Miałem dzisiaj super świetną sesje regresingu, gdzie przez 2 godziny naprawdę intensywnie szło do przodu i zeszło mnóstwo syfu. Z ciekawszych rzeczy były moje wzorce dążenia do bycia mistrzem manipulacji i przeskoczenia mojego mistrza, którym była moja matka. Każdy manipulował każdym, a w rzeczywistości nikt nic realnego nie osiągnął - ale ile dumy i satysfakcji było z coraz bardziej złożonych gierek i manipulacji. A wszystko to oparte było na zwykłej chęci zmanipulowania samego siebie, swoich uczuć i myśli, żeby uwolnić się od bólu. Po puszczeniu tego od razu sesja wyglądała fajniej, bo byłem dużo szybszy i precyzyjniejszy w określaniu sedna kolejnych to obciążeń.
No i wracam zadowolony do domu, a tam siostra atakuje ze zdwojoną siłą ze swoimi jazdami. W takiej sytuacji rozumiem już z grubsza co musiał mój ojciec przeżywać, gdy go matka ciągle podjudzała i miał dwójkę dzieci ofiar, prowokujących do najgorszego. Święty by nie wytrzymał. Ja też nie wytrzymuje, kiedy mi po raz kolejny siostra robi wszystko, żeby udowodnić, że jaki ze mnie bydlak - typowe DDA. We mnie ostatnio się coś tak zmieniło, że o ile do tej pory przez całe życie się z nią cackałem - to teraz pozwalam sobie na przejawy agresji do których mnie prowokuje (oczywiście w granicach rozsądku). Do tej pory na przykład lubiła sobie przychodzić do mojego pokoju i miała w tyłku, że ja akurat nie mam ochoty na to, żeby u mnie siedziała - ta potrafiła zająć mi krzesło i się dobrze bawić tym, że się wkurzam chcąc żeby sobie poszła. Oczywiście przy okazji zawsze mnie podjudzała żeby wywalił ją siłą - zdziwiła się gdy następnego dnia, gdy sytuacja się powtórzyła po prostu ją wziąłem za ramię i nie patrząc na to czy ją to boli czy nie, wywlokłem z pokoju. Ta wielce oburzona od razu mnie trzasła otwartą dłonią w moje ramię, co oczywiście nie bolało, ale sprawiło, że automatycznie zrobiłem jej to samo, z czego nie jestem dumny, ale straciłem całkowicie nad sobą kontrolę. Czysta patologia. Matka próbuje zrobić ze mnie bydlę przy pomocy słów, a siostra czynów. Na szczęście jedyne do czego są w stanie mnie doprowadzić to pojedyncze wybuchy.
Cóż, przynajmniej się poważnie czyści, a ja przestaje być ofiarą w relacjach z kobietami. Niech no tylko jeszcze puszczę te wzajemne prowokacje.