Tak, w Polsce jest lepiej niż w krajach muzułmańskich.
Kobieta ma wolność., Może sprowokować swego faceta, by ją bił, gwałcił itd. Tymczasem w kraju muzułmańskim kobiety są poddane władzy innych kobiet w rodzinie. Mężczyźni zresztą też w domu są poddani władzy najstarszej kobiety i nie wolno im zrobić niczego, czego ona im nie pozwoli.
W Polsce kobieta odchodząc od męża może sobie zabrać dzieci. Za jakiś czas może zostać oskarżona o porwanie. A wtedy sąd na pewno ograniczy jej prawa rodzicielskie. Albo wtrąci się Opieka Społeczna i odbierze jej dzieci, bo ona sobie nie radzi. No, nie piszę, że we wszystkich przypadkach, bo czasami zdarza się, że facet jest zadowolony z faktu, że ma kłopot z głowy, a kobieta sobie radzi sama i żyje z dzieckiem jak z partnerem.
W Polsce jest lepiej, bo matka może naskarżyć na dzieci, które od ojca dostaną lanie. W krajach muzułmańskich ojciec nie wtrąca się w sprawy wychowania dzieci. Czasami nawet nie wie, jak mają na imię, ale czuje się ich dobrym ojcem i jest dumny z ich, nie tyle posiadania, co spłodzenia. Jego rola ogranicza się do zapewnienia bytu materialnemu potomstwa, do czego go zobowiązuje prawo koraniczne.
Oczywiście, obecnie zachodzą zmiany w mentalności muzułmanów. Zachodzą dzięki kobietom z Europy, które za nieustające komplementy, oraz za taki seks, jaki oferują południowcy, są w stanie utrzymywać muzułmanina, jego dzieci z innych małżeństw, a nawet jego rodziców.
Kiedy kobieta muzułmanka bierze sobie męża, spisuje z nim kontrakt ślubny, w którym może zawrzeć wszystko, czego chce. Również, że w razie rozwodu zabiera dzieci. Kiedy za mąż wydawana jest nieletnia, jej rodzina ma obowiązek dopilnować, by kontrakt małżeński jak najpełniej gwarantował jej przywileje w małżeństwie.
W Polsce jest lepiej. Nikt (o, przepraszam, zdarzają się wyjątki!) nie zawiera kontraktu małżeńskiego, a późniejsze ewentualne konflikty rozstrzyga sąd w rozprawach ciągnących się przez wiele lat. Niewątpliwie, jest to atrakcja, jakiej nie doświadczają kobiety w krajach muzułmańskich (z wyjątkiem bodaj Maroka).
Polka związana a muzułmaninem zazwyczaj uważa, że "urfi", to akt małżeństwa. Ale "urfi" to tylko umowa między partnerami, która zezwala na legalny seks, bez żadnych praw i zobowiązań (prawie jak w Polsce akt małżeństwa). Różnica między polskim aktem małżeństwa a "urfi" jest taka, że "urfi" wystarczy podrzeć, by unieważnić.
Ale, jeśli takie "urfi" zawrze ktokolwiek z muzułmanką, a potem mu przyjdzie ochota to unieważnić, to musi się liczyć z tym, że rodzina muzułmanki da mu taką nauczkę, że będzie żałował do końca życia, jeśli w ogóle przeżyje. W Polsce jest lepiej. Jeśli dziewczyna z wioski ma kilku braci, to kiedy chłopak ją porzuci, jej bracia spuszczą mu tylko "w...ol" nie zastanawiając się, czy została skonsumowana, czy nie. I będzie tego żałował do końca życia.
Żona muzułmanina ma prawo wierzyć, w co chce i wykonywać taką praktykę duchową, jaka jej odpowiada. Zgodnie z prawem muzułmańskim, mąż ma obowiązek to uszanować i nie wtrącać się.
W Polsce jest lepiej. Kiedy kobieta wykonuje praktykę duchową, której nie akceptuje jej mąż i na którą on się nie zgadza, wówczas sąd przy rozwodzie uznaje ją za winną rozpadu związku (bo się nie podporządkowała woli męża). Niemożliwe? A jednak, na własne oczy widziałem takie uzasadnienia sądu w sprawach rozwodowych!
DYSKUSJA ZACZĘŁA SIĘ OD TEGO, CZY W POLSCE GROZI NAM ZAFGROZENIE ZE STRONY MUZUŁMANÓW I WPROWADZENIE SZARIATU?