Autor Wątek: Tworzenie związku, znalezienie właściwej osoby  (Przeczytany 149002 razy)

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-01-31, 16:05:01 »
Cytuj
Jak się ma opory i lęki przed idealnym związkiem to nic tak nie pomaga jak samo jego zakosztowanie :)

  :)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-01-31, 14:24:03 »
Laka

Mamy chyba różne definicje połówek :) Dla mnie połówka to osoba, która jest dla mnie idealna na teraz, pod każdym możliwym względem. Nie ktoś z przeszłości, nie ktoś kto kiedyś był idealny. Nie ktoś, kto ma "tylko" idealną harmonię serc czy energii. To jest ktoś, kto jest po prostu kompletnie i całościowo dobrany do mnie z wzajemnością.

I to nie znaczy, że jesteśmy klonami czy coś, ale po prostu z naszego wspólnego bycia razem nie wynikają żadne sprzeczności z naszym Najwyższym Dobrem, prawdziwymi celami, potrzebami i marzeniami wypływającymi z serca (a wręcz przeciwnie - często to się wspiera nawzajem, a w najgorszym razie jest neutralność). Dla mnie niedopasowanie życiowe (realne, a nie pozorne, wynikające z obciążeń) automatycznie wyklucza nazywanie danej pary połówkami.

Zresztą powiem prościej - jak ktoś ma niedopasowane do Ciebie cele życiowe czy sposób bycia czy cokolwiek innego naprawdę ważnego - nie trać czasu na tą osobę, nawet nie nazywaj jej swoją połówką, niezależnie od tego jak by Ci pikawa nie tańcowała przy niej, bo tylko mieszasz sobie w głowie. Pamiętam z Twoich starych postów sprzed lat jak pisałaś o swoim pierwotnym połówku i jak się go mocno trzymałaś, nawet długi czas po rozejściu. I mam właśnie wrażenie, że masz/miałaś duży problem z trzymaniem się przeszłości, starych, dobrze znanych relacji. Podświadomość żyła przeszłością, próbując odtworzyć coś sprzed tysięcy lat, coś czego już dawno nie ma i nie będzie, bo zarówno Ty jak i Twoje stare towarzystwo zmieniło się nie do poznania poprzez własne, indywidualne doświadczenia. Każde poszło w swoją stronę i nie ma sensu ciągle próbować odtwarzać, to co się zna i za czym się tęskni. Ja wiem, że najgłębsza i najcudowniejsza pamięć prawdziwej miłości, ale jeszcze cudowniejsza jest miłość tu i teraz. A ta jest tworem ruchomym, żywym, zmieniającym się, więc ona nie znosi stagnacji i trzymania się przeszłości. Prawdziwa miłość wiąże się ze zmianami, z nowościami, ruchem, życiem. Trzeba więc pozwolić sobie odpuścić to co się znało i otworzyć się na coś nowego, to nie gryzie i nie ma się czego bać :)

Moja obecna partnerka to osoba, która najprawdopodobniej mi co najwyżej mignęła w kilku ostatnich wcieleniach, nie mieliśmy wcześniej nic wspólnego ze sobą, pochodziliśmy z kompletnie innych grup. I to jest super, bo w naszych starych, karmicznych grupach po prostu nikogo nie było sensownego do związku, mimo że znalazłyby się pewnie osoby z dużą harmonią serc czy energii.

Akceptuje też to, że np. w przyszłym wcieleniu czy za kilka wcieleń stwierdzimy, że chcemy pobyć sami albo z kimś innym. Może w dłuższej perspektywie nasze drogi się rozjadą, a może po prostu będziemy potrzebować innych doświadczeń. Obecne życie chcemy spędzić calutkie razem bo o tym marzymy i jest to dla nas ważny cel, ale też nie będziemy ze sobą przez wieczność. I to wszystko jest ok, nie musimy się przecież wiecznie trzymać razem nawet jeśli wciąż będziemy super dopasowani do siebie. Dlatego też trzymanie się osób nie pasujących pod jakimś istotnym względem to dla mnie kompletne nieporozumienie.

