Czyli nadal podtrzymuję swoje wcześniejsze zdanie, ale co do intencji Amelki odnośnie tej wizualizacji - nie mam prawa jej nie wierzyć.
Miało być „nie mam podstaw (lub powodów), by jej nie wierzyć" (tak chciałam napisać), bo przecież prawo mam. Do wszystkiego mam prawo

Świadomie już to zaakceptowałam, ale okazuje się, że w podświadomości jeszcze siedzą takie rzeczy, skoro tak mi się napisało. To dobrze, że wychodzi, bo mogę nad tym popracować

Łatwiej przyznać się do bycia skrzywdzonym niż do krzywdzenia innych.
Z kolei z mojego doświadczenia i wiedzy wynika co innego.
Człowiek nie krzywdzi innych dlatego, że jest „zły”, ale dlatego, że sam kiedyś czuł się ofiarą. I po to, żeby zagłuszyć ból bycia ofiarą, z "przymusu" zadaje ból innym. Dzisiejszy kat to nic innego, jak wczorajsza ofiara.
Ale przyznanie się do tego, że kiedyś było się ofiarą (albo tak się czuło) jest bardzo bolesne. Łatwiej jest być katem. Dlaczego? Bo krzywdzenie innych, oprócz negatywnych odczuć, typu poczucie winy, daje coś, co w części rekompensuje psychiczny ból z tego powodu – daje poczucie dumy z tego, że jest się na tyle silnym, by nie być krzywdzonym (a krzywdzić innych), że jest się lepszym (od ofiar). Natomiast w byciu krzywdzonym nie ma czegoś takiego, tam jest wstyd bycia gorszym, pogardzanym (a nikt nie chce być gorszy, nikt nie chce być nic niewartym śmieciem, z którym można zrobić wszystko – za tym się kryje uczucie braku bezpieczeństwa). I przed tym uczuciem kat ucieka, wypierając zupełnie lęk przed przyznaniem się do tego, że był krzywdzony. I to dlatego można nie czuć takiego lęku, albo go minimalizować.
Dziewczyny
Ja tam wolę się nie przywiązywać zbytnio do nazw, do znaczenia słów, bo to może prowadzic do nieporozumień. Jak się da, to lepiej jest odczuć intuicyjnie, co ktoś miał na mysli i nie czepiać się formalności. No ale rozumiem, że to nie zawsze da się zrobić.