Chyba masz racje chociaz ja jeszcze do konca nie uswiadomilem sobie tego wlasnie ale intuicyjniewyczuwam, ze wlasnie to jest mniej wiecej to, co piszesz. Rzeczywiscie, te wszystkie kobiety pokazywaly mi to, od czego ja usilnie pragne sie uwolnic, uciec i to mi sie nie udaje. Czyli ze ucieczka jest zla? A wiec co w miejsce ucieczki? Bo od rodzicow nigdy nie poczulem takie cisnienia, ale od spoleczenstwa, od ludzi z poza domu juz tak i to sporo. Czuje sie tym mocno przytloczony. Tymi wzorcami.
Z ta akceptacja jest taki myk ze ja teraz czytajac uswiadomilem sobie, ze wewnetrznie boje sie zaakceptowac taka sytuacje bo boje sie zostac sam. Ze boje poczuc sie komfortowo samemu ze soba w takiej sytuacji, bo gdzies glebiej pojawia sie lek przed samotnoscia zwiazana z takim trybem zycia. Czyli by wychodzilo na to, ze sam sabotuje sobie taka droge bo glebiej jednak nie chce skazywac siebie na samotnosc prowadzac takie zycie a z drugiej strony odczuwam potrzebe takiego zycia. I nie wiem miedzy czym a czym jest konflikt.
Z tym byciem luzakiem to tez nie podoba mi sie to okreslenie bo kojarzy mi sie z takimi niedorosnietymi chlopcami co ciagle sie buntuja a ja po prostu odczuwam nieskrepowana potrzebe zycia z tego, co sam stworze, wyprodukuje, zrobie. No ale jak w kazdym wolnym zawodzie czasem tej passy nie ma i wtedy rzeczywiscie ciezko jest o pieniadze tylko z takiego zawodu. Ale za luzaka sie nie uwazam, mysle ze mam w jakims stopniu emocjonlana dojrzalosc i swiadomosc wyborow.
Może być też tak że takie życie jakie teraz wiedziesz jest do ciebie nie do zaakceptowania i samemu ci w tym niewygodnie i wtedy kobiety będą ci to potwierdzały.
Nie tyle nie do zaakceptowania tylko powtarza sie znowu wewnetrzny konflikt miedzy tym jak chce zyc (pragnieniem) a swiadomoscia konsekwencji (czyli ze jesli wybiore zycie zgodnie z moimi pragnieniami obawiam sie ze strace to na czym mi rowniez zalezy czyli np. mozliwosc wejscia w relacje czy jakis dla mnie okreslony standard zycia, pewne mozliwosci itd.).
Jedno jest jednak pewne - nie możesz dać nikomu ani kobiecie ani komukolwiek poczucia bezpieczeństwa, może jakiś substytut na krótką metę w postaci pieniędzy ale nawet jak byś był bardzo bogaty i dawał kobiecie która nie czuje się bezpiecznie tą kasę to ten brak poczucia bezpieczeństwa przeniesie się na inne sfery jej życia - może stać się paranoicznie zazdrosna albo stale bać się o ciebie jako gwaranta bezpieczeństwa. Nikt i nic nam nie gwarantuje bezpieczeństwa ani państwo ani żadne ubezpieczenia. Ludzie byli bogaci i stracili wszystko w wyniku upadków banków, byli ubezpieczeni i nie dostali odszkodowania bo coś nie zgadzało się w papierach. Poczucie bezpieczeństwa bierze się z naszego wnętrza to praca duchowa jaką wykonujemy na Ziemi sami i nie możemy wykonać jej za kogoś innego i mu tego ofiarować nawet jak byśmy tą osoba szalenie kochali.
Zgadzam sie z tym, co napisalas. Ja tez nie do konca czuje sie bezpieczny ale nie chcialbym swiadomie juz obciazac drugiej osoby takim ciezarem.
Może kiedyś chciałeś komuś kogo kochałeś dać poczucie bezpieczeństwa, może cały czas wierzysz że ci się to uda ale jedyne co możesz zrobić to znaleźć to w sobie i podzielić się z nią tym co sam zrozumiałeś a resztę ona musi zrobić sama.
Tak wlasnie bylo. Probowalem ale zostalo to odrzucone.