Sprawa jest prosta - jak ktoś jest dla Ciebie idealny to znaczy, że jest idealny :) Taka osoba już z samej definicji, nie będzie Ci w niczym wadzić, nie będzie Cię ograniczać czy unieszczęśliwiać Cię (choć oczywiście możesz to sobie sama robić poprzez tą osobę). Myślę, że to co ci piszesz o tym, że to nie ma znaczenia na wyższych poziomach z tym dopasowaniem to sztuczki Twojej pś, która kombinuje jak tu się trzymać starych, niedopasowanych ludzi. Dla mnie to stek bzdur. Dopasowanie życiowe jest cholernie ważne, zawsze, na każdym poziomie. Im wyżej jesteś, tym wszystko jest prostsze. Nie kompilujesz sobie życia zbędnymi relacjami, jak coś nie pasuje to ucinasz to szybko i bez zbędnych sentymentów, bo po prostu całą sobą czujesz że to nie ma sensu, ani dla Ciebie ani dla tej osoby.

A co do chcenia przy połówce - to u mnie to działa tak, że rzeczywiście będąc dużo szczęśliwszym i spełnionym, zeszło mi mnóstwo spiny na niezadowolenie ze swojego życie i kombinowanie jak je zmienić, ale nie poszło to w drugą skrajność. Wciąż mam swoje cele, zajęcia, wiele rzeczy robi mi taką czy inną różnicę. Może się mylę, ale to o czym piszesz, kojarzy mi się nieprzytomnością i odlatywaniem pod wpływem harmonijnych wibracji - coś na zasadzie, że jak już mam moją upragnioną harmonię (na poziomie serca, energii) to wszystko inne się nie liczy, tylko trzeba to chłonąć. Może to lęk przed ponowną utratą na zasadzie - muszę się tym nacieszyć w pełni póki mam, więc resztę olewam na maxa :D No, ale na pewno nie jest to do końca zdrowe, bycie z połówką powinno pomóc ugruntować się w rzeczywistości i działaniu w materii, a nie na odwrót ;) Ja wciąż odkrywam, że mogę coraz więcej i chce z tego korzystać. Dużo rzeczy chciałbym jeszcze w tym życiu zrobić, a chęci i zapału mam dużo więcej niż przed poznaniem połówki :)


Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-01-31, 13:28:53 »
Clint

Super to co piszesz, tylko czasem połowki moga byc niedopasowane życiowo.  Wiec moga miec inne cele na to życie. Choć wiesz mi przyszlo uświadomienie, ze to
zupelnie nie ma znaczenia. Ale nie pojmuję tego do końca. Choć myślę na wyższym poziomie nie ma, ale na poziomie drogi w jakiej jesteśmy , by żyć ze sobą to jednak ma.

Ja mam taki lęk zwiazany z połówką...że jak już jestem w towarzystwie tej osoby, to się rozpływa moje chcenie, mam poczucie kompletności, spełnienia i zaczyna być
wszystko inne nie ważne. Nie ważne co zjemy, gdzie pójdziemy. Co będziemy robić, bo mam poczucie że w pojedynkę, albo z kimś innym mogę robić niby cudowne rzeczy,
a i tak nie czuć takiego głębokiego spełnienia, blogości, szczęścia jak będąc przy połówce( nawet nie musimy rozmawiać). Więc dla mojej pś  te wszystkie ważne dla mnie, określające mnie  rzeczy które zwykle robię na codzień, cele, dążenia tracą na znaczeniu w jakości doświadczenia. Trochę to straszne:P
 
« Ostatnia zmiana: 2016-01-31, 13:33:35 wysłana przez Laka »

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-01-31, 13:16:24 »
Dzisiaj po modlitwach poddania tematu Bogu dotarło do mnie, że kluczem jest akceptacja...siebie. I nie chodzi o wbijanie sobie na siłe, że akceptuje, tylko zrozumienie, uświadomienie "jak to działa". Dla mnie ogólnie rozwój sprowadza się do uświadomienia "jak to działa":) To jest klucz, oczywiście wszystko inne jest po drodze, by własnie to pojąć. Że tylko to tak naprawdę ma sens, zaakceptować siebie, inaczej pogodzić się z sobą. Wtedy pojawia się zgoda, że zasługuje na miłość  TU i TERAZ, taka jaka jestem.
A co z tym idzie zasluguje na wsparcie, szacunek.  Wtedy człowiek uwalnia się świadomością ( i podświadomością) od uzależnienia od partnera bo doskonale jest zgodny z tym, że zasluguje. Wtedy też nie ma zabardzo miejsca na wchodzenie w toksyczne związki, bo jest się już poza tym. A nawet jeśli okazaloby się, że jesteśmy z nieodpowiednim partnerem, to automatycznie jest w nas pełna zgodna i oczywistość, że nic nie tracimy, gdy on odchodzi, a jesteśmy gotowi na odpowiedniego dla nas.
Co za komfort:D Poczucie bezpieczeństwa, swobody w wyrazaniu milosci i akceptacji. Taki paradoks :)
Odszedł mi konflikt wewnetrzny pt. " nie moge kochać siebie, bo wtedy nie dostane miłości od partnera, przestanie mi zależeć na nim i na tej miłości i związek przestanie mieć dla mnie sens, rozsypie się". Co za iluzje, żyjemy w tych iluzjach, lękach, oporach, a Rzeczywistość jest taka fajna, prosta, bezpieczna i doskonała :)

