Autor Wątek: Ceremonia Ayahuaski - dyskusja  (Przeczytany 58732 razy)

Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-06-04, 12:40:50 »
spoko;)

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-06-04, 12:38:45 »
Zgadza się, Olga, ja odbieram Cię jako nadętą panienkę, ale w przeciwieństwie do tego co kiedyś, teraz tylko czasem :))

Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-06-04, 12:32:19 »
"Za to na pewnych pułapach, jak się nie jest jeszcze oswieconym, na pewno mozna stwierdzac z dużą pewnością, że to co czujemy wobec siebie czy wobec cudzego zdania np.: na nasz temat, jest prawdziwe - tu faktycznie szybciej można być nieomylnym, choć pewne zaslepienia mogą zdarzać się nawet w tym temacie i to dośc wysoko rozwiniętym osobom."

Tak, niżej pisałam że NA PEWNYM PUŁAPIE.W domyśle ze nie jest to pułap osoby zaczynającej medytacje i rozwuj.
Cóż, ja często jestem pewna tego co czuje widzę, nie muszę tego komunikować, nie zawsze jest wogóle sens, i tyle, to świadomość i nie musi byc ona wykorzystywana do udowadniania innym, do oceniania itd. Jesli moje oczy widzą [ np oczy] to nie muszę iśc przez miasto i mówić tym któży nosza okulary że ten liśc jest lancetowaty a tem okrągły. Idę, jestem sobie, i tyle z tego wszystkiego. :)

Rozumiem ze mogę byc odbierana za nadufaną panienkę:) I nieobiektywną, itd itp,może i nie rozwojową w tym aspekcie przytomności, nie przeszkadza mi to, nie wadzi

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2013-06-04, 11:50:54 »
Tez tak to widze. No, w kazdym razie w sytuacji idealnej.

Asiu, nie mialam wkurzenia ani irytacji, hamowanie sie, albo raczej auto-edycja wiazaly sie z czyms innym, m.in z ta odpowiedzialnoscia co mi Olga troche slusznie radzi sobie wlozyc (miedzy bajki haha :) Jakos nie czuje, ze mam w to glebiej isc, bo pozytek z tego znikomy i tez jakby nie moja czesc historii.

Ola, ok :) Rozumiem.

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2013-06-04, 11:48:14 »
Świadomość a ocenianie to różne rzeczy

W teorii tak.

Jednak póki nie jest to świadomość oświecona, to nie jest dodstatecznie szeroka, by stwierdzić, czy to co się widzi i odczuwa o drugiej osobie lub grupie osób, jest na 100% prawdziwe. Zawsze warto w takim przypadku zostawiać sobie margines błedu - a niestety - nie kazdy to robi. I wtedy zamiast zwykłego podzielenia się pewnym wglądem, neutralnie, bywa że po prostu zaczyna się "zabawa" w to, kto co widzi o danej osobie, bez uświadomienia sobie, że samemu można się mylić (projektować itp). Nikt nie jest nieomylny, zanim się nie oświeci.

Świadomośc wyrazona w opinii juz wiąże się z oceną - tak jak to napisał Lynd. Bo wiąże się z automatycznym postawieniem kogoś przed faktem - "ja wiem, ze mam racje o Tobie" - mimo że jest to tylko odczucie, a nie prawdziwa wiedza. Co innego właśnie napisanie o własnych odczuciach - to bywa jak najbardziej rozwojowe, a co innego stwierdzanie faktu, ze na pewno jest tak i tak.

Za to na pewnych pułapach, jak się nie jest jeszcze oswieconym, na pewno mozna stwierdzac z dużą pewnością, że to co czujemy wobec siebie czy wobec cudzego zdania np.: na nasz temat, jest prawdziwe - tu faktycznie szybciej można być nieomylnym, choć pewne zaslepienia mogą zdarzać się nawet w tym temacie i to dośc wysoko rozwiniętym osobom.

