Ja wczoraj zacząłem robić kriję na podstawę i zaczynają mi wywalać znowu rzeczy, które myślałem że mam już przerobione. Mam nasrane w głowie setki klisz powiązanych z zachwytem nad moim kobiecym, smukłym ciałem. Musiałem w którymś wcieleniu przywiązywać do tego wielką wagę, że jeszcze zostało. Że mam taką delikatną dupeczkę, smukłe nóżki, zgrabne uda. No i znowu wychodzą mi wzorce wabienia seksualnego mężczyzn i orgie i zachwyt nad penisami. Normalnie jak staję przed lustrem to widzę że jestem męskim facetem, ale jak sobie pooddycham, zamknę oczy to całkiem o tym zapominam.
Nie wiem do końca jak się tym zająć, bo przez pewien czas wmawiałem sobie że przecież mam męskie ciało i przypominało to wmawianie sobie że poniedziałek jest pierwszym dniem tygodnia. Poza tym jak zacznę przywiązywać wielką wagę do męskości to po pierwsze nie będzie to miało żadnego związku z rozwojem duchowym a po drugie urodzę się wkońcu schłopiałą kobietą która znowu ma nierówno ze swoją seksualnością. Nie jest tak źle w temacie, bo generalnie czuję się męski, ale kiedy nabieram więcej uważności to zaślepiają mnie te wzorce kobiece.
Chcę potraktować temat tak, że moje ciało jest po prostu boskie i oczyszczać jak leci. Ale to kuszenie facetów wydaje się tak atrakcyjne - a tyle problemów przez to miałem, nawet w tym życiu. Wielką złość mam na tych dupków którzy reagowali na to swoją chcicą. Trzeba wejść mocniej w temat, ale czuję narazie wielkie pokręcenie.
Są jakieś medytacje na cd w stylu "Równoważenie męskiej i kobiecej energii"?