Jeśli chodzi o akceptacje, to ważnym elementem jest zaakceptowanie siebie w kontekście swojej drogi w materii. U mnie np jest akceptacja duzą harmonii wibracji, ale już
harmonia( wolę slowo zgodność , bo moja pś lepiej je rozumie,a harmonie to kojarze z harmonią kolorów czy kształtów;P) w materii, to jakaś abstrakcja dla mojej pś.
I duży ból, że są te połówki, ale ciągle jakby za szybą zbudowaną z tych materialnych aspektów. Poczułam, ze ważnym elementem jest wlasnie zaakceptowanie siebie
właśnie w kontekście materii, tzn swojego upadku...świadomości oczywiście( mi wywalało poczucie winy i niegodności wobec połówki, że zeszłam, a on został, co ciekawe z inną połówką było odwrotnie ;)) Pogodzić się z sobą czyli zaakceptować swoją obecną drogę rozwoju, swoje obecne cele i zainteresowania, potrzeby. To że ma się takie a nie inne uwarunkowania. Miałam jakieś takie dziwne oddzielenie siebie tej prawdziwej od tego czym jestem w materii. Coś jak przekonanie, ze ta materia do tylko iluzja, ona
nie jest ważna, jestem tu na chwile i słyszałam o tym, że to obciażenia upadkowe, ale mimo to wewnętrznie czułam, że to prawda. Bo to jest prawda! :) Gdy wchodzę w medytacje, to pokazuje mi się, ze to wszystko są iluzje, że tak naprawdę to w mojej relacji te wszystkie nasze zainteresowania, chciejstwa, cele nie są ważne, że nie jesteśmy tym. To tylko taka gra, formy, zachcianki. One są malo ważne.
I tak i nie.
Tylko że... weszliśmy w pewną strukturalność jaką jest materia między innymi. Dziwne  mieć poczucie wręcz na codzień, że jest się w czymś takim, czuć jednocześnie ten gradient, taka natuaralna strukture różnych rzeczywistości. To może momentami stwarzać poczucie konfliktu wewnętrznego, rozdarcia, dopóki nie ma sie przerobionej podświadomości.
Trzeba zaakceptować siebie na każdym poziomie tej struktury w jakiej jesteśmy. Czyli także materii, astralnej i nie walczyć a zrozumieć jej prawa i zgodnie z tym działać.
Aż do momentu wyjścia poza. Mi się to wydawało tak błache, że nie chciało mi się przywiązywać do tego wagi, a jednak póki się w czymś jest to warto współpracować z tą przestrzenią, a nie sie jej opierać. A nieakceptacja swojego przejawu w tym skutkuje niezgodą na bycie kochanym i spełnionym w związku właśnie w tym momencie życia
w który jesteśmy i pś czekanie na to po oświeceniu( czyli wyjściu ze sfery materialno, astralno mentalnej). Wg mnie każdą z tych sfer trzeba zaakceptować, pojąć i wyjść poza:)

Jeszcze w temacie celów mi przyszło, że nasze zainteresowania mają często głębszy sens, dusza chce cos przejawić w tym świecie, jest coś takiego chyba jak "misja duszy". Ale nie chodzi i misję w sensie poświęcenia się dla kogoś, a raczej przejawienie jakieś wysokiej jakości dla dobra innych istot, np Gaji, w zgodzie z sobą, z Boskiej inspiracji. Takie Boskie działanie. To może się przekładać w materii na konkretne zawody, ale cel jest bardziej abstrakcyjny np szerzyć energię radości. To jest jak Boska esencja którą ma się w sobie, takie ziarenko- wibracja którą wręcz jesteśmy jako istota.
I dusze to rozumieją.
Teraz widzę to też tak, że związek jest jednym z elementów które dusze chcą doświadczyć, przetransformować w świadomość, ale są też wyższe cele ;) Jak rozwój.

