Autor Wątek: Kącik Oczyszczania  (Przeczytany 413563 razy)

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-15, 22:54:32 »
A co jeśli takiej osoby, która by uznała poczucie krzywdy się nie znajdzie?
Albo jeśli ktoś ma takie silne wzorce odrzucenia, walki i prowokowania otoczenia do ciągłego sprzeciwu (jak np. ja mam), i takiej osoby nie będzie, bo każda będzie się sprzeciwiać i mówić: to twoja wina nie jego, to co? Z uzdrowienia nici.

Ha! Dobre pytanie :)
Jak mówi Alice Miller "nie ma trudnych przypadków (pacjentów), są tylko terapeuci, którzy nie potrafią trafić do pacjentów" :))
Można to uogólnić: nie ma trudnych przypadków, tylko źle dobrane metody rozwoju :)
Ale co zrobić, żeby trafić na dobrą dla siebie metodę, czy sposób leczenia, odpowiednich ludzi itd.?
Moim zdaniem chodzi o intencje do siebie. Za to jesteśmy odpowiedzialni. Trzeba sobie pozwolić trafić sobie na odpowiednich ludzi, metody, czy w ogóle środki pomocy. Ale to co innego niż mówienie komuś, kto jest w trakcie terapii (szeroko pojętej) i w trakcie przeżywania silnych negatywnych emocji, żeby wybaczył i że to on jest odpowiedzialny za to, co wykreował!
To prawda, ale to są dwie odrębne płaszczyzny, pomieszane ze sobą i chyba stąd to całe zamieszanie.
Może na przykładzie to pokażę.
Oświecony wie, że bieda, choroby, "zło" tego świata to iluzja. Ale nie pojedzie to Afryki i nie będzie tego nauczał murzynów. Bo dla nich to nie jest prawda. Dla nich prawdą jest to, że są choroby, że jest bieda, itd. I chcąc polepszyć ich los, trzeba podejść odpowiednio do ich sytuacji.

Gdy wychodzą mi negatywne emocje, to nie będę sobie tłumaczyć, że zła nie ma, a świat, który widzę jest iluzją, tylko w zgodzie z prawdą powiem, że jestem wkurwiona, bo mnie ktoś skrzywdził. I gdy już uwolnię całą złość i inne emocje, to wtedy będę mogła zobaczyć rzeczywistość taką, jaka jest. Bo mi się rozszerzy świadomość.

Czyli chodzi o bycie w zgodzie z prawdą. Zawsze. A prawda, jak już napisałam, jest "względna" (tzn. naprawdę nie jest względna, ale jednak jest - taki paradoks ;).
Jeśli odczuwam złość, to nie ukrywam jej, nie spycham, bo "nikt nie jest winien, trzeba wybaczyć, itd.", tylko przyznaję się do tego. Wtedy nie próbuję zrozumieć i stosować prawd duchowych, bo mi g... z tego wyjdzie. Jeśli będę prawdziwa do końca, to zaowocuje to prawdziwym rozumieniem (objęciem świadomością) prawd duchowych.

Heh, chyba nie wytłumaczyłam dokładnie tego, o co mi chodzi ;) Dziś jestem zmęczona, więc dam sobie już z tym spokój :))
[może Clint to lepiej ujmie ;))) - taki mały żarcik ;)]

Na koniec tylko podsumowanie w postaci krótkiej odpowiedzi na pyt. Mateusza, żeby było wiadomo, o co mi chodzi ;)
No więc uważam, że to kwestia intencji do siebie. To intencje decydują, na co się trafi.
A konkretniej odpuszczenie swojego "widzimisię" i dopuszczenie działania Boga (w sobie).
« Ostatnia zmiana: 2012-06-15, 22:56:14 wysłana przez Felicite »

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-15, 22:52:30 »
Dajesz swoje rozumienie postów, podstawiasz pod nie swoje emocje, które są nielogiczne i w końcu wychodzi, że pierwotny post jest nieprawdziwy w Twoim rozumieniu.
Ale OK :) Nie obchodziło by mnie to, gdyby mi nie wywalało wkurzenie na manipulujące kobiety.


