Autor Wątek: Co oznacza dla Ciebie bogactwo?  (Przeczytany 69694 razy)

Barnaba Kwapiński

  • Gość
[#]   « 2013-12-02, 10:05:00 »
"Tylko, jak przyjrzysz sie tej definicji oraz o tym, co o bogactwie napisali koledzy i kolezanki ponizej... nikt nic nie mowi o pieniadzu. O tym sie tutaj zupelnie nie rozmawia: nie widzialem ani jednej sensownej, porzadnej i rozwojowej dyskusji w temacie pieniadza, rynkow kapitalowych, derywatyw, CDS, wojen walutowych, dewaluacji pieniadza, inwestowania, wplywu QE na podstawowe funkcje pieniadza ani niczego innego w tym stylu. "

Bo zastawiam się czy w sumie czy to poświęcone rozwojowi duchowemu forum  jest od tego: są konkretnie fora od rynków kapitałowych i walutowych i inwestycji na tychże, kogo to interesuje  to znajdzie i skorzysta i tam się więcej dowie i znajdzie partnerów do dyskusji. ale zgadam się,że wiedzy i świadomości jak to się kręci nigdy za wiele.

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-12-02, 07:40:54 »
Daniel,
Poruszyłeś ciekawą kwestię. Mnie np. mierzi większość tego typu terminów i tego co za nimi podąża, bo dla mnie to zwyczajnie przedłużenie układu który panował od zawsze, czyli niewolnik-pan. Chłopstwo pracuje na szlachtę a szlachta zajmuje się politykowaniem i układami, nazywając to robieniem pieniędzy. Tyle że większość szlachty nie tworzy realnej wartości, a zajmuje się manipulowaniem przepływem pieniędzy z rąk do rąk. Oczywiście pełnią też funkcje kontrolne, ale w większości przypadków to tylko wypełnianie niszy ekologicznej z racji urodzenia/układów, a nie realnych kompetencji. Tylko kiedyś to była posada na życie, a teraz wystarczy popracować z pół roku i można bezpiecznie spadać na "złotym spadochronie" ;)
Plus marketingowcy, prawnicy (zwłaszcza korporacyjni), brokerzy, czy ogólnie prawie cały sektor finansowy...

Ludzie zajmujący się tym podążają zgodnie z duchem czasu i siłą rzeczy będą bogatsi. Może są ludzie, którym jest to w stanie wpisać się w czysty sposób w rozwój duchowy. Z pewnością do nich się nie zaliczam, przez co pewnie bogactwo, w konwencjonalnym sensie (20+K stałego przychodu miesięcznie) raczej mi nie grozi ;) I przyznam że na jakimś poziomie takim ludziom rzeczywiście zazdroszczę -- w końcu to co robią, umożliwia im dużą łatwość w pewnych tematach.

Myślę, że można to porównać do ciała. Gdyby zapytać ludzi na tym forum czym dla nich jest zdrowe, sprawne ciało i jak je utrzymać, dyskusja nie zeszłaby na temat codziennego spędzania 2h codziennie na siłowni, biegania w maratonie i śledzenia najnowsych badań medycyny w dziedzinie suplementów. Ludzie tutaj chcą mieć zdrowe ciało, aby mogli czuć się w nim dobrze na codzień i zmaksymalizować swoje możliwości działania. I działa tu zasada 80/20: 80% rezultatów osiągamy przez 20% wysiłku.
(Metafora z ciałem nie jest jednak do końca trafiona, bo nie dotyczy jej kwestia moralności i wykorzystywania innych.)

I, oczywiście, uważam że w pewnych rękach część tych informacji może być przydatna. Kiedy jest się szefem jakiejś firmy która tworzy coś realnego (niezależnie od tego czy są to kołki, czy aplikacja do wystawiania ocen hotelom), przydaje się znać stan gospodarki, aby uniknąć pewnych błędów.