To zabawne bo z jedną moją połowka nie mam karmy,a  nasze dusze w milości dogadały się, że sobie pomogą. Wzajemnie będą się wspierać w rozwoju. I tak to spotkanie
jest poukładane. "Choć pokażę Ci co mam, a Ty mi pokaż swoje i się od siebie nauczymy". Czasem to pokazywanie nie jest miłe, nie dlatego że robimy sobie krzywdę, tylko jest bolesne dla osoby która blokuje coś w sobie, a ta druga to przejawia. Mam takie poczucie jakbyśmy wzajemnie troszczyli sie o siebie jako dusze. " Jak Ci idzie?"," Na jakim jesteś etapie?", " A może coś Ci pomóc?" " Wywala Ci? A to dobrze, uzdrowi się  :D".
Wzajemna nieskończona miłość, wsparcie są ważniejsze niż zwiazek partnerski.

Clint

Dziękuję za posta, " z nieba mi spadłeś" bo pare dni temu chcialam Cię wypytać trochę w tym temacie, chodziłeś mi po głowie, jako osoba do której powinnam się zwrócić.
W końcu tego nie zrobiłam, a sam sie pojawiłeś :)


furyah

  • Wiadomości: 571
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-01-31, 12:11:07 »
Clint, dzięki:) Jak czytam Twoje wypowiedzi to jestem coraz bardziej pewna że chcę spotkać mojego połówka.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-01-31, 11:32:56 »
Laka

No ja z moją połóweczką spotkaliśmy na takim etapie życia, gdzie byliśmy wciąż jeszcze mocno obciążeni naprawdę ciężkimi dzieciństwami, o karmie z poprzednich wcieleń i czy typowo bliskościowo-związkowych obciążeniach już nie wspominając. I jak się zaczęły odpalać kolejno te wszystkie rzeczy to momentami było naprawdę ciężko, ale wiesz co? To byłą jedna z najlepszych rzeczy jakie mnie spotkały. A to dlatego, że to co się działo, to nie była bezmyślna destrukcja i zniszczenie, to była PRZEOGROMNA moc miłości, która zaczęła nas wypłukiwać z taką intensywnością, że szkoda gadać. I w efekcie wyszły ze mnie takie części mojej osobowości, o które się nawet nie podejrzewałem, bo wydawało mi się że ze mną już nie jest tak źle, że sobie sporo pooczyszczałem.

A to było zwykłe oszukiwanie się. Przerobiłem swoje przez te 4 lata przed spotkaniem połówki, ale to wciąż był wierzchołek góry lodowej. I gdybym był wciąż sam, to do tej pory większości tych rzeczy bym pewnie nie tknął. I może było momentami strasznie, dramatycznie i ciężko, ale kurcze nie żałuje niczego. Było na tyle ciężko, na ile walczyłem z przyjęciem miłości w miejsce tych wszystkich obciążeń i nie wiem czy istnieje jakakolwiek inna metoda, żeby ogarnąć takie rzeczy w tak ekspresowym tempie, po za właśnie rezonansem dwóch idealnie dobranych do siebie serc, które się nawzajem tak bardzo kochają.

Kiedyś wyczytałem w artykule o upadku świadomości, że niektóre UA odnajdywały w ten sposób skutecznie drogę do Boga - poprzez rezonans podnosiły wibracje w dość szybkim tempie. I rzeczywiście coś w tym jest - my nawet jak w danym czasie nic świadomie nie robimy ze sobą, to cały czas idziemy w górę - ciągle coś przychodzi samoistnie co nas nieustannie rozwija, inspiruje, otwiera na to co najlepsze. Nie da się nie czuć tej energii, która Cie ciągle wypycha w górę.

Cena za to była taka, że trzeba było przejść przez najkoszmarniejsze części swojego wnętrza i się z nimi skonfrontować, ale było warto i gdybym musiał to bym to powtórzył bez mrugnięcia okiem.

Nie ma co się bać tych wysokich wibracji, to jest najlepsza rzecz jakiej kiedykolwiek doświadczyłem i nie zamieniłbym tego na nic innego.

I nie ma żadnych wymagań co do tego, aby spotkać swoją połówkę - wystarczy naprawdę szczera chęć i otwartość. Wcale nie trzeba przerabiać swoich obciążeń na sucho, z kochającym partnerem jest dużo szybciej i lepiej! A to dlatego, że prócz swojej własnej pracy, macie ten rezonans miłości, którą spory kawał roboty robi za was. Dlatego też nie polecam odwlekania tego w nieskończoność.