 

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-06-15, 22:45:41 »
Cytuj
Więc nie ważne jest że nam wypala dziurę w ręce, ważniejsze jest nasze przekonanie/zakłamanie, że jest dla nas niezwykle ważny i cenny. I jeszcze do tego nas chroni robiąc dziurę w ręce. Jak wypala dziurę to na pewno jest też uświadomienie. Troche to nie logiczne.
Rozumiem Twoje zawiłości, które piszesz, ale to jest w ogóle trochę czepialstwo wobec Mariusza i rozumienie po swojemu postów, które on napisał, i które są OK.

Mateusz, a od kiedy emocje są logiczne :D nie wspominając już o wzorcach w podświadomości przy zawężonej świadomości :)

I nie czepiam się Mariusza.

Sama czasem nie rozumiem dlaczego mam akurat takie połączenia przekonań i wzorców, bo logicznie podchodząc nie trzyma się to kupy, a od strony podświadomości działa jak najbardziej.
« Ostatnia zmiana: 2012-06-15, 22:51:03 wysłana przez Grażyna Anna »

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-15, 22:43:58 »
Felicite
:)

Zgadzam się z Wami w kwestii podejścia terapeutycznego.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-15, 22:30:42 »
Kinga, super post! :)) Podoba mi się treść i sposób, w jaki to przekazałaś (zgadzam się z Hydrozagadką :)
Bardzo świadome podejście do sprawy. Pod tym, co napisali Clint i Grażyna Anna też bym się mogła podpisać :)
Szczególnie podoba mi się to:

Dokładnie - terapię trzeba dostosować do tego na jakim etapie problemu dana osoba się znajduje. Coś co jest niepotrzebne i szkodliwe, gdy porównuje się to do istnienia na poziomie Boskiej świadomości - może być najlepszym rozwiązaniem dla danej osoby jako tymczasowa opcja do pójścia dalej z problemem.

Dokładnie to chciałam napisać, ale Clint znów (już tak wiele razy było ;p) mnie ubiegł ;)
Mój mąż się śmieje, że mam (co prawda nie we wszystkich kwestiach, ale w sporej ilości) myślowego klona ;))) Już tak kilka razy było, że przeczytał coś na forum, odwrócił się do mnie i mówi: "No widzisz, po co masz się męczyć i tracić czas na pisanie (on wolałby, żebym się zajęła nim, a nie pisaniem ;), skoro masz Clinta, hahaha".


Dodam tylko, że w sytuacji, gdy nie wypiera się żadnej emocji, gdy się nie ucieka, a wszystko akceptuje (czyli pozwala im trwać w niezmienionej postaci, czyli chodzi o to, żeby ich ani nie blokować, ani nie wzmacniać), takie pozwolenie sobie na wszelkie negatywne uczucia jest bardzo wyzwalające i nie ma możliwości wzmocnić wtedy wzorca ofiary, bo eliminuje się emocje zaciemniające świadomość. Wręcz przeciwnie, to prowadzi do uwolnienia od wzorca ofiary.
No ale jak ktoś tego nie doświadczył w praktyce, to może mieć wątpliwości, bo gdy patrzymy na to z pozycji intelektu, to wygląda to co najmniej dziwnie.
I dlatego to budzi takie opory (lęk) :)

Ja właśnie tego ciągle poszukuję u ludzi - żeby uznali moje cierpienie, moją krzywdę, bo bez tego nie mogę dalej ruszyć.
Moja krzywda domaga się uznania, -że zostałam skrzywdzona i zasługuję na współczucie - nie mówię tu o regresingu tylko o wszystkich krzywdach których doznałam.
I dlatego bardzo źle na mnie działa gdy ja się skarżę, a ktoś mi daje radę abym przebaczyła, przy okazji obwiniając mnie że ja tę krzywdę dalej w sobie trzymam zamiast ją przebaczyć.