Lynd, tak zrozumiałes to dobrze.
"No i uważam że ZAWSZE warto brać poprawkę na to, że się można mylić. No, może po oświeceniu nie ;) A jeśli taka konieczność brania poprawki wywołuje jakieś emocje, to tym bardziej.
No i nie znam nikogo, komu by pomogło przekonanie o własnej nieomylności. O ostatnim nawet  rozmawialiśmy -- na dniach :D" - Dokładnie tak.
« Ostatnia zmiana: 2013-06-04, 11:56:20 wysłana przez hydrozagadka »

Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-06-04, 11:20:33 »
Moim zdaniem nie jest tak ze im wiecej wiesz tym mniej, moim zdaniem jest tak że wiesz coraz więcej ale znika chęć mówienia o tym bo zachodza tez inne transformacje. Napisałam, ze nie chodzi o ocenianie, tylko o świadomość.- bo chyba to pomijasz Lynd:)


Ja myśle inaczej,niż uczony umysł, wszystko już napisałam:)

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-06-04, 11:20:13 »
OLga

bardzo ciekawe to co napisałąś :)

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-06-04, 11:10:21 »
Nie piszę o cudzym syfieniu, tylko o domniemanym syfieniu.

Nie piszę, też że potrzebują dowodów. Piszę, że kiedy nie ma dowodów innych, poza własnymi odczuciami, i kiedy te odczucia stają się 100% wyznacznikiem -- wtedy można naprawdę kogoś osądzić bez możliwości jego obrony. Bo nie ważne co on czuje, my mamy rację. Oczywiście pod płaszczykiem świadomości i akceptacji. Tylko nie ma różnicy czy kogoś określa się złodziejem z akceptacją czy bez.

Leszek napisał aby mówić że to jest odczucie, i to jest ok. Bo odczucie bywa wzlędne: może mi coś wali, może akurat taką karmę mamy, może coś. I to jest różnica między zaufaniem sobie, o którym mówił Leszek czy Hydro, a przekonaniem o własnej nieomylności.
Kiedy czuję się bezpiecznie i ufam sobie, wiem że może mi się powinąć noga i to jest OK, dzięki temu się uczę lepiej słuchać swoich odczuć.
Ale kiedy nie ma jeszcze we mnie pewności i bezpieczeństwa, wtedy -- uważam -- jest takie podejście jak Ty mówisz: że to "podważanie prawdy absolutu." Albo się siebie słucha na 100%, albo się sobie zaprzecza i wypiera. Dla mnie to jest pozycja lękowa, na zasadzie "nikt inny mi już nie wmówi co mam czuć."
Akurat wydaje mi się, że oświeconemu wisi jakieś podważanie prawdy. Przynajmniej tak to wyglądało w moim rozwoju -- im dłużej, tym mniejsze przywiązanie do jakichś poglądów, w tym swoich, tym więcej "wiem że nic nie wiem." Mniej skrajnej czarno-białości.

"Oznaką uczonego umysłu jest to, że może zabawić jakąś myśl bez przyjmowania jej." (Arystoteles, parafraza.) Wiem, że dany pogląd nie grozi ani mi ani prawdzie we mnie. Ona nie jest twarda i sztywna, opierając się wiatrowi -- wygina się jak wodorost, płynnie, bo chwilowe zaburzenia w okolicy nie są w stanie zmienić jej natury. Poddanie w wątpliwość czegoś nie będzie ciosem w pień, tylko po prostu wygnie ją w inną stronę.

Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-06-04, 11:06:00 »
Wracając do Aya, wczoraj szukałam pewnych materiałów i znalazłam wątek o DMT, w jaki spoób jest naturalnie wywoływany.
Co ciekawe  Lynd mi mówił o tym kilka dni temu :D rozszerzę to.

W Tybecie jest od dawna praktyka zamykania osób na min 2 tyg w ciemności bez doznań dla mózgu.
Już w 1szym dniu zaczyna działac mocno melatonina. Wychodza wszystkie resztki lęków, wszystkie obrazy z głowy urzeczywistniają się po za głową. W kolejnych dniach melanina zamienia sie w inny związek lub inny związek jest wydzielany [ niepamietam], od 3 do 10 dnia zachodza silne procesy udrazniania kanałów w mózgu wczesniej nie urzywanych, zaczynaja sie podróże astralne i widzenia ale jest to poprzedzone kolejna porcja wywalanek i to ostrych. Generalnie chodzi o to, ze siedzi się tyle by nie zwarjować. Ja kiedyś medytowałam sobie w ciemnościach ale to było kilka godzin tylko, stawiam na 2, i wyszło bardzo dużo. To sie przerabia na bieżąco, nie da sie tego odsunąć na potem. Trzeba być bardzo przygotowanym i juz bardzo urzeczywistnionym moim zdaniem by sie bawić 2 tyg w ciemności w "spokoju ducha" i bez opętania;p Po 10 dniach zaczyna byc wydzielane DMT w większych ilościach.

