U mnie jak ja puściłam u siebie różne karmiczne i z tego życia obciążenia, to moim rodzicom nagle zaczęło walić, między sobą, ale też ogólnie, dość mocno, bezpieczeństwo, samoocena. A ja już byłam poza tym. No i wybaczyłam im to co mi robili. Więc mogłam im pomóc, powiedzieć co i jak, no i nawet sesje zrobić. Robiłam siostrze( dzięki temu znalazła pracę w krótkim czasie, a wcześniej szukała rok i miała jazdy, ona pisała też afki co jej dałam), mamie( sama ze sobą pracuje dekretami i modlitwami), bratu też kiedyś i mu pomogło w konkretnej sprawie. Najbardziej oporny był mój tata, ale w koncu postanowił też coś ze sobą zrobić, poszedł do mojej koleżanki na kilka sesji, tez mu odpuściło trochę po nich. Robiłam im też masaże Lomi, które im pomogły.
Najgorzej było z moim bratem, stwierdziłam że się nie da z jego obciążeniami( poniżanie, gardzenie innymi, zwłaszcza jazdy rywalizacyjne do mnie ) i trzymałam się go z daleka, on się w sumie po moich odreagowaniach wyniósł z miasta na studia;), były czasem spięcia jak już bywał od święta. Ale to też przerobiłam, karmę z nim magiczną jakąś. Był zaskoczony, gdy wrócił, a tu w domu fajna miła atmosfera, rodzina do mnie przyjaźnie nastawiona;) Trochę zaczął się hamować, bo nie było podatnego gruntu, za dużo pozytywnie do siebie nastawionych ludzi. A jak ja jeszcze puściłam jakieś resztki wkurzenia na niego i lęku, to nagle zaczął się starać bym go polubiła, zmienił swoje zachowanie wobec mnie i od jakiegoś czasu traktuje dość miło i z szacunkiem. Nie tylko mnie zresztą.
Ja mogłam im pomóc, bo przebaczyłam, sama miałam uzdrowione, nie wykorzystywałam ich problemów by im coś udowodnić( że byli źli, źle mnie traktowali i nie mieli racji), czy dowalić. Ale też nie czułam misji czy zobowiązania. Było na czystych zasadach. I tak się dobrze poukładało:)
Zauważyłam, że dużo mieszają pretensje do kogoś i oczekiwania. Także by nam rodzic, czy ktokolwiek coś wynagrodził. Taka osoba czuje te presje i się broni. Dopiero jak się zwróci wolność i przebaczy robi się miejsce na zdrową relację.