Autor Wątek: Kącik językowy  (Przeczytany 24765 razy)

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-10-28, 21:35:24 »
że ani diabła ani boga

Denn Wer Keine Angst Vorm Teufel Hat Braucht Auch Keinen Gott

To tak w ramach zartu

Ladaco

  • Wiadomości: 378
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-10-28, 21:26:41 »
Denn Wer Keine Angst Vorm Teufel Hat Braucht Auch Keinen Gott

To tak w ramach zartu

ania.82

  • Wiadomości: 1 086
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-23, 22:36:14 »
Je n'aime pas parler francais avec les Francais...

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-10-17, 22:11:26 »
(by Pawel)

Pamiętaj, kto z ebolą przystaje, takim się staje (=who keeps company with the wolf, will learn to howl). Słynny pisarz i wizjoner (=visionary) Stanisław Lem powiedział kiedyś o Internecie, że dopóki z niego nie skorzystał, nie wiedział, iż na świecie jest tylu idiotów. Podobnie z ebolą; to, co [nie] dzieje się na świecie wokół zataczającego coraz większe kręgi (=viralizing) wirusa (=virus), potwierdza smutny wniosek Lema. Mimo niezaprzeczalnego (=patent) rozwoju patentów na przepływ informacji i wymyślne (=cutting-edge) techniki kontroli każdego wszędzie, istnieje poważny problem z adekwatnym wykorzystaniem tychże wynalazków. Co gorsza (=to make matters worse), czynnik ludzki wyraźnie się uwstecznia. Na jednych lotniskach albo w ogóle nie zwraca się uwagi (=pay no attention) na to, skąd przylatuje wycieczka licealistów o dobrych sercach, albo bez słowa przepuszcza się osoby otwarcie deklarujące przylot z wylęgarni (=hotbed) eboli. Gdzie indziej, owszem, wzmocniono środki bezpieczeństwa, ale ogranicza się je do pytania „tu-wirustów” o samopoczucie i jak tylko kaszląc, odpowiedzą: „OK” (=dobrze), zaprasza się ich do strefy bezcłowej na zakupy. Jeśli potencjalny nosiciel jest choć w promilu tak przyzwoity jak lekkomyślny (=carefree), to po pierwszym krwotoku zgłasza się do szpitala, który, jak pokazała większość dotychczasowych przypadków, odsyła go do apteki po prochy (=boluses). Ale aspiryna nie zadziała (=won’t cut it). Żeby zrównoważyć e-gnorancję, w niektórych miejscach na świecie dla przykładu usypia się zdrowego psa osoby podejrzanej o ebolę, by już w innych pozwolić rodzinie z dzieciakami witać wymiotującego krwią kuzyna z Liberii. Nawet mądry po szkodzie Amerykanin (=wise after event) nie pomoże na szybką jak e-mail ebolę (=e-bola).

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-10-15, 09:53:40 »
nie mogę

Daniel

  • Gość
[#]   « 2014-10-15, 07:10:38 »
wklejaj źródło zatem, proszę :)

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-10-14, 12:49:41 »
100 razy pisałam, że to nie moje !!


"putting in their 2 penn’orth"

no to pojechałaś ;) połowa native speakerów zapytałaby w tym momencie, co to znaczy ;) bardziej aktualnie byłoby "putting in their 2 cents" albo "putting in their 2 pennies"

polecam dodawać, w jakim ang. są te teksty - tak dla ułatwienia, w końcu nie wszyscy znaja brytyjski angielski i to jeszcze w jakimś historycznym wydaniu ;P

Daniel

  • Gość
[#]   « 2014-10-14, 04:29:12 »
"putting in their 2 penn’orth"

no to pojechałaś ;) połowa native speakerów zapytałaby w tym momencie, co to znaczy ;) bardziej aktualnie byłoby "putting in their 2 cents" albo "putting in their 2 pennies"

polecam dodawać, w jakim ang. są te teksty - tak dla ułatwienia, w końcu nie wszyscy znaja brytyjski angielski i to jeszcze w jakimś historycznym wydaniu ;P

