Matek,
Spoko, moge opowiedziec co nieco, mi to osobiscie nie szkodzi, chociaz niektore osoby o slabszych nerwach i wysokiej wrazliwosci pewnie to poruszy.
Z drugiej strony, niewiele osob widzialo to co ja widzialem, wiec moze wypada sie tym podzielic?... Piewsza rzecz, rzeczy mialy miejsce wsrod Aborygenow polnocnej Australii. Nie wiem, jak zachowuja sie natywni indianie w obydwu Amerykach, ale przypuszczam ze nie ma duzych roznic...
Bylismy na weekendowym kempingu, ktory zaczal sie tradycyjnym przejsciem z siedziby w glebi ladu nad morze. Ja + kilku innych bialych, i okolo 50 Aborygenow. Wszystko w ramach programu edukacyjnego – aby zachowywac tozsamosc kulturowa, glownie. Spoko. Ten spacer nad morze wiodl przez tropikalny las, dlugosc okolo 10 kilometrow, w grupie spory rozrzut wiekowy, od kilkuletnich dzieci do starcow. Szlaku rzecz jasna jako takiego nie bylo – po prostu szlismy przez las + nieco zalane moczary w jakims kierunku, dokladnie wowczas nie wiedzialem gdzie. Poki co, poza zalanymi w trupa butami, nic nadzwyczajnego, ot spacer po dzikim terenie. Tez spoko.
W pewnym momencie uslyszalem halas, i wokol starego pnia drzewa zebrala sie grupa Aborygenow, glownie dzieci, cos wykrzykujac w lokalnym jezyku. Podszedlem nieco blizej i zobaczylem w dziurze w ziemi schowana echidne (cos w rodzaju jezozwierza, tyle ze natywnego dla Australii). Przymierzam sie aby zrobic fotke, i przez wizjer aparatu widze, jak do tej dziury wpada z impetem metalowy pret, walac w zwierze gdzie popadnie. Ze zdziwieniem podnosze glowe, a tam mloda, tak na oko nie wiecej niz 12 lat dziewczyna, zaczyna tluc to zwierze gdzie sie da. Pret byl niestety tepy, i jakos nie bylo efektu, wiec ktos wyciagnal zwinieta w kulke echidne na plaski teren, po czym grupka dzieciakow zaczela rzucac w nia kamieniami, na przemian dalej tlukac tym metalowym pretem. To tez nie dalo efektu i nie ubilo zwierzecia, wiec starsza aborygenka chwycila wiekszy kamien, odsunela dzieci, i zaczela rytmicznie uderzac zwierze, az pojawila sie krew i wydawalo sie, ze jest ono juz martwe. Wyciagneli jezyk, zawiazali na nim supel, po czym wrzucono je do plecaka jakiejs nieco starszej, kilkunastoletniej dziewczynie. Calosc obserwowal tlum okolo tuzina dzieciakow, ktorzy byli strasznie podeskcytowani tym znaleziskiem jak i widowiskiem. Kolce echidny przebily przy okazji delikatny material plecaka i wystawaly nieco na zewnatrz, ku dalszej uciesze tlumu. Trwalo to moze kilka minut. Kiedy zwierze zostalo juz zapakowane, na odchodne jeden z dzieciakow rzucil do mnie, z usmiechem na ustach, slowo „kolacja”, i wszyscy ruszyli w dalsza droge. Kolezanka, ktora to widziala, opisywala mi pozniej, ze kiedy wieczorem na obozie rozpalono ognisko, echidna jeszcze zyla i ruszala sie gdy wrzucano ja na ogien... no, nikt sie tym specjalnie nie przejal...
To byl poczatek. Pozniej, mlody Aborygen uczyl mnie, jak jest ostrygi, inni mlodzi chlopcy zaciagneli mnie ze soba na polowanie, gdzie chodzac z wloczniami 2x wiekszymi od nich samych, upolowali plaszczke na kolacje i ubili kilka innych ryb. Przy okazji pierwszej ryby (ktora zaraz wyrzucono) zapytalem, dlaczego? Jeden wytlumaczyl mi, ze ryba jest trujaca i nie zamierzaja jej jesc. Ktos (przypuszczam starszy) upolowal malego rekina... fajne zdjecia mam, gdzie grupa dzieci trzyma go w rekach przed soba, znowu, z usmiechem na ustach.
Dopiero kilka dni pozniej, jeden z organizatorow wytlumaczyl mi, ze pozwalaja dzieciom ubijac cokolwiek im wpadnie w rece, aby przyzwyczajac je do zabijania, polowania i poslugiwania sie wloczniami, pozniej tez bronia, itd.
Przy innej okazji, bylem na polowaniu z kilkoma starszymi Aborygenami. Wlasciwie, to nie do konca bylo to polowanie, ale nie moge zbytnio o tym mowic w szczegolach, to polowanie nie powinno sie w ogole wydarzyc

Padl jeden kangur, powalony strzalem z 50m w glowe. Najlepiej jednak opisalbym to, porownujac to do polujacego kota: widzial ktos polujacego kota? Aborygeni, kiedy polowali, wygladali niemalze identycznie – nigdy nie widzialem takiego czegos, nawet u bialych mysliwych; oni po prostu zamieniali sie w polujace istoty, zwierzeta?...
Najciekawsze w tym wszystkim: zero poczucia winy, zero wyrzutow, zero skrupulow, zero czegokolwiek, co normalnie widzialbym u bialych, obserwujacych takie cos. Polowanie i zabijanie naturalne jak oddychanie... Trudno to opisac, trzeba przezyc samemu...