Czasem rzeczywiście krzywdy w dzieciństwie są tak duże, że nie wystarczy samemu uznać krzywd, jakich doświadczyliśmy. Wtedy potrzeba kogoś z zewnątrz, by to uznał, żeby przyniosło to skutek terapeutyczny.
Niestety, często bywa tak, że szukamy tego u ludzi, którzy sami mają problemy z wynikające z wyparcia pewnych emocji z dzieciństwa i oni wtedy nie są w stanie zaakceptować tego, że ktoś potrzebuje akceptacji do uzdrowienia. By uniknąć bólu wyparli pewne rzeczy, więc komu innemu też radzą, by wybaczył (z intelektu. Tylko że tak nie da się osiągnąć prawdziwego wybaczenia, czyli uwolnienia od wszelkich złych emocji). A gdy ktoś się broni, nie chce „zrozumieć, że wybaczenie jest dla niego dobre”, wtedy pojawia się złość i inne emocje, oczywiście na tego kogoś, że „taki głupi i nie chce zrozumieć”.  Złość, irytacja, poczucie wyższości, że „ja wiem lepiej”, to jest reakcja obronna na  ból, o którym przypomina ta osoba, która domaga się uznania, że ją skrzywdzono.

Inga, oczywiście nie piszę tego  po to, żebyś starała się zrozumieć osoby, które w Twoim życiu radziły Ci wybaczyć, czy twierdziły, że to Twoje intencje zawiniły, ale dlatego, że uważam, że o takich rzeczach warto mówić głośno. Ty oczywiście masz prawo złościć się na swoich krzywdzicieli z przeszłości i na tych, którzy teraz próbują namawiać Cię do tego, byś przebaczyła.
Ja – jak już kiedyś pisałam – szczerze Ci współczuję, bo wiem (czytałam kiedyś), co przeszłaś. To, co Ci zrobiono było okrutne i godne potępienia.

Nie piję do nikogo na forum, nie chcę nikogo urazić. Opisuję tylko mechanizm, jaki występuje powszechnie wśród ludzi.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-15, 22:18:01 »
A co jeśli takiej osoby, która by uznała poczucie krzywdy się nie znajdzie?
Albo jeśli ktoś ma takie silne wzorce odrzucenia, walki i prowokowania otoczenia do ciągłego sprzeciwu (jak np. ja mam), i takiej osoby nie będzie, bo każda będzie się sprzeciwiać i mówić: to twoja wina nie jego, to co? Z uzdrowienia nici.
Albo jesteś na bezludnej wyspie ;)

Być może się trochę nie zrozumieliśmy. W wypowiedziach o poszukiwaniu osoby, która uzna poczucie skrzywdzenia miałem wrażenie, że chodzi o pielęgnowanie tego uczucia, albo oddawanie naszego uzdrowienia w ręce innych ludzi.

Kinga
Rozumiem Twoje podejście, bo to jest słuszne działanie terapeutyczne. Wiem, że nie mówi się komuś w trudnej sytuacji, że to jest jego "wina", bo jeszcze bardziej się go pogrąży. Ale z czasem jak nabierze dystansu, zrozumienia to wtedy może nawet sam dojdzie do tego, że to były jego wybory.

Cytuj
aki dorosły ze zdrową samooceną nie będzie potrzebował szukać winy ani w sobie, ani w innych, a w końcu pozwoli sobie realizować siebie i swoje marzenia, tak jak tego pragnął będąc dzieckiem, a nigdy sobie na to nie pozwolił : ).