Nie musisz Laka przerabiać teraz nie wiadomo czego. Co do np. bezpieczeństwa - ja miałem takie lęki przed fizyczną bliskością, że na samym początku za każdym razem jak partnerka dotknęła niespodziewanie moja brzucha - to aż podskakiwałem. Nie wiem jak długo bym to przerabiał orając samotnie sesje regresingu i afirmacje - na żywo z partnerką wystarczyło dosłownie kilka spotkań pełnych czułości i przeszło jak ręką odjął :)

Jak się ma opory i lęki przed idealnym związkiem to nic tak nie pomaga jak samo jego zakosztowanie :)

Doktor-X
Tak się ma, że jak partnerzy doświadczają razem głębokiej miłości to siłą rzeczy zaczynają czuć, że przywiązania nie są do niczego potrzebne, bo są sztuczne i tylko ograniczają tą cudowną miłość - odpada więc to samoistnie. A jak się już taplasz w tej miłości to dociera do Ciebie że zasługujesz na wszystko co najlepsze tak po prostu, kompletnie bezwarunkowo więc tym bardziej zanika potrzeba przywiązywania się do czegokolwiek.

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-01-31, 10:14:00 »
No brzmi konkretnie. Zastanawiam się od jakiegoś czasu jak się ma uwalnianie od przywiązań do takiego głębokiego zjednoczenia z partnerem.

BlueEyes

  • Gość
[#]   « 2016-01-31, 09:44:04 »
Wydaje mi się to takie znajome. Jakby było coś subtelnego w tym, nieuchwytnego. Nie jest to wzorzec czy intencja, jest to bardziej pewne tło, tło które z jednej strony wydaje się nam podstawowe i takie nasze i swoje, z drugiej nadaje ono nienaturalny rytm naszemu życiu, temu co czujemy i jak odbieramy świat, więc zarazem temu jak bardzo możemy się otworzyć, czy przejawić. Rytm który wydaje się jak najbardziej naturalny i logiczny, a w tym samym czasie, gdyby nie on moglibyśmy być dużo bardziej szczęśliwi przecież. Paradoks. Koan.


Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-01-31, 00:34:32 »
Doktor-X

To co napisałam poniżej  to postrzegam jako mój temat do uzdrowienia, że czegoś nie pojmuję nie rozumiem " jak to działa" i stad mam takie przekonania.
Lęki przed bliskością generalnie.

Nie pamiętam, czy tak pisałam:) To nie tak, ze seks się znudził, myślę że nadal ma potencjał :D Tylko potrzeba odpowiedniego partnera i dla mnie podejścia tantrycznego
do tematu;)
Jeśli chodzi o potrzebowanie partnera, to mhhh dobrze mi bez partnera, ale czuję że z partnerem jest lepiej :D Nawet bym powiedziała, że duuużo lepiej.
Tylko trzeba mieć poukładane w temacie. 
Na razie tak wysokie wibracje jakie mam w przepływie z połówką trochę mnie przestraszają,  w pewnym momencie poczułam
w sesji tak silny lęk na pomysł bycia w spełnieniu z połówką, że mnie telepało z zimna i tego lęku całą sesje. Chodziło o tą mega harmonie, otwartość tej osoby i spełnienie, a także ogromną transformację jaka by się mogła dokonać w nas obojgu, czyli w moim odczuciu oznaczałoby to puszczenie bardzo wiele z ego, z własnych zaślepień i ograniczeń, przekonań, wyobrażeń.
Z podniesieniem bardzo wibracji, podniesieniem świadomości a nawet rozpuszczeniem ego w miłości. To był chyba lęk przed śmiercią, śmiercią ego i ogromne poczucie niegodności w przepływie miłości w sercach, takiej, że tak to nazwe "jakby sam Bóg mnie kochał" , zjednoczenie w energii czystej miłości, poza wszelkimi ograniczeniami. Coś niesamowitego. Jak doświadczenie bycia dotkniętym przez Boga.
To coś o wiele lepszego od bycia samemu:) No i cudownie jest czuć tą drugą osobę w jedności z sobą, widzieć siebie, swoją esencje, prawdziwą naturę w jej/ jego oczach.
Czuć jaka to cudowna energia, istota, jaka piękna, a zaraz zdajesz sobie sprawę, hej ja też dokładnie taka jestem :D

Pracuję nad godnością i bezpieczeństwem :) By sobie w pełni na to pozwolić.