To jest naturalne wydzielanie DMT i jak widać- trzeba sie do tego bardzo przygotować- i takie ceremonie Aya są wg mnie bardzo szkodliwe szczególnie dla pewnych grup osób.

A innym naturalnym wydzielaczem DMT jest dotarcie kundalini do szyszynki i puszczenie węzła [ bramy] który tam podobno jest:) naturalny rozwuj duchowy.:)


Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-06-04, 10:45:54 »
Lynd a moim zdaniem w rozwoju swojej świadomości można sie nie mylić na pewnych pułapach, Można się coraz bardziej zbliżać do czerpania z czystego źródła informacji, mozna miec super wglądy.Piszesz że one potrzebuja dowodów. Wiesz o to czasem ciężko gdy np kilka osób uwarza co innego bo maja wkrętkę w swoja karmę. Ale to nie jest istotne bo nie chodzi o to by miec racje i o tym mówić, rozpowiadać, udowadniac innym, bo to juz jest ego, tylko o to, by ufać swojej poszerzającej się świadomości w sercu, w ciszy, w miłości. Oświecenie nie pojawia sie ot tak, przed oświeceniem tez można mieć bardzo wiele prawdy w sobie, i uwarzam ze błedem jest zaprzeczanie jej w sobie, podwarzanie jej, podwarzanie prawdy absolutu. To jakby sie nie miało do siebie zaufania, do Boga zaufania:)

Sylvia ładnie to napisała.


Dodam, ze poszerzająca sie świadomość łączy się z zanikaniem pewnych potrzeb płynących z ego. Im więcej "wiesz widzisz czujesz" tym mniej potrzeby rozpowiadania o tym.
Rozmawia sie bardziej chyba o tym, co ma się do przerobienia;)
« Ostatnia zmiana: 2013-06-04, 10:52:25 wysłana przez Olga »

Sylvia

  • Wiadomości: 2 128
  • Płeć: Kobieta
    • www.sylwiawolf.com
  • Sylwia A. Tender Wolf - terapeuta, trener EFT, Instruktor Theta Healing, Regreser, Matryca Energetyczna, Bars, więcej www.sylwiawolf.com Artykuły: http://www.ezosfera.pl/sylwiawolf/artykuly
  • Status: Ekspert
[#]   « 2013-06-04, 10:17:55 »
Na karmę, swoją i cudzą, swoje i cudze syfienie, czy atakowanie, można patrzeć z bezwarunkową miłością i neutralną świadomością.
Wtedy nie nadaje się temu energii oceny=osądu, tylko zrozumienia i akceptacji. Akceptacja i patrzenie  z miłością, nie oznacza przyzwolenia, czy pobłażania swoim kosztem. Można zachować zdrowe granice.


Jako osoba pracująca z uzależnieniami sprawdziłam ayahuaski (nie próbując substancji):
W teście kinezjologicznym ayahuaski wychodzi jako szkodliwe dla ciała fizycznego. Między duchem, a ciałem w którym się żyje, nie ma różnicy, są jednym informacyjnie. Osoby, które stosowały narkotyki mogą mieć zaburzone wyniki tego testu, więc nie powinny go robić na sprawdzanie tej substancji.
Ayahuaski jest w Polsce nielegalnym narkotykiem, ze względu na swoje właściwości uzależniające, odurzające i halucynogenne.

Może coś powtórzyłam z innych wypowiedzi (i dobrze:)), ale nie czytałam całego wątku, tylko fragmenty;)

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2013-06-04, 09:59:33 »
Lynd Seagull
Nie przesadzajmy z podejrzeniami o ocenianie.
Jeśli ktoś widzi czy czuje i podzieli się tym, to jest jego odczucie, a nie ocena.
Tylko ważne, żeby to w odpowiedni sposób wyrazić, bez ataków na inne osoby.

