Co prawda bardziej cieszy mnie przebywanie z żoną ale Niespodzianka
Inga
Mam wrażenie,że doskonale rozpracoewałaś Noxygena. Ale on juz nie wróci na Forum.
Witajcie znowu
Dwa zdania - dwie pomyłki. Nigdy nie zamierzałem ani nie zamierzam kontrolować żony. Nie znacie mnie. To raz.
Witajcie Moderatorzy
Zobowiązałem się żonie że więcej nie będę pisał na forum, to niestety nie będę.
Nigdy też nie napisałem że już tu nie wrócę. To dwa. Żona dała mi zgodę na napisanie posta, żeby nie było
Nie jestem hejterem, to nie osobista wycieczka Napisałem dla wyjaśnienia.
Ale w sumie nie od tego chciałem zacząć.
Najpierw chcę podziękować Panu Leszkowi, że zajmował się problemami mojej żony (trochę osobiście bardziej książkami), gdy mnie przy niej nie było. Teraz jednak przejmuję pałeczkę. Będziemy chyba musieli zacząć od wizyty u okulisty, bo chyba ma coś z oczami - widzi jakieś aury czy coś...
Szczerze przyznaję że nie traktowałem Was poważnie. To co piszecie czytałem pobieżnie i się nad tym nie zastanawiałem. Nie sądziłem że możecie rozwiązać jakikolwiek problem. Możliwe że się pomyliłem. Każda postronna osoba która czyta tu posty może postąpić tak samo. Nie brać serio ludzi którzy tu pisują. Ba, nawet po przeczytaniu posta Amelki w wydaniu Amelki2 uznałem ją za jedyną normalną na tym forum. Choć popadła ze skrajności w skrajność. Ale życzę jej jak najlepiej. Wam zresztą też. A teraz inna postronna osoba może uważać piszących na tym forum ludzi za szaleńców. To i mnie. Ale może w tym szaleństwie jest metoda ?
To teraz opowiem Wam dalszy ciąg mojej historii…
Pierwszego posta na tym forum mi skasowano. Drugiego też. Szkoda że kolejnych już nie chcą. Po pierwszych dwóch żona pieprznęła drzwiami i powiedziała że więcej nie wróci. Byłem wściekły. Usiadłem przy komputerze i u wujka google znalazłem jak napisać pozew rozwodowy. Ale jak doszedłem do fragmentu z dzieleniem majątku stwierdziłem że nie będzie hop-siup. Ale potem było jeszcze gorzej – wniosek o przyznanie opieki nad dziećmi. Tego już nie byłem w stanie przejść. Przełączyłem się na forum i dalej wściekły zacząłem pisać trzeciego posta. Przy nim też nie obyło się bez edycji a potem pomocy Moderatora (btw mechanika forum pozwala na edycję posta przez 10 minut od jego napisania – jak macie zamiar zmienić zdanie to trzeba się uwijać - potem – kaplica). Potem były komentarze mniej lub bardziej konstruktywne, w międzyczasie żona wróciła – po uprzedniej rozmowie telefonicznej, poprosiłem żeby wróciła – i zaczęliśmy rozmawiać. Szło jako tako. A potem był post Ingi. Ten o Marsjanach (ten drugi Ci wybaczam). Tę książkę czytaliśmy sobie razem na naszym drugim czy trzecim weekendzie w górach. Jak to się stało że coś co nas łączyło i sprawiało że było tak fajnie znikło ? No i wymyśliłem razem z tym pozwem rozpieprzyłem swoje małżeństwo i poszedłem do żony zacząć od nowa. Nie wiem jak na to wpadłem dlatego też nikomu zasługi nie przypisuję ale od niedzieli przegadaliśmy więcej czasu niż od początku roku do niedzieli. Bez wyrzutów (no czasem się któremuś wyrwie) bez krzyku. Ustaliliśmy, że nie czujemy do siebie urazy za ostatnie sześć lat. Ba. Dziś to nawet przejeżdżałem koło kwiaciarni i nawet nie wiem kiedy kupiłem jej czerwone róże. I to bez okazji. Poprzednio to chyba zrobiłem tak z 10 lat temu. Zobaczyć znów uśmiech w jej oczach – bezcenne (a płaciłem VISĄ).
Znowu jesteśmy na początku swojej drogi. Wspólnej. Z pozytywnym nastawieniem, bez negatywnych emocji. Pewnie dlatego nam się uda.
Wszystkim pozytywnie zakręconym życzę stosunkowo udanego wieczoru.
Pozdrawiam.
Karol.