Droga Asiu,
Moja definicja materialnego bogactwa wygląda nastepująco:
Bogactwo to STAN UMYSŁU w którym doświadczasz poczucia spełnienia i zaspokojenia swoich materialnych potrzeb.(tak na marginesie, można tą definicję odnieść do jakiejkolwiek innej formy bogactwa)
Różnego rodzaju doświadczenia skłoniły mnie do przyjęcia takiego określenia bogactwa, i tutaj kilka słów wyjaśnienia przy tej okazji. Przede wszystkim, powszechne jest rozumienie, że bogactwo to sporo kasy. Czy na pewno? Otóż, próbowałem sobie ostatnio przypomnieć, kiedy w życiu czułem się najbardziej bogaty. Ten moment miał miejsce w zamierzchłych czasach, kiedy będąc studentem, mój miesięczy budżet nagle wzrósł o ponad 50%. Czułem się zadowolony i spełniony, w pewnym sensie nawet nie do końca wiedząc, co z takimi nadwyżkami zrobić

Nie będę tutaj wymieniał kwot, jakimi wówczas operowałem – z mojej obecnej perspektywy są po prostu śmiesznie małe, ale chyba nigdy potem nie czułem się aż tak dostatnio. To dało mi sporo do myślenia, bo okazało się, że można czuć się bogatym niekoniecznie operując milionami.
Jeszcze więcej dały mi do myślenia konwersacje z kolegami. Otóż, jeden z nich, pan G., czasami lubi opowiadać o swojej znajomości z człowiekiem, który dosłownie, ma kasy w bród. Pamiętam jak opowiadał, jak jego znajomy, ot tak, wszedł do salonu Porsche, obejrzał stojący tam najnowszy model 911 (Black Edition – ponad $250.000), zaproponował swoją cenę i dał sprzedawcy 10 minut do namysłu, bo jak nie to wychodzi

Innym razem, dowiedział się o wartości domu swojego kolegi (kilka milionów dolarów). Relacja z tym człowiekiem i chyba nie do końca świadome porównywanie się powoduje, że kolega – nota bene, gotów jestem w ciemno założyć się, że zarabiający więcej niż ktokolwiek czytający ten tekst – czasami sprawia wrażenie niespełnionego…
Jeszcze dwa słowa o mojej definicji materialnych potrzeb. Ja to widzę tak, że istnieją dwie grupy potrzeb: jedna, prawdziwe potrzeby, wypływająca z serca, których zaspokojenie daje spełnienie, oraz druga, wypływająca z ego, często kształtowana pod wpływem otoczenia, kolegów, rodziny, itd. Zacznę od końca – pragnienia ego. Dobrym przykładem jest pewien koleś, którego poznałem kilka lat temu, i którego pragnieniem były super sportowe bryki, choć sam raczej nie miał na co narzekać, jako że jeździł Audi A6. W pewnym momencie zaczął pracę w miejscu, gdzie miał sporo możliwości kontaktu z najlepszymi sportowymi autami – i jak mi powiedział, po kilku przejażdzkach bardzo szybko wyleczył się z pragnienia posiadania takowego. Inna historia – tym razem z jednej z moich ulubionych kreskówek – gdzie bohater chwali się kolegom swoim nowym 301” telewizorem, tylko po to, by sekunde później z niesmakiem cisnąć w niego pilotem, gdy zobaczył reklamę nowego, 302-calowego modelu

Goniąc za tak rozumianymi pragnieniami – można stracić całe życie i nigdy nie czuć się zadowolonym, zgodnie z maksymą że „apetyt rośnie w miarę jedzenia” – stąd też całkowicie rozumiem milionerów, którzy posiadając wszystko, wpadają w pułapkę ego i gonią za kolejnymi milionami. Moim zdaniem, pragnienia ego są praktycznie niezaspokajalne, jako że ego jest zarazem ich twórcą – zaspokojenie jednego tworzy kolejne. W tym też kontekście rozumienie ascezy jako wyrzeczenia się pragnień ego jest czymś niezmiernie kluczowym do zrozumienia natury bogactwa. Z drugiej strony, to tylko jeden ze scenariuszy pracy z ego – kiedyś eksperymentalnie próbowałem zaspokajać z całą intensywnością potrzeby ego, aż w sposób naturalny pojawiła się świadomość, że jest to bezsensowna gonitwa i presje odpuściły samoistnie. Nic też nie stoi na przeszkodzie, aby potrzeby ego do jakiegoś stopnia zaspokajać – jeśli np. posiadanie 20 tys. pln rezerwy na koncie da komuś poczucie pewności i bezpieczeństwa, to nie widzę przeszkód, aby to sobie zrealizować – odnoszę wrażenie, że WJ czasami bywa dość neutralne w i pozwala na takie realizacje. Każdemu według woli… scenariuszy jest wiele.
Z drugiej strony też istnieją prawdziwe pragnienia duszy (wyższego ja), które niezbędne są do realizacji życiowych celów – i z tymi jest zupełnie inna bajka. Moim zdaniem, aby cele te się realizowały wystarczy się jedynie przestać się blokować i ograniczać, po prostu otworzyć i tyle, spełnienie następuje samoistnie wręcz, w naturalny sposób. Inna sprawa, że często w działce materialnej Wyższe Ja wykazuje niewielkie zainteresowanie (wracam tutaj do moich ulubionych aut

– na przykład kiedyś zdarzyło mi się z intensywnością poszukiwać nowego auta, kiedy okazało się, że znalazłem dwa ulubione modele, w odpowiedzi na to, który wybrać, moja WJ stwierdziła – „którykolwiek”

Po prostu, którykolwiek wybór nie był ani mniej ani bardziej korzystny, ot, tak jakby decydować, czy bardziej korzystna duchowo jest czerwona czy zielona sukienka

I teraz najważniejsze: stan umysłu to najważniejsza rzecz która decyduje, czy jesteśmy bogaci czy nie. Jestem bogaty kiedy czuję się bogaty, ilość kasy czy posiadanych przedmiotów nie ma nic do rzeczy. Wyobraź sobie sytuację, że jesteś na wakacjach, świeci słonko, namocik, plaża, ciepły piasek pod stopami, itd.

Nie masz wówczas przy sobie telewizora, mebli i innych klamotów, na które się pracowało, a jednocześnie masz wszystko, co potrzebujesz, aby być szczęśliwym – i często mieści się to w jednym plecaku. I oto chodzi – ustawić umysł tak, aby być zadowolony z tego, co się posiada. Choć nawet i posiadanie nie jest konieczne – dla WJ liczy się doświadczenie, więc można być spełnionym korzystając z czegoś, czego formalnie nie jest się właścicielem (pomijając fakt, że temat „posiadania” to dość iluzoryczna działka).
To na tyle pokrótce, mógłbym w sumie pisać sporo więcej, np. ciekawe wyzwania pojawiają się wraz ze wzrostem stanu posiadania, ale naprawdę małą mam potrzebę pisania ostatnio...