Spostrzeżenia po trzech miesiącach bez cukru

Nie jest tak, że zupełnie go nie jem. Pojawia się najczęściej w postaci kawałka czekolady, tak samo, jak pieczywo. Też sporadycznie. I szczerze mówiąc, to bardziej oczy by jadły, bo smak i węch mam tak wyostrzony, że wyczuwam wszelkie sztuczne dodatki i polepszacze. I nie jest tak, jak mnie tu ostrzegano, że w pewnym momencie nastąpi kryzys i wrócę do opychania się słodyczami - nic takiego nie nastąpiło. A nawet pojawił się efekt odbierania przez organizm cukru jako substancji toksycznej.
Strasznie to co prawda czasochłonne (i droższe od standardowej diety), ale samopoczucie tak fantastyczne, że warte tego dodatkowego wysiłku. I o ile łatwiej i przyjemniej ćwiczyć, kiedy jest się lżejszym i czuje się pracę mięśni i stawów, a nie przelewającą się oponę na brzuchu
