Autor Wątek: Kącik Oczyszczania  (Przeczytany 414378 razy)

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-06-18, 22:12:34 »
lukaszlm, to nigdy nie jest taka prosta zależność.

Takie obcesowe mówienie, że jak cie skrzywdzono, to znaczy że ty też kogoś skrzywdziłeś, może wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Zwłaszcza jak trafi na kogoś, kto nie jest gotowy na przyjęcie takich treści.
Bo może wywołać wzrost poczucia winy wobec innych i uruchomić schematy autodestrukcji jak ktoś ma duże pokłady nienawiści do siebie.

Jak pisałam już wcześniej, wolę "dogrywanie się intencji" bo pozwala wyjść poza schemat łatwych łatek tego typu jak zastosowałeś.
« Ostatnia zmiana: 2012-06-18, 22:20:08 wysłana przez Grażyna Anna »

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2012-06-18, 22:12:31 »
Gdy człowiekowi przechodzi postawa roszczeniowa, przestaje patrzeć na siebie i innych jako na ofiary i katów. Ew. widzi pod tymi słowami grę między jednymi a drugimi i dogrywanie się ich intencji. Jak schodzi poczucie winy albo przywiązanie do krzywdy (bez względu z której strony) to postawa ulatuje i człowiek wychodzi ze schematu

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-06-18, 22:09:52 »
A myślisz, że krzywdzenie siebie też nie degraduje mocno duszy? Krzywdzenie innych jest czynem tej samej rangi co krzywdzenie siebie. Wszyscy jesteśmy tak samo ważni i cenni, więc np. zabicie siebie jest tak samo złe jak zabicie kogoś innego - konsekwencje są nieco inne, ale ranga czynu mniej więcej taka sama.

Intencje do bycia katem czy ofiarą są bardzo różne, a także proporcje ich występowania. Kolejność także może być różna - czasami ofiara powstaje z powodu bycia katem, a czasem na odwrót. Nie zawsze też ofiara musi stawać się katem. Jak ktoś odrzuca swoją prawdziwą wartość i uważa się za nic nie wartego śmiecia to ponosi tego konsekwencje, ale to jeszcze nie znaczy że taka osoba koniecznie musi zamienić się w kogoś, kto będzie znęcał się nad innymi - czasami takiej osobie wystarczy, że znęca się nad sobą. Potrzeby są różne :P

lukaszlm

  • Wiadomości: 734
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-06-18, 21:54:53 »
To czy łatwiej jest się przyznać do bycia katem czy ofiarą zależy od danej osoby i od jej stosunku do obu ról. W zależności od jej wyobrażeń, przekonań otoczenia, stopnia zaangażowania w daną rolę, wstydu, poczucia winy i wielu innych czynników jedna rola może się kojarzyć gorzej od drugiej albo też tak samo źle i wtedy nie robi większej różnicy przyznanie się do tego czy tamtego.

Akurat w Polsce, gdzie celebruje się ofiary, a potępia katów wiadomo, że trudniej będzie przyznać się do bycia katem, ale wystarczy wychowanie w innych klimatach i już może być inne podejście.
Nie jest to porównywalne.
Krzywdzenie innych bardzo głęboko degraduje duszę, często bycie ofiarą to pozostałość po tym jak się innych krzywdziło. To nie jest tak że my biedni niewinny, a sąsiad, mama, tata, współpracownik nam dowala.
Po przyznaniu tego że się kogoś krzywdziło, często inni przestają nas krzywdzić, wychodzimy z roli ofiary, pojawia się poczucie niewinności, bezpieczeństwa, dusza odblokowuje talenty dane od boga :) Dzieje się naprawdę dużo, ale trzeba przyznać "w pełni" to co się zrobiło a nie w 1/10 w stylu "Krzywdziłem innych, ale ...to przez ich intencje...bałem się...zresztą nie wiedziałem co robię... tego...śmiego....tamtego"

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2012-06-18, 21:06:18 »
Ludzie zawsze widzą obraz:) Chodzi o to by czuć się z tym ok skoro nie można zmienić.

Czuć się akceptowanym czy rozumianym (w takim kontekście) jest tylko odczuciem emocjonalnym. Więc tak naprawdę liczy się to czy sami się tak czujemy.