Daniel

  • Gość
[#]   « 2013-12-02, 06:02:04 »
Vanilla, dziekuje serdecznie za rozwiniecie mojego skrotu myslowego. I zasadniczo zgadzam sie z Twoja interpretacja tego, co napisalem. Latwiej bedzie zrozumiec na przykladzie.

Wyobraz sobie, masz ochote nauczyc sie jezdzic autem. Do kogo sie wybierasz:
a)   Instruktora jazdy z 20 latami doswiadczenia
b)   Kogos, kto przeczytal podrecznik jak prowadzic auto i kilka razy podgladal tate jak to robi?

Inny przyklad, taki z mojego doswiadczenia. Masz zamiar wymienic sensor MAF w aucie, w tym celu szukasz fachowej porady na:
A)   Forum poswieconym autom, gdzie masz wielu ekspertow, fanatykow i znawcow tematu
B)   Forum poswieconemu rozwojowi duchowemu?

Z tego, co poczytalem, to osoby na tym forum, dosc zasadniczo ladnie potrafia rozumiec temat bogactwa, jako wewnetrznego stanu umyslu bedacego poczuciem spelnienia i zaspokojenia (oczywiscie, na ile kazdy czuje sie w tym zrealizowany, to indywidualna kwestia i nie zamierzam tego osądzac).

Tylko, jak przyjrzysz sie tej definicji oraz o tym, co o bogactwie napisali koledzy i kolezanki ponizej... nikt nic nie mowi o pieniadzu. O tym sie tutaj zupelnie nie rozmawia: nie widzialem ani jednej sensownej, porzadnej i rozwojowej dyskusji w temacie pieniadza, rynkow kapitalowych, derywatyw, CDS, wojen walutowych, dewaluacji pieniadza, inwestowania, wplywu QE na podstawowe funkcje pieniadza ani niczego innego w tym stylu.

Z tego powodu, jak przypuszczam, jest tu sporo osob ktore czuja sie bogate, ale niekoniecznie wiele takich, ktore maja pieniadze. A poniewaz pieniadz to specyficzna forma energii i jak kazda forma energii, podlega specyficznym i wlasciwym sobie prawom i regulom, ktorych nalezy sie nauczyc, aby moc ta energia dysponowac. Jak sie nie nauczyc, to sie zostaje w lesie, co niestety widac po ilosci bledow w afirmacjach, ktore w tym temacie sie tutaj pojawiaja...

kopergamin

  • Gość
[#]   « 2013-11-30, 16:50:06 »
Stanowczo podzielam oburz koleżanki !!!1 :-D

VanillaOrchard

  • Gość
[#]   « 2013-11-30, 16:31:40 »
Forum się nie nadaje do zrozumienia pieniędzy? Forum to forum, to tylko narzędzie, wg ciebie chyba to forumowicze nie ogarniają pieniądza. Może się przysłużysz osobom ułomniejszym od ciebie w tym względzie i wyjaśnisz, w takim razie? zamieniam się w słuch. zawsze chętnie się czegoś nowego uczę.

Daniel

  • Gość
[#]   « 2013-11-30, 15:38:49 »
Barnaba,
z ta definicja i porownaniem sie nie do konca zgodze, bo pieniadze - w przeciwienstwie do nerki i watroby, nie sa nam dane z gory i akurat zeby pieniadze miec, to trzeba je przede wszystkim zrozumiec (do czego, nota bene, to forum sie kompletnie nie nadaje).

Zas co do zadowolenia - generalnie ludzie w Azji sa bardzo z zycia zadowoleni, az czasami dziwie sie, bo niemalze zupelnie nieproporcjonalnie do warunkow materialnych i finansowych, w jakich zyja. Czasami az to razi, bo rodacy nauczeni zyc w znacznie wiekszym dostatku maja sklonnosc do znacznie wiekszego narzekania na wszystko. W Azji, mimo biedy, jest mentalnie jakby latwiej i przyjemniej. W Bangladeszu co prawda nie bylem, ale moja dziewczyna pochodzi z Wietnamu, spedzilem u niej sporo czasu, mieszkajac nawet przez kilka tygodni w Hanoi, widzialem rowniez co nieco reszty kraju, wiec moge powiedziec, ze mam wiadomosci z pierwszej reki. Takze, nie przesadzajac, ale takich przykladow, jak z owa prostytutka, moglbym Wam tu napisac dziesiatki... i wiekszosc w podobnym klimacie.

