Pracuje sobie z medytacją na bezpieczeństwo w relacjach z ludźmi i mnie wzięło ostre wkurzenie jak mi zaczęły przypominać różne jazdy z rodzicami z przeszłości. Ciągłe dostosowywanie się pod ich wyobrażenia co, jak, gdzie i kiedy ja powinienem, co mogę a czego nie mogę, itd. Wkurzenie na ich DDA-owe jazdy, gdzie potrafili sobie uroić że ja swoim zachowaniem czy słowami zrobiłem coś niewłaściwego i ich ostentacyjne wzdychanie, sapanie i fochy. Czasami nawet całe wykłady na temat tego, co ja straszliwie niezgodnego z ich światopoglądem miałem czelność zrobić. Nie wspominam już o dzieciństwie w którym była ostra jazda bez trzymanki - wrzaski, straszenie, wyzwiska i kary.
I jak ja mam się czuć bezpiecznie i niewinnie idąc do ludzi i przejawiając siebie w sposób niezgodny ze światopoglądem otoczenia? Moja pś jest przerażona na samą myśl o przejawianiu się tak wobec osób, które mają jakąkolwiek władzę nad jakąś częścią mojego życia np. przełożeni, wykładowcy na uczelni, itd. Z pozostałymi osobami nie ma większego problemu, bo zawsze można walić ich jazdy i robić swoje, ale jak człowiek się czuje od kogoś zależny to się zaczynają już schody.