Autor Wątek: Ja prawdziwy  (Przeczytany 8739 razy)

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-09-18, 12:41:59 »
Ja mam też z tym problem. Od dawna wywala mi po relaksie cos co nazywam wścieklizną;p Wydawało mi się też że mam takie wzorce, że każdy regreser spojrzałby na mnie ze zdegustowaniem. W (nielicznych niestety) sesjach wychodziły wzorce, któe jednak aż tak straszne nie były. Może dlatego, że na razie się do tych najwredniejszych nie potrafiłem przyznać.

No coż, trzeba zaakceptować, że w kreacji mentalnej NIE MA OGRANICZEŃ i w procesie odsuwania się od Boga mogliśmy popaść w rzeczy dziwne. Bo jesteśmy naprawdę kreatywni również w negatywnym sensie.

DLa mnie Clint możesz sobie mieć takie obciążenia i je odreagowywać przy mnie;p
 Niby też wiem, że zasługuję na to samo


Wydaje mi sie że to jest coś na bazie nieuzdrowionej relacji z Bogiem, nieprzebaczenie czegoś albo Bogu albo sobie w relacji z Nim. Jak się zaczęliśmy nakręcać na tej bazie to zaczęły się pojawiać coraz większe głupoty aż co pełnego ześwirowania :-(

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-09-18, 10:27:55 »
Trochę mi to zajęło czasu, ale z takim ogólnym niezadowoleniem z siebie z powodu pierdół, przejętym do rodziców w miarę sobie poradziłem. Skutki zresztą miałem nawet w pracy, gdzie zaliczyłem sporo różnych wpadek przez te 2 miesiące i nie było żadnej dramy.

Problemem dla mnie są teraz przede wszystkim te najgorsze, najmroczniejsze i najbardziej plugawe części mnie, tak złe że normalny człowiek nie przyznałby się do nich przed innymi. Siedzi coś takiego w człowieku i pozostaje zastanawianie jak bardzo kiedyś musiałem być chory i nienormalny, żeby to w ogóle się we mnie urodziło.

Wczoraj poczułem częściową ulgę jak sobie uzdrawiałem OMem i mi wylazło poupadkowe opętanie jakiegoś chorego człowieka - ćpuna, alkoholika i zwyrodnialca. Uwierzyłem że bycie kimś takim jest warunkiem bycia w materii, więc te wszystkie chore wzorce mocno trzymały - wahadło mi się kręciło jak szalone, kiedy uwalniałem z siebie to co jego, a nie moje.

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-09-18, 10:24:06 »
Niejaki Karol Wojtyla,ktory potem zostal papiezem:)
A ja pochodze z miasta owego Rodaka,wiec takie pranie mozgu bylo na porzadku dziennym wszedzie.

kinga roszczyniała

  • Wiadomości: 903
    • www.czysteswiatlo.com
  • Kinga Roszczyniała, www.czysteswiatlo.com (konsultacje,analizy,wypalanie węzłów,sesje regresingu)
  • Status: Terapeuta
[#]   « 2012-09-18, 10:21:42 »
Semirka, znam to :))
Swoją droga cóż to za Wielki Rodak prawił takie mądrości ? :)

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-09-18, 09:56:58 »
Kinga

Ja tez niestety przejelam od mamusi takie wieczne niezadowolenie z siebie,a ze moja mama nawet jakby stala sie krolowa z dnia na dzien to na pewno tez znalazalaby same ciemne strony tego,wiec czas najwyzszy pozbyc sie iluzji doskonalej istoty.

U nas w domu to bylo tym bardziej wzmacniane,ze non stop powtarzalo sie slowa naszego ponoc Wielkiego Rodaka abysmy wymagali od siebie nawet kiedy inni tego od Nas nie wymagaja-co w rzeczywistosci prowadzi to wiecznego niezadowolenia i szukania Siebie w czyms na zewnatrz,w czyms co sie robi.Mierzy sie czlowieka miara tego co osiagnal na zewnatrz..
« Ostatnia zmiana: 2012-09-18, 10:01:59 wysłana przez Semira »

kinga roszczyniała

  • Wiadomości: 903
    • www.czysteswiatlo.com
  • Kinga Roszczyniała, www.czysteswiatlo.com (konsultacje,analizy,wypalanie węzłów,sesje regresingu)
  • Status: Terapeuta
[#]   « 2012-09-18, 09:40:13 »
Choć ciężki mi to przyznać i mam ochotę to wyprzeć - to tak naprawdę boję się co mroczniejszych stron mojej osobowości i tego co we mnie siedzi uśpione. Mam wrażenie, że niektóre z tych rzeczy są tak złe, obrzydliwe i wstrętne że sam fakt o tym, że to we mnie siedzi świadczy o tym, że coś jest ze mną nie tak. Chciałbym to szybko, po cichu wyrzucić z siebie, tak aby się nikt nie dowiedział, a na samą myśl że ktoś mógłby mnie zobaczyć właśnie takim - robi mi się słabo i jestem pewien, że ta osoba obdarzyła by mnie pogardą i zniechęceniem.