Ja rozumiem o co Ci chodzi ale jednocześnie zawczasu ostrzegam, że inni będą albo widzieć ich obraz Ciebie, albo twoją boską naturę. Chodzi o to by się z tym pogodzić i pomimo tego czuć się dobrze.

Piszę o tym dlatego, bo ludzie są naprawdę różni i mają naprawdę różne zdolności pojmowania. I zdecydowana większość z nich widzi tylko obraz nas. Nie wynika to z tego że chcą nas odrzucać takich jakich siebie widzimy. Wynika to wyłącznie ze zdolności widzenia nas. A dążąc do tego by widzieli nas takimi jakimi my widzimy siebie można się mocno zmęczyć. Po prostu pogodzić się z tym że niektórzy nie chcą albo nie umieją zrozumieć nas w ten sposób i nie jest to z ich strony intencja odrzucenia. Oni tak nas widzą, tak chcą widzieć - tworzą to tylko w swoim umyśle, nie robiąc tego po to by dowalić (nie licząc paru wyjątkowo zawziętych osób).

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-06-18, 21:00:16 »
Mateusz
Miedzy nami jest taka różnica że ty jesteś zdrowy a ja po 4 latach terapii mam taką sytuację że nie wiadomo czy uda mi się wyleczyć. Być może moja choroba jest niewyleczalna.
Ja cały czas żyję z lękiem że nigdy nie uda mi się z tego wyjśc, że tego nie da się wyleczyć, bo ze mną nadal bardzo jest źle i jakby nie ma zmian.
 

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-18, 20:41:53 »
Inga
Wiesz co czytam to co piszesz i przypominam sobie, jak to było u mnie na początku. Miałem despotycznego ojca, który "w delikatny sposób" aczkolwiek bardzo skuteczny potrafił mnie uzależnić od siebie mówiąc oczywiście, że to jest "dobre wychowanie". Dlatego mam takie, bardziej miałem, oglądanie się na innych, w stylu niemieckiej komedii: Co ludzie powiedzą.
Jak zacząłem czytać Książki Osho, to pierwsze na co natrafiłem to jego nauki o byciu totalnie szczerym przed samym sobą. Spróbuję to opisać. My na wschodzie nigdy nie stworzyliśmy czegoś takiego jak psychoanaliza, gdzie ludzie próbują się wygadać, wyżalić całymi godzinami przed psychiatrą płacąc za wysłuchanie duże pieniądze. Na Wschodzie mamy medytację, a to oznacza że my to wszystko co ludzie robią przed terapeutami odkrywamy przed samym sobą. Bo tak naprawdę nikt cię do końca nie zrozumie. Jest też lęk że druga osoba różnie może zareagować. Będziesz chciał cos ukryć, by nie być wyśmianym, boisz się. My otwieramy się przed sobą, a to dlatego że tylko przed sobą możesz być totalnie szczery. Wtedy wszytko możesz odkryć, pokazać, możesz wszystko wyrzucić z siebie i nikt cię nie potępi.
Tak mniej więcej brzmiały te słowa, które mi głęboko zapadły w pamięć. Tak też starałem się robić. Pod wpływem wielkiego autorytetu jakim był dla mnie Osho, tak zacząłem robić. I w zasadzie powiem, że w sprawach moich emocji otwieram się przed samym sobą. Osho sprawił, że sam w "dziedzinie psychoanalizy" sam  stałem się guru dla siebie.

Nie wiem, ale w sprawach emocji to rzeczywiście bardzo delikatna sprawa, bo trudno od ludzi wymagać bycia ekspertami i można się poczuć ponownie zranionym przez innych. Zwłaszcza jak się przywiązuje dużą wagę do tego co ludzie mówią. A ludzie na co dzień szastają takimi stwierdzeniami, że komuś odbiło, czy powinien się leczyć. Zwykli ludzie nie oszczędzą nikogo. O Jezusie mówili, że odszedł od zmysłów, albo że jest opętany przez złego ducha.
« Ostatnia zmiana: 2012-06-18, 20:46:29 wysłana przez Mateusz »

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-06-18, 20:39:26 »
Witek
Zrozumienie tego jest mi potrzebne do tego aby być traktowaną przez tę osobę stosownie to tego jaka jestem a nie do tego co ktos o mnie sobie myśli.
Do tego aby móc się z kimś porozumieć.
Jak mam się czuć akceptowana jeżeli ktoś widzi mój obraz wytworzony przez siebie a nie mnie rzeczywistą i mówi do tego obrazu?
Przecież taka osoba nie akceptuje mnie, tylko tego kogo sobie wyobraża.

