Ileż tu pomysłów na związki?
Kiedyś kobiety mówiły,że wystarczy, by facet był "bardziej przystojny od diabła". I dodawały, "byle tylko nie bił".
Dziś czasy się zmieniły, ale ludzi z niskim poczuciem własnej wartości jest sporo. I nie wiadomo, kiedy się uda im uwolnić od przymusu pokutowania za jakieś grzechy z przeszłości. W związku z połówką trudno karać się i pokutować. Choć karanie połówki może już wychodzić całkiem skutecznie, szczególnie przy silnych hipnozach antypołówkowych.
Ponieważ NASZ świat funkcjonuje wg bardzo prostego mechanizmu:
1 Podobne przyciąga podobne
2. Intencje się dogrywają
to na różnych etapach rozwoju świadomości możemy harmonizować z innymi osobnikami i dogrywać się z nimi intencjami.
Wczoraj odreagowywałem klientowi klątwy, które narzucała mu odchodząca połówka, m in., "żeby się udławił tym rozwojem duchowym" (co było najłagodniejsze).
Osoba, która czuje się niegodna, której nie chce sie dorównać w rozwoju partnerowi, czuje się coraz gorzej z jego rozwojem. Trzeba wtedy podjąć decyzję o rozstaniu i znaleźć sobie kogoś na równym sobie poziomie RD i o podobnych intencjach, a także celach związku.
Cele związku są ważne. Kiedyś na ćwiczeniach podczas warsztatów, facet kreował sobie sprzęt muzyczny i dużo płyt CD. W tym czasie jego partnerka kreowała sobie szynszylę, która będzie zasypywać piaskiem jego cenne płyty. Czy myślicie, że długo z sobą wytrwali?
Seks też jest ważny, choć przy harmonii biopola i ogólnej, może być i tak, że wystarcza sama obecność, nawet niekoniecznie wyrażana przytuleniem. Jednak w pewnym wieku organizm rządzi się prawami innymi niż by to chcieli asceci
Harmonia jest stała tylko wówczas, kiedy obie osoby stoją w tym samym miejscu, albo kiedy harmonijnie się rozwijają. A to drugie zdarza się rzadko, szczególnie jeśli w związku znajdą się osoby obciażone choć minimalnie indywidualizacją.
Wiele osób widzi, że mogą dobrze funkcjonować bez związku. To zazwyczaj karmiczni asceci. Albo ofiary patologicznych czy uzależnionych rodziców. Po prostu, boją się i starają tak żyć,żeby nie doswiadczać tego, co robili ich rodzice.
Ja stoję na stanowisku, że jeśli ma mi być w związku gorzej niż samemu, to nie chcę (ach, poznałem wspaniałą połówkę, jednak chorobliwie zazdrosną, więc została skreślona na "dzień dobry"),
A jeśli mi może być w związku lepiej niż samemu, to czemu nie?
