spotkaliście się z czymś takim? od paru dni czuję że brakuje mi sensu, mam to od kiedy się przeziębiłem i je już w sumie 2 tygodnie leczę. Przechodzi mi jak przestaję cokolwiek robić ze sobą, a jak myślę o tym żeby wyjść na dwór, o piątkowym wyjeździe w góry, a nawet jak posłuchałem sobie medytacji o optymiźmie, to od razu odzywa mi się gardło i zaczynam niemiłosiernie kaszleć, i czuję że mnie to blokuje i to pogłębia beznadzieję.
i mam takie głupie poczucie że ja mogę się rozwijać, mam teraz swój czas, a potem bezlitośnie ktoś przyjdzie i powie "skończyło się". Tak jakbym ja miał swoją przestrzeń, ale ona nie jest absolutna, bo przyjdzie wyższa siła i mnie "zdmuchnie" i cały rezultat mojego marnej pracy pójdzie się j.....ć! Chciałbym zobaczyć jakiś większy obrazek, że jest Bóg który mi sprzyja, ale mam taki zamęt że nie potrafię się zbytnio skupić. A ten Bóg to też mnie swoją drogą wk***ia!
Mam mega doła bo od 3 tygodni nie mogę doleczyć gardła i im bardziej chcę, k***a proszę o to, tym bardziej to, co mi w tym gardle tam gdzieś przeszkadza "chowa się" i jest nieuchwytne. A ja nie wiem co to jest i sie jeszcze bardziej wk.......
Jakby życie chciało mi powiedzieć, że i tak jak w tej piosence będzie wszystko chuj, może czasem troche mniejszy ale potem jeszcze większy. To nie ma sensu i nie da sie w tym znaleźc sensu, to pewnie jakiś schemat a ja to uznaję za moją rzeczywistośc, bo tak ona od dawna wygląda.
Jestem w trakcie przerabiania wzorców ofiary i mam kryzys.