Kaśka, gratuluję!

Fajnie, że wypróbowałaś w praktyce

[Karoli już gratulowałam kilka razy

]
U mnie takie podejście do diety (jak u Karoli) też dawało niezłe rezultaty, ale ostatnio zrozumiałam ważną dla mnie kwestię:
Mianowicie, że próbowałam przeskoczyć pewien etap w moim życiu. Ja do tej pory olewałam ciało, nie zajmowałam się nim należycie, a bardzo bym chciała zająć się sobą w całości i z miłością

Moje ciało potrzebuje opieki i dobrego traktowania

Więc zamierzam mu to dać.
Nie będę na razie podchodzić do tego tak, jak do tej pory (że jadłam szkodliwe produkty: np. mąkę, podczas gdy mam celiakię i oczekiwałam, że ciało mi się podporządkuje). Nie. Nie jestem jeszcze na to gotowa. To jeszcze nie dla mnie

Póki co chcę ukochać moje ciało, zadbać o nie

A jak się tym nasyci, to samo mi pokaże że jest już gotowe na dalszy krok. I może to się zdarzyć szybciej, niż to sobie wyobrażam

Także, Indra (a propos tego jedzenia czego się chce przy candidzie) tutaj sprawdza się podejście: rób to, co czujesz, że dla Ciebie dobre na ten czas
Bo widzisz, to co dla Karoli było ok, dla mnie okazało się niezbyt dobre. Tzn. też miałam efekty (bo zniknęły objawy caliakii), ale czułam, że coś jest nie tak. Wolę nie przeskakiwać na wyższe poziomy, kiedy nie jestem gotowa. Zresztą po co, to przecież nie jest wyścig