I nie przesadzajmy tez z ta Azjatycka wydajnoscia pracy i przykrecaniem sruby. Co prawda, niektore narody sa niezwykle pracowite (Wietnamczycy na przyklad), wiec zapierniczaja jak dziki, ale to taka kultura i wrodzony etos, zreszta podobnie jak u Chinczykow, Koreanczykow czy Japonczykow. Co do Bangladeszu, to przypuszczam, ze wydajnosc to jest tam pewnie raczej typowa dla Hindusow...

Barnaba Kwapiński

  • Gość
[#]   « 2013-11-30, 15:37:04 »
kto wie czy akurat kupując chińskie ziemniaki w promocji nie wspieramy źródło finansowania ...amerykańskiego  deficytu i tak utrzymujemy stabilność na świecie :)

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-11-30, 15:25:24 »
Daniel,
Fajny przykład, tylko niereprezentatywny. Bo jednak prostytutka czy masażystka to inny zawód, niż bycie trybikiem w fabryce (kategorii sweatshop, ma się rozumieć). Tam już zadbają, aby (niewykwalifikowanym w końcu) pracownikom przykręcić śrubę tak, aby było jak najwydajniej.

No i czy jesteśmy tak bogaci jak biedne są szwaczki w Bangladeszu? Niekoniecznie, bo te oszczędności najczęściej przechodzą jednak na firmę (i np. na kontrakty reklamowe z gwiazdami), a nie na nabywców.

Barnaba,
Zgadzam się z Tobą, że w sensie osobistej odpowiedzialności od nas to nie zależy. Jeśli omijamy warzywniak na rogu bo lecimy do carrefoura po chińskie ziemniaki w promocji, to już możemy mieć w tym udział.
Ale jeśli chcemy kupić "etycznego" tableta... To pozostaje nam albo zaakceptować że to jedyna możliwość i że to jest OK, albo pracować na Mazovii ;)

Barnaba Kwapiński

  • Gość
[#]   « 2013-11-30, 15:10:14 »
Daniel
rozumiem i fajnie ,że się dzielisz naoczną wiedzą z dalekiego świata :)
ale czy  w czasie tych wojaży byłeś w takiej szwalni w Bangladeszu i  rozmawiałeś z tamtymi paniami,czy są zadowolone?
bo przykład kopergamina jednak wybiórczo celny,(choć nie zgadzam się z podprogowym uproszczeniem ,że bogaci są jakoś be)  ja wiem tyle co z mediów, ale wygląda ,że nawet jak na warunki azjatyckie to jednak  troszkę tam może być ciężko. ja rozumiem ,że to awans cywilizacyjny ,iż zamiast zdychać z głodu na wsi ma się przywilej 12- godzinnej harówki w zagranicznej fabryce. A korporacja czerpie z tego zyski.
ale również ,nie od nas to zależy ani nie jesteśmy temu winni.

a temacie wątku: bogactwo to  dla mnie nieco tak jak z definicją zdrowia wg Osho
jesteś zdrowy, kiedy nie wiesz co to jest woreczek żółciowy, w którym miejscu masz nerkę, nie wiesz co to NFZ ani nawet jak się nazywa twój lekarz rodziny bo nie widziałeś go nigdy w życiu
zdrowie to stan , w którym nie ma konieczności myślenia o braku zdrowia. Zdrowie po prostu ci służy
tak samo z pieniędzmi.

Wniebowziecie Grubego

  • Wiadomości: 2 288
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-11-30, 14:45:36 »
   


"Świat (Ziemia) jest wystarczająco duży dla całej ludzkości (aby dać im schronienie i wyżywienie), ale za mały na chciwość jednego kapitalisty.