Twoje podejście jest doskonałe :)
Ja zaś nie mówię o żadnej winie. Ludzie są tak nauczeni oceniać w kategoriach, kto jest winny, a jesli go nie ma to trzeba go znaleźć. W rozwoju duchowym zaś raczej w kategoriach przyczyny i skutku. Ja mam tylko wątpliwości czy naprawdę potrzebne jest nam uznanie przez innych, że zostaliśmy skrzywdzeni. Przed sobą tak, ale czy inne osoby mogą to za nas zrobić, chyba tylko dopomóc, ale niektórym, bo na pewno nie każdemu jest to koniecznie potrzebne.


Mariusz
Cytuj
Na pewno poczucie skrzywdzenia jest formą zakłamywania się. Nie warto, lepiej dostrzec własną odpowiedzialność za to co się działo. To daje poczucie mocy i ułatwia zdrowienie

Jak dla mnie Twoje posty są OK. Na pewno cos z tym trzeba zrobić, żeby nie tkwić w poczuciu skrzywdzenia i kreować nowych...

Grażyna Anna

Cytuj
Widzisz Mariusz bardzo często ten gorący węgielek jest ważny i niezwykle cenny (bo np. ma o czymś przypominać i chronić) i nie ważne jest wtedy, że przepala dłoń na wylot ;)
Dopiero uświadomienie sobie, że w ten sposób też się krzywdzimy, pozwala na wywalenie tego węgielka w kosmos ;)

Więc nie ważne jest że nam wypala dziurę w ręce, ważniejsze jest nasze przekonanie/zakłamanie, że jest dla nas niezwykle ważny i cenny. I jeszcze do tego nas chroni robiąc dziurę w ręce. Jak wypala dziurę to na pewno jest też uświadomienie. Troche to nie logiczne. 
Rozumiem Twoje zawiłości, które piszesz, ale to jest w ogóle trochę czepialstwo wobec Mariusza i rozumienie po swojemu postów, które on napisał, i które są OK.


« Ostatnia zmiana: 2012-06-15, 22:30:07 wysłana przez Mateusz »

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-06-15, 21:02:41 »
ja rozumiem, że jak wzieliśmy gorący węgiełek do ręki to powinniśmy go ciągle trzymać, żeby głębiej sobie uświadomić jak bardzo nas parzy ;p

Widzisz Mariusz bardzo często ten gorący węgielek jest ważny i niezwykle cenny (bo np. ma o czymś przypominać i chronić) i nie ważne jest wtedy, że przepala dłoń na wylot ;)
Dopiero uświadomienie sobie, że w ten sposób też się krzywdzimy, pozwala na wywalenie tego węgielka w kosmos ;)

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-06-15, 20:47:40 »
Osoby,  które doświadczyły dużo bólu odrzucenia (czego skutkiem też było to, że do tej pory nie potrafiły stawać po swojej stronie),  często  całkiem utraciły do siebie zaufanie. Coraz większy brak zaufania do  sprawiał, że czuły się coraz bardziej winne za wszystko co je spotyka. To pogłębiło jeszcze bardziej poczucie bycia niechcianym, niekochanym i upokorzonym. To właśnie ten brak uznania, zaufania do siebie, poczucie winy w dzieciństwie pogłębiał skutecznie poczucie krzywdy i utwierdzał w roli ofiary. Wewnętrzne dziecko które zostało zranione, nie miało świadomości i nie rozumiało prawa przyczyny i skutku (karma). Dlatego uważam, że uzdanie jego krzywd przez siebie i innych może mieć wymiar terapeutyczny. Może pomóc odbudowywać zaufanie i szacunek do siebie samego. A przede wszystkim pozwoli wyjść z etapu zranionego dziecka, wzmocni i na nowo odbuduje samoocenę i POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA,  czego efektem będzie że zranione małe dziecko stanie się godnym, akceptującym, kochającym dorosłym. Taki dorosły ze zdrową samooceną nie będzie potrzebował szukać winy ani w sobie, ani w innych, a w końcu pozwoli sobie realizować siebie i swoje marzenia, tak jak tego pragnął będąc dzieckiem, a nigdy sobie na to nie pozwolił : ).

