Inga
Jeśli Twoje wywalanki mogą Ci pomóc w uzdrawianiu, to sobie wywalaj.
ja jednak jestem zdania, że fałszywe wspomnienia jeszcze nikomu nie pomogły się uzdrowić.
Wracając do wcześniejszego mojego wpisu:
Wspomnienia o pacjentach znajdujących się w piwnicy psychiatryka, mogą być prawdziwe. Był tam bowiem oddział specjalny dla prawdziwych Mistrzów czarnej tantry, którym udało się wcześniej urzeczywistnić wyzwolenie przez szaleństwo.
Te osoby nie rokowały nadziei na uleczenie. Były za to bardzo agresywne i ciągle nieprzytomne. We wcześniejszych wcieleniach takie osoby zabijano, albo trzymano w lochach jako potępieńców.
Kiedy Mistrzowie zaczynali swoje wycie, niektórych pacjentów trzeba było przywiązywac pasami do łóżek, albo traktować od razu elektrowstrząsami. A dlaczego? A bo poprzez powiązania karmiczne odpowiadali oni w ten sposób o apel Mistrzów o starania, by się wyzwolić przez szalenstwo.
Mistrzowie mieli pozakładane na mnie kody od swego Mistrza, który w okresie, o którym pisze Inga, nazywał się Alistair Crowley. Kody służyły temu, żebym nie mógł popsuć karmy wyzwolonych Mistrzów, czyli żebym nie pomógł im oprzytomnieć i uzdrowić się. Dlatego byli przypadkami beznadziejnymi i nieuleczalnymi.
Operując datami, to we wcieleniu, kiedy byłem psychiatrą, umarłem ok 1920 roku. Skoro w 1939 miałem ok. 18/19 lat. Od początku powstania getta łódzkiego mieszkałem na Bałutach, aż do czasu, kiedy getto zostało zlikwidowane i wywieziono mnie do KL Auschwitz II.
Jeszcze kwestia, jakobym się znęcał nad Ingą w Oświęcimiu.
No, niestety, żydów z Sonderkommando nie dopuszczano do stanowisk lekarzy, czy nawet pielęgniarzy. Nie dopuszczano ich nawet do bliskości z lekarzami.