W dotychczasowej części dyskusji padło kilka uściśleń dotychczasowych poglądów na temat linii UA i ich pochodzenia, z których część tak radykalnie do tej pory się nie pojawiało (a nawet jeśli to raczej niekonsekwentnie), a co za tym idzie zmieniają one (jak dla mnie zasadniczo) punkt widzenia na ważne szczegóły.
Chodzi mi o:
1.rozróżnienie linii pochodzenia i linii upadku
2.linia pochodzenia („gałąź” lub „drzewo”) – najbliższe sobie „dusze”, które jeszcze w ramach „drzewa” mogą mieć najwyższe poczucie bliskości w ramach „rodziny”, czyli najbliższych z danego „drzewa”
3.linia upadku – czerwone, niebieskie i białe
4.czyli, że anioły z jednego „drzewa” dusz mogą mieć inne linie upadku (np. CUA może być z „drzewa” a nawet „rodziny” NUA).
Te nazwy padły teraz. Natomiast jeśli chodzi o mnie możliwość najgłębszego pokrewieństwa także pomiędzy CUA i NUA był dla mnie praktycznie odczuwany wtedy, kiedy powstały artykuły na temat UA i trwały najintensywniejsze nad tym badania – pojawiały się kolejne relacje.
Teraz, tych już teraz pewnie 10 lat od tamtych czasu mam satysfakcję, że wtedy nie uwierzyłem tej warstwie relacji, jakoby NUA i CUA dzieli pochodzenie.
Wtedy miałem jedną bardzo esencjonalne wspomnienie z momentu podziału. Najogólniej rzecz biorąc sprowadzało się to do pamięci, że Pierwotne Pole Światła z jakiegoś powodu zaczęło się dzielić. Jako zindywidualizowana Iskra nie znająca przyczyny tego zaburzenia „podążyłem” za odkryciem tego. Kiedy „wróciłem” części Iskier już nie było, bo doznała upadku w materię. Te wcześniej upadłe w relacji uznałem za CUA, a za NUA te, które zeszły po nich – tak jak i ja.
Nie upierając się przy szczegółach tej relacji, była ona skrajnie odosobniona, ponieważ wszyscy relacjonowali tak, że jasne było, iż niebieskie nie mogą mieć bliskich związków (teraz określanych terminami – „drzewo” czy nawet aż „rodzina”) z czerwonymi. A w mojej relacji wychodziło, że to możliwe.
Przy innych różnicach, które się ujawniły potem jeszcze – m.in. z żoną (CUA) nie mieliśmy obciążeń połówkowych ziemskich, astralnych ani aniołkowych oraz drogę życia nie odreagowywaliśmy regresingowo tylko uzdrowiła nam się dzięki temu, że wybraliśmy siebie – nie za bardzo rozumieliśmy o co chodzi Cudowiczom z tymi połówkami, podziałami i koncepcjami, jak dla nas w części nietrafionymi. Ale robiliśmy swoje, a ja w tym co odpowiadało naszym odczuciom uczestniczyłem wynosząc wiele inspiracji z CUD-u (prawdą jest, że bez porównania najwięcej z pisania Leszka).
Dlatego fajnie jest po latach dowiedzieć się, że czas zawsze weryfikuje ustalenia. To niby niedużo uznać, że jednak na początku był początek i wpoczątkowie nie było upadku. I może wydawać się komuś, że jak czuje sercem to zawsze wystarczy. Ale mi wtedy w tamtych gorących czasach wydawało się dziwne co innego – dlaczego ja czuję to co w sercu, a moja relacja jest tak nieprzystająca (w tym fragmencie – CUA i NUA) do obrazu jaki wyłaniał się z wielu, naprawdę wielu relacji? Wobec wielości pojedynczość w tym świecie może znaczyć osamotnienie.
Wtedy to mnie dziwiło, zastanawiało, a bywało że i niepokoiło. Dzisiaj to tylko wspomnienie.
Gratulacje dla Indry za trafiony temat i trafione pytania. Może wtedy na CUD-zie było za wcześnie na to, co Ty przeczytałaś teraz. Może to ma dla Ciebie jakieś znaczenie, może. Kto wie. A na pewno łatwiej jest znaleźć kogoś z „rodziny” wiedząc, że koncepcja nie ogranicza. Może tego Ci trzeba, by przekroczyć granicę.