Kinga - genialnie to ujęłaś, prosto, zwięźle i w 100% trafnie. Dziękuję!

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-06-15, 20:33:38 »
Dokładnie - terapię trzeba dostosować do tego na jakim etapie problemu dana osoba się znajduje. Coś co jest niepotrzebne i szkodliwe, gdy porównuje się to do istnienia na poziomie Boskiej świadomości - może być najlepszym rozwiązaniem dla danej osoby jako tymczasowa opcja do pójścia dalej z problemem.

Gdyby to moje silnie wybielone ego zrozumiało na początku swojej przygody z rd, to bym sobie zaoszczędził wielu niepotrzebnych szarpanin ze sobą - no, ale wtedy to ja byłem "zbyt świadomy" żeby pozwolić na tak "nierozwojowe" działania :D

Na każdym kroku były tylko moje intencje, moja karma, moja odpowiedzialność, kontrola emocji żeby się nie nakręcać i wiele innych - wszystko naginane pod wyobrażenia jak powinno być. A tymczasem jednym z najbardziej uzdrawiających zdarzeń w moim rd było to wtedy, gdy tarzałem się po podłodze, wrzeszczałem z całych sił i przyznałem że jestem ofiarą moich rodziców. Ze dwa lata wcześniej bym sobie nie pozwolił na takie "niebieskie jazdy". Dzisiaj na szczęście jest dużo, dużo lepiej choć pozostałości takiej postawy jeszcze się ostały.

Zresztą niedawno miałem zabawną sytuacje kiedy to rozmawiałem z rozwojowym kumplem, który wciąż ma obciążenia tego typu i gdy mi dość solidnie wywaliła złość na osobę, o której mu opowiadałem - zdziwił się moją emocjonalną reakcją, mówiąc iż myślał, że już zmądrzałem na tyle, aby się nie złościć (przy okazji mi rzucił jakiś buddyjskim tekstem o tym jak to złość jest największą przeszkodzą na ścieżce). Miałem ochotę powiedzieć, że zmądrzałem na tyle, aby się właśnie złościć, ale pozostawiłem już to bez komentarza :P

kinga roszczyniała

  • Wiadomości: 903
    • www.czysteswiatlo.com
  • Kinga Roszczyniała, www.czysteswiatlo.com (konsultacje,analizy,wypalanie węzłów,sesje regresingu)
  • Status: Terapeuta
[#]   « 2012-06-15, 20:12:04 »
Powiem ci Mariusz (z mojego doświadczenia pracy z ludźmi), że często takie uznanie krzywd u drugiej osoby (szczególnie na początku terapii) jest dużo lepsze niż powiedzenie na dzień dobry "bo miała Pani takie intencje". To uznanie sprawia, że ludzie zamiast walczyć ze sobą i wypierać wzorce, coraz bardziej je akceptują i otwierają się na uzdrawianie. Mało kto zatrzymuje się na etapie pielęgnowania swoich zranień, jeśli czuje akceptacje i wsparcie, bo to otwiera go na zaufanie do siebie i daje siłe, która potrzebna jest do kreowania zmian :).

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-06-15, 19:39:58 »
i na nic powinny się zdac zapewnienia żeby przynajmniej na poziomie intelektualnym zaakceptowac, że "nie musze trzymac tego węgiełka"

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-06-15, 19:38:34 »
ja rozumiem, że jak wzieliśmy gorący węgiełek do ręki to powinniśmy go ciągle trzymać, żeby głębiej sobie uświadomić jak bardzo nas parzy ;p