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-01-30, 17:52:45 »
No dokładnie Laka.
A czy to przypadkiem nie ty pisałaś kiedyś że niepotrzebujesz już partnera i seksu bo seks się znudził a to co mógłby dac partner sama już potrafisz sobie dać ? Chciałbym dojść do takiego poziomu, może z pominięciem seksu :)

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-01-28, 10:59:59 »
Ja mam tylko jeden taki problem w związkach z ludzmi, partnerem. Taki główny, który trudno mi przeskoczyć, by być w bliskości i akceptacji.
Chodzi o to, że się ciągle asekuruje, bo mam przekonanie,  że moje bezpieczenstwo w związkach
polega na tym by w odpowiednim momencie nie dopuścić to siebie blisko kogoś kto okaże się szkodliwy, czy toksyczny dla mnie. Że gdy już jestem blisko w jakiejś relacji z taką osobą, bo np nie dostrzegłam jakiś jej negatywnych intencji( mogla ich nie przejawiać, ale byly w jej pś) to już moj
błąd i teraz pozostaje mi konsumowanie skutków, czyli negatywnych zachowan tej osoby.
Potem sprowadza sie to do tego, że przecież nikt nie jest doskonały, każdy ma jeszcze jakieś nieczyste intencje które moze przejawić więc lepiej trzymać na dystans, nie wchodzić w związek partnerski.  Bo prędziej czy  później przejawi to wobec mnie. A wtedy mogę mieć pretensje tylko do siebie... że weszłam w to. I w drugą stronę to oczywiście działa, dopóki nie jestem super oczyszczona, czy nawet oświecona to ja mogę szkodzić komuś będąc z nim w zwiazku.
To jakaś paranoja... Przecież ludzie znajdują fajnych dla siebie partnerów i są w bardzo dobrych związkach będąc na całkiem cięzkim etapie życia, nawet wtedy gdy mają mocno jeszcze nie poukładane z sobą i w wielu  sprawach.

Sylvia

  • Wiadomości: 2 128
  • Płeć: Kobieta
    • www.sylwiawolf.com
  • Sylwia A. Tender Wolf - terapeuta, trener EFT, Instruktor Theta Healing, Regreser, Matryca Energetyczna, Bars, więcej www.sylwiawolf.com Artykuły: http://www.ezosfera.pl/sylwiawolf/artykuly
  • Status: Ekspert
[#]   « 2016-01-28, 10:38:01 »
Laka:)

Już było, ale warte przypominania:

Najbardziej typowymi cechami osobowości zdrowej w ujęciu A. Maslowa (za: Pytka) są m.in.:

Realistyczna percepcja rzeczywistości.
Akceptacja siebie, innych i otaczającego nas świata.
Spontaniczność, prostota i naturalność w stosunkach z innymi.
Prospołeczność, altruizm.
Zdrowy dystans wobec rzeczywistości – potrzeba intymności, prywatności.
Poczucie autonomii.
Zdolność do przeżywania szczytowych stanów, olśnień i ekstaz, radości;
Pozytywne nastawienie do innych.
Zdolność do wchodzenia w głębokie związki z innymi (wymagające zaangażowania emocjonalnego).
Kreatywność.

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-01-28, 10:30:20 »
Sylvia

Dokładnie :)

Sylvia

  • Wiadomości: 2 128
  • Płeć: Kobieta
    • www.sylwiawolf.com
  • Sylwia A. Tender Wolf - terapeuta, trener EFT, Instruktor Theta Healing, Regreser, Matryca Energetyczna, Bars, więcej www.sylwiawolf.com Artykuły: http://www.ezosfera.pl/sylwiawolf/artykuly
  • Status: Ekspert
[#]   « 2016-01-28, 10:25:28 »
Zamiast kompromisu może być intencja Najwyższego Dobra i odpuszczanie tego co jest zachcianką z ego z obu stron.
Jeśli dla kogoś kompromisem jest przykładowo bycie akceptującym, miłym, wspierającym i szanującym w związku oraz pozytywne nastawienie, to problemem nie jest temat kompromisu tylko niedojrzałej osobowości.

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-01-27, 18:29:56 »
Kompromis w związku.

Kompromisy są pewnym rozwiązaniem ale chyba tylko na krótko. I zależy czy dotyczą kwestii zasadniczych, czy popierdółek.
Na dłuższą metę ci, którzy na nie idą mogą się czuć pokrzywdzeni, oszukani.
Można więc popracować nad poprawą związku - lecz terapia może być żmudna. A jej efekt nieprzewidywalny.
Można sie też po prostu rozejść. Wyciągnąwszy uprzednio odpowiednie wnioski z doświadczenia.