Ja mam tak samo :) Ostatnio znowu mi ten temat wyszedł i wzięłam go z nieco innej strony niż dotychczas.
U mnie w domu było tak, że moja mama zawsze była ze wszystkich wokoło niezadowolona (z dzieci, męża). Praktycznie odkąd pamiętam, szły od niej silne presje niezadowolenia i kody, że jak nie będziemy spełniać jej oczekiwań, zadowolona nigdy nie będzie :). Teraz mi został taki wewnętrzny rodzic -  niezadowolony. Podświadomie sama wierzę, że póki nie będę doskonała, nie mam prawa być zadowolona z siebie i ze swojego życia. No i jak nie czuje się doskonała, to czuję do siebie pogardę, albo oczekuję pogardy od innych. Dlatego, wzięłam się teraz za zadwolenie z siebie bez względu na to co robię i co mi wychodzi :). Czuję, że puści wiele autopresji, jakich na siebie wywieram,  jak wpuszczę większe zadowolenie :)

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-09-18, 09:30:43 »
Clint, ja przez wiele lat myślałam, że jestem taką dobrą, serdeczną istotką. Dopóki nie wylazła ze mnie wredna mściwa suka, pałająca chęcią zemsty za wyrządzone jej krzywdy.
Ciemna strona, to najczęściej odcięcie się od miłości. To działanie bez miłości do siebie, Boga i do ludzi.
Powrót do miłości, przede wszystkim do siebie, rozpuszcza ciemną stronę. A nawet jak się pojawia, to już w łagodniejszej formie, która jest do przełknięcia dla innych ;)

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-09-18, 09:23:12 »
Clint

Ja zauwazylam takie jazdy u siebie jak bylam juz naprawde gleboko przesiaknieta rozwojem
Oczywiscie pomyslalam sobie co jest grane??Najbardziej nie moglam zrozumiec,ze wychodzilam do ludzi i od razu ktos sie napatoczyl i mnie wkurzal sama obecnoscia.Hmm od razu zaczlam sie zastanawiac-im barddziej sie rozwijam ,poznaje siebie to takie duperele maja moc aby mnie wyprowadzic z rownowagii??O nie cos tu nie gra.
Najpierw przyjrzalam sie sama sobie.Wygladalo naC to,ze poswiecilam pewien okres dosc intensywnemu oczyszczaniu,ale to byl tez okres gdzie dosc mocno izolowalam sie od ludzi.Odnosilam ogromne sukcesy duchowe,bardzo duzo rzeczy sie oczyscilo,bylam szczesliwa...ale to wszystko mialo miejsce w domu,w moim cichym,bezpiecznym gniazdku gdzie nawet nie mialam szans zweryfikowac tych moich zmian na zewnatrz.Oczywiscie czulam tez lek aby wyjsc do normalnych ludzi.Ciekawe dlaczego?Otoz balam sie,ze Ci ludzie zburza moj spokoj!!!:)Balam sie sama swoich reakcji na ich zachowania,ktore wczesniej mnie wyprowadzaly z rownowagi,czyli balam sie zweryfikowac w praktyce jak te moje zmiany maja sie naprawde do rzeczywistosci!!Wolalam siedziec w domku,rozwijac sie ..ale jak mialam wyjsc do ludzi to oskarzalam ich ,ze znowu zniszcza moj spokoj!!!:)))
I tutaj ,zreszta pisalam to juz kiedys,wyszla moja duma rozwojowa-ze z gory traktuje ludzi ,ktorzy nie rozwijaja sie duchowo a skoro nie maja tego napisane wyraznie na czole wiec na pewno tak jest:)))
Nastepnym krokiem bylo oczywiscie zaakceptowanie tego,ze ja taka super rozwojowa osoba (hehehe)tez moge miec jeszcze wiele rzeczy nieoczyszczonych i to jest ok.
Przezywalam dosc mocno jak nie potrafilam sobie poradzic z emocjami,ktore z jakiegos powodu wypieralam z siebie,czyli chowalam pod dywan udajac,ze gowno nie istnieje.
Dopiero jak zaczelam przyznawac sie SAMA PRZED SOBA przede wszystkim,ze takie odczucia jeszcze w we
mnie sa to juz bylo duzo lepiej bo pojawila sie automatycznie akceptacja .A jak jest akcetacja to rozwiazania bardzo szybko przychodza.
Ja robie sobie czesto takie male cwiczenie jakie polecil kiedys Eckhart Tolle.Jak dopadna mnie jakies okropne uczucia,ktore nie mam pojecia skad sa,czego sa i co pokazuja-to zaakcetowac je,bron boze nie wypierac!i stac sie dla nich przezroczystym.Tzn w miejscu w ciele gdzie sie je najbardziej odczuwa to wyobrazic sobie,ze nasze cialo jest przezroczyste i to sie rozplywa,przechodzi przez nas i sobie odchodzi.Ale trzeba byc bardzo swiadomym cos sie dzieje w ciele,nie wypierac tego,pozwolic byc temu.
U mnie to sprawdza sie genialnie zwlaszcza w takich przypadkach jak jestem wsrod ludzi.w pracy itp-gdzie nie ma czasu na zastanawianie sie,robienia sesji skad sie to wzielo:))
I najlepsze jest to,ze jak sie wprawilam w ta metode to pozniej te emocje nigdy nie wracaly z powrotem do mnie.Chyba ,ze moje ego koniecznie chcialao poznac przyczyne skad sie to wzielo-ale to jest tylko kolejna zagrywka ego aby jak najdluzesj trzymac sie tej emocji.

