dwóch lat na portalu randkowym i uaktualniłem opis (swoją drogą to sporo mi się zmieniło w podejściu przez ten czas). Od dwóch dni przewalam dziesiątki profili (wciąż i wciąż znajdują się nowe) szukając czegoś sensownego, ale próżno. Jedyne kobiety mające jakiś bardziej zachęcający opis zawsze się okazują dążącymi do rozpłodu katoliczkami, dla których małżeństwo jest bardzo ważne, itd. Jakoś nie widzę przyszłości w takim związku.
Za to dla odmiany pojawia się jakaś inicjatywa ze strony różnych kobiet, ale jeszcze mniej ciekawych niż wyżej wymienione (ta, zdjęcie jak laska wydmuchuje dym papierosowy prosto w obiektyw jest niezwykle seksowne ;/ )
Siedzę sobie więc w niemal transowym i pozbawionym emocji stanie szukając tego jednego, upragnionego profilu. Nie podoba mi się ta znieczulica i obojętność jaką teraz czuje, jakbym podskórnie czuł że to co robię i tak jest bez sensu, ale jednocześnie nie potrafił odpuścić i musiał robić cokolwiek, byleby tylko coś robić.
Dzisiaj mi się znowu śniła jakaś kobieta - głaskała mnie po głowie, a potem oparła swoją głową na mym ramieniu.
Chciałbym powiedzieć, że czuje jakąś potrzebę doświadczenia tego w realu czy cokolwiek, ale zamiast tego jest tylko pustka i obojętność.
Gdzieś tam przebija się złość, złość że żyje w świecie tak bardzo oderwanym od tego co wartościowe, że szukając partnerki muszę polować na jakiś pojedynczy egzemplarz wśród całego oceanu chłamu, a Bóg jeden wie czy taki egzemplarz się w ogóle znajdzie tu i teraz. Nie mogę trafić nawet na trop kobiety, która by spełniała absolutne minimum moich wymagań, a mieszkam przy jednym z największych miast tego kraju.
Zastanawiałem się czy to problem nie jest z moimi wymaganiami, ale one naprawdę tyczą się kilku podstaw, aby ten związek miał jakikolwiek sens, a po za tym wiem, że istnieją fajne kobiety, które na pewno byłyby warte wzięcia pod uwagę, gdyby nie to że mieszkają w innych częściach kraju czy też są już w związku. No i te cholerne dzieci - to jest jakiś społeczny fanatyzm, bo to nawet w rozwojowych środowiskach niektórzy krzywą na mnie patrzą, gdy mówię że jestem całkowicie pewien tego, że nie chce i nie będę chciał.