Tyle pięknych słów o miłości wokoło.
Tyle tęsknoty za miłością wielką, doskonałą, wieczną...
A ja nie widzę powodu, żeby kochać. Nawet mi sie po prostu nie chce kochać.
Bo nie ma powodu by kochać, powody podaje mental.
Masz prawo nie chcieć .
Tak samo jak ktoś ma prawo przyglądając się obcej osobie na ulicy stwierdzić- ale fajny człowiek! I ni z tego ni z owego życzyć mu dobrze wcale się nie odzywając i iść dalej. Czy to miłość? Może raczej raczej życzliwość bez oceny.
Czy jest możliwym zdefiniować ją? Radość, czułość, dobroć, przytulenie wad i zalet, widzenie prawdy, ale też potrafi ryknąć jesli ma kogoś ratować czy to już miłość? Czy to właśnie ona?
Mam w głowie takie przekonanie, że kiedy kocham słaba jestem wtedy choć nie wiem czy to co czuję to miłość

nigdy nie lubiłam dzieci , pewnego razu siostrzenica złapała nagle malutką dłonią moją i nie patrząc na nic ani , że jest umorusana ani na ludzi, czy wypada czy nie, ani na moją niechęć, lęki, złapała i pobiegłam z nią , stało się coś czego do dzisiaj nie mogę nazwać słowami. To też musiało mieć związek z miłością, z czym większym a tak bardzo nie chciałam i do dzis nie cierpię dzieci a to ono rozpęknęło (fajne słowo

) we mnie coś i poszło sobie. A ja zostałam jak ten osioł w szoku siedząc na trawie, patrząc na swoje łapy niczym po lsd (nie brałam ale tak mi ię skojarzyło) i nic już nie było takie samo i nadal czułam się słaba wtedy bo odpadła część skorupy ale to osłabienie dało też siłę.
A te wielkie porywy miłosne owiane czymś tam oczywiście, że istnieją ale najpewniej zaczynają się od drobiazgów , które rosną w siłę na miarę legendy. Pisała ta , która nie ma pojęcia o tej cholernej , oklepanej miłości . No bo serio nie mam pojęcia.
I nikt mnie do niej nie zmusi ani ja nikogo nie bede zmuszac.
Siebie nie będę. Bo to nie będzie miłosć.