Daniel

  • Gość
[#]   « 2013-11-30, 14:30:23 »
Myślę ,że zgadzamy się w obydwu punktach: brak różnic w statusie materialnym to  na razie niebezpieczna utopia,
zgadzam sie

Cytuj
a dwa że istnieją wynaturzenia korporacjonizmu w postaci quasi niewolniczej pracy .
tu sie akurat nie zgodze. mialem przez pewien czas do czyniena z pewna ogromna miedzynarodowa korporacja, w ktorej wyscig szczurow byl wpisany w reguly gry. Doslownie. I zdziwilbys sie, ale wiele osob w bardzo rozwinietych krajach, w te reguly gralo, ba, co wiecej, nawet im nie w glowie aby z tego wyscigu rezygnowac.
 
Cytuj
zastanawiam, się to co robią rzady tych kraików z plantacjami i szwaczkami za 64 dolary miesięczne ,że pozwalają sobie na taki wyzysk i  praktyki ? Może zatrudnili i słuchają doradców z MFW ?

MFW... hehe.... A tak powaznie, mylisz sie niestety w tym punkcie okrutnie. To, co dla Ciebie jest wyzyskiem, dla kogos innego moze byc zbawieniem. Trzeba niestety pokrecic sie nieco po Azji, aby to zrozumiec - choc z drugiej strony, podrozowanie ogromnie poszerza to swiadomosc i rozumienie pewnych spraw, wiec polecam ;)

Pamietam mialem kiedys taka przygode w Kambodzy, zaczepila mnie na ulicy prostytytka. Bardzo ladna, mloda dziewczyna, i do tego w miare znajaca angielski, wiec postanowilem sobie nieco z nia kulturalnie pogadac. W pewnym momencie zmienilem gwaltownie temat i zapytalem bezposredno: No to ile? Bylem w ogromnym szoku, jak uslyszalem 10 (slownie: dziesiec) dolarow. To w zasadzie mniej wiecej tyle, ile u siebie place przecietnie za obiad. Dalo mi to sporo do myslenia. Dzien pozniej rozmawialem z inna dziewczyna, masazystka, ktora robiac mi masaz stop (za kilka $), powiedziala, ze pracuje 12 godzin dziennie, ma 3 dni wolnego w miesiacu i generalnie jest bardzo zadowolona, zarabiajac... jakies $50 miesiecznie (+napiwki, domyslam sie, choc tego nie powiedziala). A byla zadowolona, bo u siebie na prowincji nie mialaby szans na takie pieniadze. Wrocilem wowczas mysla do tej wczesniej spotkanej dziewczyny i zdalem sobie sprawe, ze dla niej ta dycha to musi w takim razie byc sporo kasy - kilka numerkow w miesiacu, pare zajetych wieczorow i ma tyle, co kolezanki pracujac non-stop od rana do poznego wieczora.

Jak pisalismy, a te historie to potwierdzaja, bogactwo to wzgledna rzecz...

Daniel

  • Gość
[#]   « 2013-11-30, 14:01:23 »
Asiu
w takim razie Tobie rowniez gratuluje postepow w tym temacie ;)

Edyta,
witaj, milo Cie ponownie spotkac :)

Tak, masz racje z tym zegarkiem, tylko ze jest tu jeden wazny szkopul. Sam zegarek moze byc w rzeczy samej warty znacznie, znacznie mniej niz te 20-pare tysia, i w gruncie rzeczy moze byc nawet zupelnym kiczem, ale to, za co placisz, to nie jest ani wyglad, ani jego rzeczywista wartosc, tylko... prestiz. Po prostu, placac taka kase, kupujesz prestiz w swojej grupie spolecznej. Pytanie, na ile Ci jakikolwiek prestiz jest potrzebny, to inna sprawa. Ja zasadniczo obracam sie w kregach ludzi, ktorzy raczej nie przywiazuja do tego specjalnej wartosci, wiec dla mnie byloby to strata pieniedzy. Znam jednak takie ekipy, w ktorych kupno prestizu to rzecz obowiazkowa.