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-10-10, 21:41:08 »
Obiecanki cacanki, a karierowiczom radość (=fine words butter no parsnips, but butter partnerships). Media (dez)informacyjne poświęciły wystąpieniu (=exposé) nowej premier, Ewy „kobieta” Kopacz, wprost proporcjonalną ilość czasu do liczby obietnic i chwytów pod publiczkę w nim zawartych. Licznie zapraszani do telewizora „spece” od marketingu politycznego prześcigali się (=outdid each other in) w pochwałach, a jeden nie bał się nawet nazwać exposé „zaczęciem od początku”, podczas gdy sam powinien zacząć się uczyć mówić albo skończyć (=quit). Eksperci od mowy ciała chwalili pewność siebie (=aplomb) Ewy Kopacz, wyraźnie nie dostrzegając jej niepewnych spojrzeń i nie słysząc jej drżącego głosu zdradzającego piskliwą tendencję nowej premier do tego, o czym w swojej książce pisał J. Palikot (=hysterics). Ale o panicznym zamykaniu się przez mamy z dziećmi w piwnicy tym razem nie było (=mum about panic). Nie omieszkały (=did not fall short of) dorzucić swoich 5 l wazeliny (=putting in their 2 penn’orth) reportery-telepromptery wszelkich maści, podkreślając „wyśmienite” przygotowanie Kopacz i tydzień nie mogąc wyjść z podziwu nad jej umiejętnością czytania, co zrozumiałe, bo sami często mają z tym problemy. Ale ponieważ powiedzenie czegoś z sensem z głowy też jest ich piętą achillesową (=Achilles’ heel), to, że Jarosław Kaczyński potrafił swoje exposé wygłosić bez wielkiej czcionki, przykryli, ciągle przypominając jego nieistotne przejęzyczenie (=tongue-slip) o białym i czarnym, które zresztą natychmiast wtedy poprawił. Natomiast premier Kopacz już nie poprawi wrażenia, że jedyne, co jej exposé wyeksponowało, to potrzebę pociągnięcia Tuska do odpowiedzialności za siedem zmarnowanych lat (=left Tusk exposed).

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-04, 01:09:28 »
It doesn't matter ;))

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-10-04, 00:58:22 »
ale wiesz Tess, to nie moje :-)

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-03, 23:47:16 »
Atlanta,
Genialne ! :))

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-10-03, 23:38:17 »
next:

Ile RP w PR PO (=how much RP in PO’s PR)?
Zero (=nil). Tusk robi karierę, Bieńkowska robi karierę, karierę robią Kopacz i Ostachowicz, tylko Polska nie robi. Dla tych ludzi od zawsze własny PR (=public relations) i kariera były ważniejsze od RP (=larger than RP). Tyle było słodzenia (=sweet-talk), tuskobusów i kolejnych, nowych otwarć z pompą. Wszystko po to, by POkryć POlitykę „z dnia na dzień”. Podobnie, mimo licznych zapewnień o pozostaniu w rządzie, z dnia na dzień (=overnight) Tusk zniknął. Zdołał jeszcze namaścić m.in. Sikorskiego, który po serii wpadek i utracie MSZ spadł na cztery łapy (=landed on his feet), a przy okazji na drugie stanowisko w kraju. (Nie) wiadomo, dlaczego akurat on został marszałkiem Sejmu (=speaker), ale można być pewnym, że nie dla dobra debaty parlamentarnej i nie dlatego że jest do tego stworzony (=cut out for it). Chodzi o PR, i to nawet nie ten, którym od siedmiu lat mydli się oczy Polakom (=pull the wool over our eyes), lecz ten wewnątrzpartyjny, by „nikt był syty i płaca cała” (=have your cake and eat it). Wszakże awanse ludzi Tuska nie mają na celu wzmocnienia Polski. Nie można tego dokonać, powołując na fotel premiera kogoś, kto w przypadku wojny ma zamiar zamknąć się z dziećmi w piwnicy [czytaj: na uchodźstwie]. Otóż nowy stary rząd nie jest dla Polski, on(a) ma tylko „dać gwarancję poparcia całej PO”, czyli „Schetynie świeczkę i Grabarczykowi ogarek” (=to run with the hare and hunt with the hounds), ma zapewnić kompromis w POdziale zabawek i brak konkurencji dla euroTuska, który jeszcze nie zauważył, że PR to broń obosieczna (=a double-edged sword) i z białej szybko staje się czarna, jak przyszłość PO.

Daniel

  • Gość
[#]   « 2014-10-02, 06:21:03 »
Ależ wprost przeciwnie, czemu miałbym zabijać szczytne ideały? Być może, po iluś latach intensywnej pracy i życia poza granicami zrozumiałbyś, dlaczego mówię, że bycie jak "native" nie ma sensu, ale z drugiej strony, co nauczyłbyś się po drodze - to na zawsze Twoje :)