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-06-04, 09:43:37 »
Olgu,
Tak jak zrozumiałem Hydro, chodziło jej o to, żeby nie uważać się za nieomylnego. I owszem, można to nazwać tylko "świadomością", ale już stwierdzenie, że ktoś np syfi czy atakuje, jest już od razu oceną. I to oceną najgorszego sortu, bo nie ma przed nią żadnej obrony -- w końcu jedynym kryterium jest wyrokujący i jego odczucia. "Wyrokowany" może co najwyżej zgodzić się z nimi, albo nie. Jeśli się nie zgodzi -- to dodatkowo kłamie. To prawie jak topienie czarownicy :P

Uważam że "świadomość" że ktoś syfi, atakuje, siedzi w strukturze czy jest zaślepiony jest automatycznie oceną, na takiej samej zasadzie jak stwierdzenie że ktoś kradnie czy kłamie jest oceną. Zwłascza, jeśli nie jest oparte na dowodach, a na odczuciach. A mówienie że to "świadomość, nie ocenianie" to umywanie rąk od tego.

No i uważam że ZAWSZE warto brać poprawkę na to, że się można mylić. No, może po oświeceniu nie ;) A jeśli taka konieczność brania poprawki wywołuje jakieś emocje, to tym bardziej.
No i nie znam nikogo, komu by pomogło przekonanie o własnej nieomylności. O ostatnim nawet  rozmawialiśmy -- na dniach :D

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-06-04, 09:17:35 »
[mod]
Sebastian, może napisz trzeciego posta odpowiednio sklejonego z tych, bo coś Ci się chyba krzywo wysłało :) a te dwa się wytnie.

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2013-06-04, 01:26:02 »
Z bazowaniem na innych ludziach trzeba dojść do pewnego punktu krytycznego i pewnie każdy ma go w innym miejscu. Na przykładzie szukania sobie partnerek: najpierw chciałem taką która zainteresuje się rozwojem duchowym. Zainteresowała się, ale po to żebyśmy się spotykali. Potem chciałem partnerkę która sama z własnej woli będzie coś praktykować. I praktykowała, nieprzytomne interpretacje Osho i Eckharta Tolle, trudno z nią było o kontakt. Nie zniechęcałem się i zacząłem kreować partnerkę która praktykuje, ma czyste intencje do rozwoju i jest do tego wysoko urzeczywistniona - myślałem że to już załatwi sprawę. Okazało się nie, i wtedy wreszcie zwróciłem się ku sobie, ku temu co odpychałem od siebie i co chciałem zalepić taką partnerką - czyli swojej nieporadności w pojedynkę.
Tak samo z grupami - bardzo chciałem mieć najpierw rozwojowych znajomych. Potem chciałem mieszkać wśród rozwojowych znajomych co wykreowałem. Pół roku mieszkałem w Toruniu z ekipią której wiele zawdzięczam, ale po jakimś czasie zrozumiałem że nawet świadoma, pracująca nad sobą ekipa będzie zawsze miała ograniczenia. Dlatego jestem zdania że warto zostawić czasem nawet fajną grupę, po to żeby złapać więcej oddechu i dać sobie miejsce na w pełni własny rozwój - póki się ma tendencje do łapania "astralu grupy", a ja takie wciąż mam. Za to wyobrażam sobie że spotkam się z różnymi osobami z którymi się rozluźnia, za miesiąc lub za rok i zobaczę jak ci ludzie poszli do przodu, co w sobie zmienili i wymienię doświadczenia. Spotkania na świeżo są najlepsze i najbardziej budujące.
Teraz zostałem sam ze sobą i na przemian doświadczam pewności tego co robię, z lękami przed własną samodzielnością i tym że zostałem sam ze sobą i że czuję coraz większą odpowiedzialność za siebie i jestem w procesie akceptowania tego i uczenia się co mogę dzięki temu osiągnąć. Wiem że nie można się cofnąć bo wiem że nie ma szans na to że powrót do starych schematów da mi jakąkolwiek satysfakcję. Można iść tylko do przodu. Niedługo przeprowadzam się w miejsce gdzie nie znam żadnych rozwojowców, będę mieszkał ze zwyczajnymi ludźmi i nie mogę się doczekać aż poznam moje współlokatorki :) Nie zawsze pamiętam o miłości do siebie, ale zawsze kiedy pamiętam, to w kontakcie z kimkolwiek wynoszę coś dobrego dla siebie. Świadomość tego powoduje, że chcę jeszcze więcej samodzielności i niezależności w życiu i w rozwoju duchowym.