kinga roszczyniała

  • Wiadomości: 903
    • www.czysteswiatlo.com
  • Kinga Roszczyniała, www.czysteswiatlo.com (konsultacje,analizy,wypalanie węzłów,sesje regresingu)
  • Status: Terapeuta
[#]   « 2012-06-15, 18:55:01 »
Ja myślę, że dziewczynom chodzi o coś zupełnie innego niż bycie w roli ofiary i usprawiedliwianie się w niej. Osoby,  które doświadczyły dużo bólu odrzucenia (czego skutkiem też było to, że do tej pory nie potrafiły stawać po swojej stronie),  często  całkiem utraciły do siebie zaufanie. Coraz większy brak zaufania do  sprawiał, że czuły się coraz bardziej winne za wszystko co je spotyka. To pogłębiło jeszcze bardziej poczucie bycia niechcianym, niekochanym i upokorzonym. To właśnie ten brak uznania, zaufania do siebie, poczucie winy w dzieciństwie pogłębiał skutecznie poczucie krzywdy i utwierdzał w roli ofiary. Wewnętrzne dziecko które zostało zranione, nie miało świadomości i nie rozumiało prawa przyczyny i skutku (karma). Dlatego uważam, że uzdanie jego krzywd przez siebie i innych może mieć wymiar terapeutyczny. Może pomóc odbudowywać zaufanie i szacunek do siebie samego. A przede wszystkim pozwoli wyjść z etapu zranionego dziecka, wzmocni i na nowo odbuduje samoocenę i POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA,  czego efektem będzie że zranione małe dziecko stanie się godnym, akceptującym, kochającym dorosłym. Taki dorosły ze zdrową samooceną nie będzie potrzebował szukać winy ani w sobie, ani w innych, a w końcu pozwoli sobie realizować siebie i swoje marzenia, tak jak tego pragnął będąc dzieckiem, a nigdy sobie na to nie pozwolił : ).

Wiem też (bo sama takich ludzi znam), że są takie osoby jak opisuje Laka i wtedy faktycznie nikt im nie pomoże, kobieta chyba używała sesji regresingu do rozdrapywania ran i użalania się nad sobą, a nie uzdrawiania. Albo po prostu zabrakło jej  zrozumienia, może się bała, że jak weźmie odpowiedzialność za swoje intencje, tym samym będzie musiała się czuć  winna i jeszcze bardziej upokorzona, tak jak się czuła wtedy w relacjach z tymi ludźmi.
« Ostatnia zmiana: 2012-06-15, 18:56:56 wysłana przez kinga roszczyniała »

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-06-15, 17:24:31 »
Wszystko zależy kto czego chce. Czy uzdrowienia, czy powodu do tkwienia w takiej roli.

Cytuj
Ja dopóki uznawałem, że inni mnie skrzywdzili, czułem się chwilowo lepiej. Potrafiłem nawet dokladnie okreslić co, kto, za co u mnie odpowiada. I co z tego. Kiedy to sie powtarzało z różnych sytuacjach życiowych z różnymi ludźmi, to pierwsza myśl była tako: to mnie spotyka przez tego czy innego człowieka, bo on mi to zrobił wcześniej, zakodował mi, skrzywdził mnie, bo mi nie pozwolił itp., bo mi nie dał...

Mateusz. Jedno to uznanie naszych uczuć, a drugie to przepracowanie przekonań i wzorców, które do tych uczuć/emocji doprowadziły :) Tego może ci zabrakło.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-15, 17:03:21 »
Laka
Bardzo piękny post :)
Tak właśnie myślę, choć ten temat u mnie jeszcze trudny do pełnego rozkminienia ze względu na silne mechanizmy tłumienia emocji, ale widzę że Ty rozebrałaś go na czynniki pierwsze :)

Ja pamiętam czasy pierwszych wieków chrześcijan, kiedy to wręcz panowała rywalizacja kto więcej wycierpi, i przez to zyska największe uznanie i podziw wśród tłumów. Oj to były czasy, ten kto potrafił więcej znieść cierpienia stawał się bohaterem. Człowiek cierpiący jakby chciał powiedzieć: zobacz jak ja bardzo cierpię, jak mnie katują, zwróćcie na mnie uwagę. Oczywiście to taki ekstremalny przypadek.