Zas co do bogactwa czasu - swieta racja. Bogactwo ma mase rozmaitych aspektow, to nie tylko kwestie materialne/finansowe (w zasadzie, to tylko maly procent bogactwa), choc tutaj o tym malym procencie chcialem porozmawiac ;)

Kopergamin,
bardzo cenne spostrzezenia w temacie bogactwa, naprawde (moze poza "Zatem pragnienie bogactwa równe jest pragnieniu, by inni mieli mniej (ode mnie)" - to jest zwykly przejaw zawisci mylnie pojmowanej jako pragnienie bogactwa. Bo w koncu, nawet jesli bogactwo wzglednie oceniamy wobec innych, to takie myslenie to strata czasu i energii, bo w zaden sposob nie zmienia Twojej sytuacji w relacji do innych ludzi i jest zupelnie nie konstruktywne).

Zasadniczo jednak, w jaki sposob temat postrzegasz, reprezentuje poglad na temat bogactwa co najmniej 90% mieszkancow tej planety - jestem bogaty, jak mam wiecej niz inni (w domysle - inni w moim otoczeniu/grupie spolecznej). Co ciekawe, wiekszosc z tej grupy postrzega temat przez pryzmat ceny - i na tym konczy swoja ocene. W rezulacie, prowadzi to ciekawych paradoksow - mamy spora grupe ludzi, zadluzonych po uszy i nie bedacych wlascicielami niczego, poza zobowiazaniem wobec banku, lecz korzystajacych z pewnych dobr i w rezultacie tworzacych w otoczeniu iluzje "bogactwa". Hehe. No ale coz, trudno od wszystkich wymagac zdolnosci do interpretacji umow bankowych. Tym bardziej, ze zwykle jest to ta sama grupa ludzi, ktora nie potrafi zrozumiec roznicy miedzy cena a wartoscia.

Oczywiscie, w pewnym momencie rozwoju porzuca sie takie postrzeganie bogactwa, bo przestaje ono nam sluzyc. W tym momencie nastepuje transformacja swiadomosci i przeniesienie punktu ciezkosci z "jak wygladam w grupie spolecznej" na "co ja tak naprawde chce i co ma dla mnie wartosc". I o tym tutaj pisze wiekszosc osob ;)
Taka transformacja ma kilka interesujacych aspektow, ale moze napisze na ten temat wiecej przy innej okazji.


Barnaba Kwapiński

  • Gość
[#]   « 2013-11-30, 09:36:02 »
A nie jest tak ,ze przekonania ,że bogactwo jest czymś niegodnym, bo są biedniejsi w Bangladeszu  to chyba jedna z głównych ...braku bogactwa i pogłębiania  świadomości nędzy na całej planecie ?

Barnaba Kwapiński

  • Gość
[#]   « 2013-11-30, 09:18:53 »
Myślę ,że zgadzamy się w obydwu punktach: brak różnic w statusie materialnym to  na razie niebezpieczna utopia,a dwa że istnieją wynaturzenia korporacjonizmu w postaci quasi niewolniczej pracy .
zastanawiam, się to co robią rzady tych kraików z plantacjami i szwaczkami za 64 dolary miesięczne ,że pozwalają sobie na taki wyzysk i  praktyki ? Może zatrudnili i słuchają doradców z MFW ?

kopergamin

  • Gość
[#]   « 2013-11-29, 23:30:28 »
Barnaba, gdyby naprawdę skasować te potworne nierówności w skali planety, to w rezultacie faktycznie mogłaby wyjść ogólna bida z nędzą. I to byłby chyba koniec naszego obecnego komfortu. Oczywiście poteoretyzować trochę czasem można. Przy okazji wykazać wrażliwość społeczną. :-) Ale gdy tak serio postawić na szali nasz komfort, oraz los tych wszystkich 10-latków pracujących niewolniczo w kopalniach złota, czy jakichś plantacjach, no to wybór jest oczywisty. Niestety.

Zatem prawdziwe bogactwo, to mieć centralnie wyjebane na tych biednych ludków.