Poza tym nie bardzo rozumiem o co ci chodzi i co chciałeś powiedzieć. Ty też mnie nie rozumiesz bo nie widzisz jak mi daleko do tego poziomu aby pisać taką afirmację.
Czuję się przez ciebie nie rozumiana.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-06-18, 20:30:30 »
To czy łatwiej jest się przyznać do bycia katem czy ofiarą zależy od danej osoby i od jej stosunku do obu ról. W zależności od jej wyobrażeń, przekonań otoczenia, stopnia zaangażowania w daną rolę, wstydu, poczucia winy i wielu innych czynników jedna rola może się kojarzyć gorzej od drugiej albo też tak samo źle i wtedy nie robi większej różnicy przyznanie się do tego czy tamtego.

Akurat w Polsce, gdzie celebruje się ofiary, a potępia katów wiadomo, że trudniej będzie przyznać się do bycia katem, ale wystarczy wychowanie w innych klimatach i już może być inne podejście.
« Ostatnia zmiana: 2012-06-18, 20:32:11 wysłana przez Clint »

lukaszlm

  • Wiadomości: 734
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-06-18, 20:24:58 »
Felicite,

Bycie katem jest proste, ale gdy już jest dawno po fakcie to przyznanie się do tego jest dużo trudniejsze niż przyznanie się do tego że było się ofiarą.

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2012-06-18, 20:14:27 »
Inga
A po co jest Ci potrzebne ich zrozumienie tego?

Czy wtedy się dopiero czujesz akceptowana przez nich?

Ja myślę że można by tak podejść do tematu: "Ja ... mogę poczuć się wystarczająco (czyli też satysfakcjonująco, tak że jest odpowiednio dużo być czuła się dobrze) akceptowana i rozumiana, bez względu na zrozumienie innych."

Inni mogą Cię rozumieć na miarę ich zdolności rozumienia. Nie ma w tym niczyjej winy, ani ich ani twojej.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-06-18, 19:47:39 »
Dlaczego ja potrzebuję uznania moich krzywd przez innych?
Dlatego że sama nie potrafię ich uznać i sama nie potrafię okazać sobie litości – potrzebuję pomocy ludzi.
Bo sobie myślę: jeżeli inni mówią że zostałam skrzywdzona to może jest to prawda. Innym bardziej wierzę niż sobie.
Dlatego że sama w nie nie bardzo wierzę, bo mi zawsze powtarzali że nic mi nie jest, że nic złego mnie nie spotyka, że j a kłamię, że ja nie cierpię, że nikt mnie nie krzywdzi.
Skąd mam wiedzieć że to co czuję to rzeczywiście duże cierpienia, zasługujące na współczucie i uwagę jeżeli zawsze mi mówili że mi nic nie jest a tylko sobie wmawiam że cierpię.
Nauczyłam się że mam bagatelizować i lekceważyć to co czuję.

Jakiś czas temu zwierzyłam się koleżance że bardzo cierpię bo byłam w niemowlęctwie katowana i że mam silne zaburzenia osobowości.
Ona nie uznała moich cierpień, powiedziała żebym poszła do psychiatry bo mam na pewno złą diagnozę, że niemożliwe abym pamiętała cokolwiek z okresu niemowlęcego, żebym zażywała leki na lęki.
Nie okazała mi współczucia bo wg niej nie było do tego powodu. A ja poczułam że może ona ma rację, może ja to wszystko zmyśliłam, może ja wcale tak nie cierpię i może nie ma czego uzdrawiać, że powinnam sobie to odpuścić i przestać się tym zajmować.
A potem miałam silny wzrost nienawiści do siebie.

