Kinga, super post!

Podoba mi się treść i sposób, w jaki to przekazałaś (zgadzam się z Hydrozagadką
Bardzo świadome podejście do sprawy. Pod tym, co napisali Clint i Grażyna Anna też bym się mogła podpisać

Szczególnie podoba mi się to:
Dokładnie - terapię trzeba dostosować do tego na jakim etapie problemu dana osoba się znajduje. Coś co jest niepotrzebne i szkodliwe, gdy porównuje się to do istnienia na poziomie Boskiej świadomości - może być najlepszym rozwiązaniem dla danej osoby jako tymczasowa opcja do pójścia dalej z problemem.
Dokładnie to chciałam napisać, ale Clint znów (już tak wiele razy było ;p) mnie ubiegł

Mój mąż się śmieje, że mam (co prawda nie we wszystkich kwestiach, ale w sporej ilości) myślowego klona

)) Już tak kilka razy było, że przeczytał coś na forum, odwrócił się do mnie i mówi: "No widzisz, po co masz się męczyć i tracić czas na pisanie (on wolałby, żebym się zajęła nim, a nie pisaniem

, skoro masz Clinta, hahaha".
Dodam tylko, że w sytuacji, gdy nie wypiera się żadnej emocji, gdy się nie ucieka, a wszystko akceptuje (czyli pozwala im trwać w niezmienionej postaci, czyli chodzi o to, żeby ich ani nie blokować, ani nie wzmacniać), takie pozwolenie sobie na wszelkie negatywne uczucia jest bardzo wyzwalające i nie ma możliwości wzmocnić wtedy wzorca ofiary, bo eliminuje się emocje zaciemniające świadomość. Wręcz przeciwnie, to prowadzi do uwolnienia od wzorca ofiary.
No ale jak ktoś tego nie doświadczył w praktyce, to może mieć wątpliwości, bo gdy patrzymy na to z pozycji intelektu, to wygląda to co najmniej dziwnie.
I dlatego to budzi takie opory (lęk)

Ja właśnie tego ciągle poszukuję u ludzi - żeby uznali moje cierpienie, moją krzywdę, bo bez tego nie mogę dalej ruszyć.
Moja krzywda domaga się uznania, -że zostałam skrzywdzona i zasługuję na współczucie - nie mówię tu o regresingu tylko o wszystkich krzywdach których doznałam.
I dlatego bardzo źle na mnie działa gdy ja się skarżę, a ktoś mi daje radę abym przebaczyła, przy okazji obwiniając mnie że ja tę krzywdę dalej w sobie trzymam zamiast ją przebaczyć.
Czasem rzeczywiście krzywdy w dzieciństwie są tak duże, że nie wystarczy samemu uznać krzywd, jakich doświadczyliśmy. Wtedy potrzeba kogoś z zewnątrz, by to uznał, żeby przyniosło to skutek terapeutyczny.
Niestety, często bywa tak, że szukamy tego u ludzi, którzy sami mają problemy z wynikające z wyparcia pewnych emocji z dzieciństwa i oni wtedy nie są w stanie zaakceptować tego, że ktoś potrzebuje akceptacji do uzdrowienia. By uniknąć bólu wyparli pewne rzeczy, więc komu innemu też radzą, by wybaczył (z intelektu. Tylko że tak nie da się osiągnąć prawdziwego wybaczenia, czyli uwolnienia od wszelkich złych emocji). A gdy ktoś się broni, nie chce „zrozumieć, że wybaczenie jest dla niego dobre”, wtedy pojawia się złość i inne emocje, oczywiście na tego kogoś, że „taki głupi i nie chce zrozumieć”. Złość, irytacja, poczucie wyższości, że „ja wiem lepiej”, to jest reakcja obronna na ból, o którym przypomina ta osoba, która domaga się uznania, że ją skrzywdzono.
Inga, oczywiście nie piszę tego po to, żebyś starała się zrozumieć osoby, które w Twoim życiu radziły Ci wybaczyć, czy twierdziły, że to Twoje intencje zawiniły, ale dlatego, że uważam, że o takich rzeczach warto mówić głośno. Ty oczywiście masz prawo złościć się na swoich krzywdzicieli z przeszłości i na tych, którzy teraz próbują namawiać Cię do tego, byś przebaczyła.
Ja – jak już kiedyś pisałam – szczerze Ci współczuję, bo wiem (czytałam kiedyś), co przeszłaś. To, co Ci zrobiono było okrutne i godne potępienia.
Nie piję do nikogo na forum, nie chcę nikogo urazić. Opisuję tylko mechanizm, jaki występuje powszechnie wśród ludzi.