2 miesiące temu miałem okazję pogadać z dziewczyną która chciała bardzo jechać na ceremonię ayahuaski i odkładała właśnie na to pieniądze. Zobaczyłem jej zdjęcie i mnie odrzuciło. No tak - nieprzytomna czarownica jedzie wcinać napary ziołowe. I to utwierdziło mnie w przekonaniu żeby się tego trzymać. Teraz Ola weszła na forum i pisze że jej aya pomogła, i skonfrontowałem to z tym jak czuję Olę i efekt jest taki że kolejną rzecz przestaję brać za pewnik, przestaję wrzucać ayahuaskę do łatwego wora z napisem "Błeee". Kto wie, może kiedyś spróbuję ayahuaske? Choć w tej chwili nie odważyłbym się. Jeśli przyjdzie mi poczucie że to mi się przyda to na pewno nie będę się tak wahał. Póki co się nie zanosi. Robię za to różne inne rzeczy które logika by podpowiadała że są niewłaściwe. Czasem niektóre rzeczy są właściwe, ale tylko raz. No dobra, wygadam się:)) Byłem odwiedzić panienkę do towarzystwa. Zdziwiłem się tym że dostałem od niej dużo wsparcia, podczas seksu płynęła fajna energia między sercami, ja jak zwykle miałem potrzebę dużo dawać, ona odwzajemniła serduchem i potem trochę pogadaliśmy o związkach i seksie i gdyby nie to że potem głowa mnie bolała od tego że podłapałem energię dymu tytoniowego z jej aury, to byłoby to 100% korzystne dla mnie spotkanie - zwłaszcza że nie bzykałem się ostatnie 2 lata i byłem całkiem poblokowany na seks, a teraz patrzę na sprawę inaczej. Potem czułem żeby już tego nie robić, ale poszedłem z ciekawości jeszcze do innej - i przeczucie mnie nie myliło, dziewucha mimo że wizualnie piękna, miała zamknięte serce i okazało się że w ogóle mnie nie podnieca. To też mnie czegoś nauczyło, tego że kręcą mnie dziewczyny o otwartych sercach. I że mogą płynąć takie energie w seksie. I że można luźniej podejść do seksu - wszystkie moje byłe dziewczyny strasznie się spinały że jak jest seks to trzeba bardzo ciasny oplatający związek tworzyć. Tu zobaczyłem że to nie jest konieczne. Tak więc wydawałoby się że chodzenie po dziewczynkach do towarzystwa jest złe, a ja wyciągnąłem z tego naukę i było całkiem miło. Po tym doświadczeniu jestem pełniejszy i nawet nie mam ochoty go powtarzać, bo teraz otworzyło mi się pole do pracy nad kilkoma tematami z całkiem innej perspektywy.

W rozwoju najgorsza jest stagnacja i skostniałość. Trzeba być elastycznym i nie popadać w schematy, i każdą sytuację która zwraca naszą uwagę oceniać pod względem korzystności z osobna.

Jestem zdania że zawsze się trafia na nauki i ludzi godnych siebie, i cała praca polega na własnym odniesieniu się do tego i wyjściu ponad to. Czasem nawet jak się wyjdzie poza coś, to doświadczenie tych samych osób które wcześniej ograniczały wraca z innego poziomu i warto to przerobić - np. zaakceptować to że inni tkwią w ograniczeniach w których samemu już nie tkwię. W przeciwnym wypadku nieakceptacja, i wynikająca z tego chęć udowodnienia, przekonania kogoś zawsze ściąga do mierzenia się z tym, co pozornie już przekroczyłem.

Trochę rozwleczony post bo edytowałem go kilka razy w jego środku, no ale mam nadzieję że treść trzyma się kupy.
« Ostatnia zmiana: 2013-06-04, 01:28:12 wysłana przez Sebastian »