Powód drugi.
Chodzi o to aby ludzie mnie zobaczyli prawdziwą, czyli zobaczyli mnie z moimi emocjami zamiast budować sobie nierealny obraz mnie do którego ja później muszę się dostosowywać, aby się móc z nimi jakkolwiek porozumieć.
Jeżeli ja mówię do kogoś że cierpię, jestem smutna, nieszcześliwa a on tego nie uznaje i w to nie wierzy to ja muszę udawać kogoś innego niż jestem. Ja w takich relacjach czuję się bardzo źle, gdy jestem kompletnie nie rozumiana.
Jak ja mam się czuć gdy ktoś mówi coś w tym stylu- po co trzymasz w sobie to skrzywdzenie zamiast się od niego uwolnić?
Dla mnie to lekceważenie moich uczuć, to negatywna ocena mnie, to obwinianie mnie, to żądanie   abym zrobiła coś czego nie potrafię.
Bo to brzmi podobnie jak: nie rób z siebie cierpiętnicy co oznacza: - tak naprawdę nic ci nie jest a tylko się nad sobą użalasz.


Inga

  • Gość
[#]   « 2012-06-18, 19:35:56 »
. Na każdym kroku udowadniały mi swoje racje kierując się nie faktami i rzeczywistością, ale własnymi emocjami. W ten sposób mówiły, że jest tak jak one "wiedzą" i one mają rację, bo tak czują, nazywając tym słowem "odczucia" wszystko co było w ich podświadomości a czasem mówiąc że to "serce" im dyktuje. A kiedy ja próbowałem im udowodnić, że nie maja racji, wkurzały się i mówiły, że ja ich nie rozumiem. One mają rację, ale ja ich nie potrafię zrozumieć.



Mateusz
Przeczytaj książkę " Kobiety są z Wenus a mężczyźni z Marsa" to wtedy zrozumiesz czego naprawdę chciały te kobiety i w czym miały rację.
Ty operowałeś inteligencją a one emocjami.

Amelka

  • Gość
[#]   « 2012-06-18, 16:07:05 »
Felicite,

:-))

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-18, 15:44:21 »
Czyli nadal podtrzymuję swoje wcześniejsze zdanie, ale co do intencji Amelki odnośnie tej wizualizacji - nie mam prawa jej nie wierzyć.


Miało być „nie mam podstaw (lub powodów), by jej nie wierzyć" (tak chciałam napisać), bo przecież prawo mam. Do wszystkiego mam prawo :))
Świadomie już to zaakceptowałam, ale okazuje się, że w podświadomości jeszcze siedzą takie rzeczy, skoro tak mi się napisało. To dobrze, że wychodzi, bo mogę nad tym popracować :)


Łatwiej przyznać się do bycia skrzywdzonym niż do krzywdzenia innych.

Z kolei z mojego doświadczenia i wiedzy wynika co innego.
Człowiek nie krzywdzi innych dlatego, że jest „zły”, ale dlatego, że sam kiedyś czuł się ofiarą. I po to, żeby zagłuszyć ból bycia ofiarą, z "przymusu" zadaje ból innym. Dzisiejszy kat to nic innego, jak wczorajsza ofiara.
Ale przyznanie się do tego, że kiedyś było się ofiarą (albo tak się czuło) jest bardzo bolesne.  Łatwiej jest być katem. Dlaczego? Bo krzywdzenie innych, oprócz negatywnych odczuć, typu poczucie winy, daje coś, co w części rekompensuje psychiczny ból z tego powodu – daje poczucie dumy z tego, że jest się na tyle silnym, by nie być krzywdzonym (a krzywdzić innych), że jest się lepszym (od ofiar). Natomiast w byciu krzywdzonym nie ma czegoś takiego, tam jest wstyd bycia gorszym, pogardzanym (a nikt nie chce być gorszy, nikt nie chce być nic niewartym śmieciem, z którym można zrobić wszystko – za tym się kryje uczucie braku bezpieczeństwa). I przed tym uczuciem kat ucieka, wypierając zupełnie lęk przed przyznaniem się do tego, że był krzywdzony. I to dlatego można nie czuć takiego lęku, albo go minimalizować.


Dziewczyny :)
Ja tam wolę się nie przywiązywać zbytnio do nazw, do znaczenia słów, bo to może prowadzic do nieporozumień. Jak się da, to lepiej jest odczuć intuicyjnie, co ktoś miał na mysli i nie czepiać się formalności. No ale rozumiem, że to nie zawsze da się zrobić.