hej,
zastanawiam się, gdzie istnieje granica w poznawaniu się jeżeli chodzi o bardzo harmonijny związek. Ja taki mam, zastanawiam się nawet czy nie jest połówkowy. Ostatnio jest taka przestrzeń, przyciąganie, przepływ energii, że poczułam lęk o swoje ego, tożsamość - zaczęłam się zastanawiać co to będzie, gdy on się tak wiele o mnie dowie, zacznę go tak odczuwać w swojej aurze, przestrzeni. W mojej relacji coraz bardziej doświadczam stanów błogości, jedności czegoś co mnie przeraża - boję się rozpłynięcia w miłości, jedności, spokoju. Boję się, że mnie nie będzie.
Poza tym zastanawiam się, ile w związku powinno się zachować tajemnic, jednak harmonia wszystko wyciaga, wszystko co niewłaściwe i niezgodne ze mną - bardzo łatwo mi ze wszystkiego się zwierzać.
To było opisane w jakimś artykule Leszka, co się stanie gdy już takie osoby się spotykają. Może porusza to we mnie jakieś traumy prenatalne. Wiem, że partner mi tego nie zrobi, ale chyba boję się, wykorzystania wiedzy o mnie, świadomości jaka jestem. Zaczęła mnie przerażać tantra, taka z prawdziwego zdarzenia, z medytacją. Ogólnie kontakt z partnerem to błogość i spokój na sercu, jedność - a mnie stresuje co będzie jak mnie tak pozna, że nie będę mogła tego kontrolować.
Nie wiem, może coś wymyślam ale kojarzy mi się to z lękami, jeżeli chodzi o powrót do Boga, strach przed zniknięciem w jakimś niebycie, zapomnieniem o sobie. U mnie zawsze było czarne albo białe - albo mówię o wszystkim albo o prawie niczym, albo wtapiam się w relację, albo traktuję ludzi powierzchownie.