W filozofii i naukach społecznych, mówi się o upadku na Zachodzie mitu-nadrzednego, tj. celu dookoła którego organizuje się cała kultura i cywilizacja. W średniowieczu mit ten opierał się o wartości chrześcijańskie, w oświeceniu i dalej do powiedzmy 2 połowy XX wieku o postęp. Dziś brak jest nadrzędnego celu w jakim zmierza Zachód (a może jednak nie?). Niektórzy mówią, że tym celem jest materializm, jednak wydaje się to dużym uproszczeniem. Warto przytoczyć badania Ingleharta zgodnie z którymi to właśnie na Zachodzie, w bogatych krajach, następuje rozwój wartości postmaterialistycznych, a osłabienie wartości materialistycznych.
Czyli zarzut braku wartości w Zachodniej cywilizacji możnaby powiązać z brakiem obecnie centralnej, najwyżej usytuowanej hierarchicznie wartości, która byłaby powszechnie uznawana. Ewentualnie, że uznawane wartości są niewartościowe, tj. niezwiązane z duchowoscią, metafizyką czy etyką.
Jednak raczej jest tak, że każdy ceni co chce, o ile ma dość wewnętrznej determinacji by przełamać zachowania konformistyczne otrzymywane z wychowaniem. Ze wszystkich cywilizacji Zachód oferuje najwięcej możliwości i najmniej ograniczeń.
Historycznie, skupienie na tym co "na zewnątrz" w historii Zachodu ma uzasadnienie, ponieważ pomogło odrzucić religijne dogmaty i w tym sensie odegrało pozytywną rolę. Tylko, że z dość ograniczoną duchowoscią religijną została odrzucona duchowość jako taka. Z drugiej strony nikt nikomu niczego nie zabrania.