Pracowałem nad relacją z ojcem, co szczególnie w moim przypadku musiało mocno ruszyć temat samooceny. I o ile ocena zaniżona jest sprawą oczywistą, gdzie wszystko jest dość jasne, to w przypadku samooceny sztucznie zawyżonej już tak różowo nie jest, bo komu by się chciało uwalniać od przyjemnych iluzji i względnie zniżać do niższego poziomu.
Bardzo pomogła mi analiza od Witka, w której się dowiedziałem co nieco na temat swojej karmy nauczyciela duchowego i walczenia z białymi, gdzie zamiast uwolnić się od zaniżonej samooceny przez UBA, ja sobie porobiłem na to kolejne nakładki, sztucznie podwyższonej.
Zrezygnowałem ze związków, ponieważ w nich byłoby widać jak na dłoni moje problemy. Rezygnowałem także z wielu innych rzeczy, gdzie istniało zbyt duże ryzyko porażki. Bałem się zdemaskowania, bałem się chyba nawet już przed samym sobą, że zobaczę jak bardzo niska jest moja samoocena, jak bardzo sobie nie radzę, jaka ze mnie ofiara losu.
No i tak zrobił się ze mnie taki mądrala co siedzi na tyłku, niczego konkretnego nie potrafi osiągnąć w życiu, ale jak pięknie obala kolejne dyrdymały UBA.
Heh, dzieciak jeszcze ze mnie pod wieloma względami.
