Polecam na początku wpisywać w mapę najpierw intencje z jakimi robimy ją. Myśli z tym związane itd. Ja to na początku bardzo często robiłem. Jak zauważyłem, że robię mapę, żeby coś w sobie uzdrowić, coś zrozumieć, poznać przyczynę problemu itd., zapisywałem myśl z tym związaną np. "muszę to uzdrowić" itd., potem pojawiała się kolejna myśl związana z tym, kolejna itd., aż w końcu pojawiał się stan pustki. Potem praca w innym temacie szła od razu do przodu. I szybko pojawiał się stan pustki.
Idealnie jest wtedy, gdy nie robimy mapy w żadnym celu, po prostu zapisujemy pojawiające się myśli. Tylko tyle. Reszta sama się dzieje. Czy to pojawienie się stanu pustki, czy wglądy, uświadomienia, uzdrowienie.
Jeżeli robimy mapę w celu dojścia do przyczyny, zrozumienia problemu, uzdrowienia problemu, uświadomienia sobie przyczyn czegoś itd., uzdrowienia siebie w jakimś temacie, poczucia się lepiej - to wszystko cele. Polecam szczerze najpierw wpisywanie tych celów w mapę jako myśli. Wystarczy zaobserwowanie tych intencji i zapisywanie myśli z tym związanych w mapie.
Często pojawiało się u mnie na początku zapętlenie. W kółko powtarzały się podobne myśli i tak przez kilka, czasami kilkanaście minut. Na początku nie wiedziałem, co jest grane, ale potem jak już zrozumiałem, że to oznacza, że robię mapę w jakimś celu, obserwowałem siebie, zauważałem cel i wpisywałem go w mapę. Gdy odpadła sztuczna tożsamość, przez którą robiłem mapę, pojawił się stan pustki, wtedy proces ruszał w temacie, w którym pracowałem na początku, zapętlenie znikało i po zapisaniu kilku myśli pojawiał się stan pustki.
To jest trochę inne podejście niż zazwyczaj w uzdrawianiu. Nawet kompletnie inne. Bo zazwyczaj stosuje się jakąś terapię z celem, żeby coś tam uzdrowić, usunąć "syf" z siebie, pozbyć się problemów itd. Wchodzi się w proces uzdrawiania z intencją na poziomie ego. Nie ważne, że to jest intencja np. uzdrowić siebie, otworzyć się na boga itd. To są cele na poziomie ego. A cel na poziomie ego blokuje realizację celu z poziomu wyższej jaźni. Wtedy działamy, zamiast otworzyć się na niedziałanie, które jest rezultatem realizacji celów z poziomu wyższej jaźni.
Taką czestą tendencją w uzdrawianiu jest dążenie do uświadomienia sobie przyczyny problemu. Jest przekonanie "jeżeli uświadomię sobie ją, problem zniknie". Jeżeli z taką intencją robi się mapę, polecam zapisać ten cel, myśli z tym związane w mapie najpierw. Inaczej będzie się robić mapę poprzez sztuczną tożsamość, może bardziej uduchowioną od innych itd., ale dalej sztuczną, która będzie dążyć do uświadomienia sobie przyczyny problemu.
Uświadomienie może nastąpić po zrobieniu map, samo, jeżeli jest to dla nas korzystne z punktu widzenia wyższej jaźni. Nie trzeba się starać dojść do świadomości przyczyny problemu. Gdy puścimy kontrolę, ta świadomość sama pojawi się, gdy to jest korzystne dla nas.
Mapy pozwalają przechodzić z działania z ego, w niedziałanie, kiedy działa się coraz bardziej z poziomu wyższej jaźni. Wtedy znika kontrola siebie, rzeczywistości, coraz bardziej i bardziej, i następuje otwarcie na procesy z wyższej jaźni. Jak w tao, jest mniej działania, więcej niedziałania.
Zauważyłem coś takiego, że tam, gdzie jest kontrola z poziomu ego, wyższa jaźń czeka obok i nie ingeruje. Ale jest gotowa na zadziałanie. Jednak nie robi tego, bo szanuje wolną wolę. Dopiero, gdy następuje puszczenie kontroli, wyższa jaźń wchodzi do gry i pomaga nam rozwiązać dany problem, uzdrowić coś itd.
Musimy zdjąć "łapki kontroli" z czegoś, co kontrolujemy, żeby wyższa jaźń mogła zacząć tym zarządzać.
Nam może się wydawać, że najlepszą opcją jest uświadomienie sobie przyczyn problemu, uzdrowienie czegoś tak, jak nam się wydaje, że powinno być uzdrowione itd., a może się okazać, że na poziomie wyższej jaźni jest lepsza dla nas opcja, inna droga, inny sposób na uzdrowienie.