PS Bardzo fajny watek:)
« Ostatnia zmiana: 2012-09-18, 09:33:31 wysłana przez Semira »

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-09-18, 09:19:05 »
Całkiem niedawno przykuło moją uwagę jak Leszek Żądło gdzieś mówił, czy pisał, że kiedyś zwrócił uwagę, że w dzieciństwie nie było wokół niego osób, które by go kochały. Zaczęłam się zastanawiać co u mnie takiego było w moim dzieciństwie co dominowało. I wyszło mi, że pogarda. Pogarda mojej mamy dla ludzi słabych, dla wszelkich słabości, dla ojca i w ogóle dla wszystkich mężczyzn. Pogarda mojego ojca do matki. I w ogóle pogarda jednych ludzi dla innych często pod płaszczykiem serdeczności i dbania o nich.
I wtedy tę pogardę zobaczyłam w sobie. Pogardę dla siebie i innych. Pogardę dla swojego ciała, dla siebie jako kobiety itp itd.
Szczerze mówiąc bardzo mnie to przeraziło. Tym bardziej, że zawsze miałam opinie osoby miłej, dobrej, uczynnej.... itp. Wydawało mi się, że wszystkich oszukałam. I że jestem straszna, wredna i jeszcze do tego kłamczucha. I godna pogardy:)
Napisałam modlitwę o uwolnienie od pogardy.
Dziękuje ci Clint, że zainspirowałeś mnie do tego, żeby się przyznać do swojej ciemnej strony.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-09-18, 08:55:12 »
Clint
Jak dla mnie to masz właśnie bardzo fajne podejście. Po twoich postach odnoszę wrażenie, że jesteś właśnie osobą bardzo prawdziwą. Masz odwagę, żeby patrzeć na siebie i widzieć nawet to co może ci się nie podobać i co może się nie podobać innym. Zależy ci na prawdzie, a nie na tym, żeby bronić siebie za wszelka cenę.
Każdy z nas ma mroczną stronę, ale nie każdy z nas ma odwagę się do tego przyznać. Niektórzy całe życie nie są w stanie się przyznać do tego nawet przed sobą. Wg mnie jesteś świetnym człowiekiem, nawet z tymi ciemnymi stronami. Nikt nie jest idealny. Chyba, że jest oświecony.
Mnie tez to przeraża jak zobaczę coś niefajnego w sobie i zaraz wydaje mi się że wszyscy zaraz rzucą się na mnie żeby mnie potępić. Ale tak przeważnie nie jest.
Nie wiem czy to podziała w twoim przypadku, ale mi bardzo pomogło powtarzanie afirmacji: Jestem człowiekiem więc mam prawo popełniać błędy. Bóg mnie kocha i obdarza wszystkim co najlepsze nawet gdy popełniam błędy.
Możesz to jakoś przeredagować, że np że Bóg mnie kocha nawet gdy nie jestem idealny.  - czy jakoś tak. Sam będziesz wiedział.

Ultraviolet

  • Wiadomości: 213
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-09-18, 00:28:59 »
To że nie ma co trzymać "brudu" pod maską świętości to już wiesz, bo on i tak tam jest. Na mój gust powinieneś sobie pozwolić na przemówienie tego co było tak długo duszone- to dlatego jest to teraz takie nasilone. To tak jakby część ciebie milczała ileś lat domagając się uwagi.... nie jedna pewnie..... a jak zeszła maska to nagle zobaczyłeś ile tego jest. Część z tego co wychodzi na pewno nie jest częśćią Ciebie, ale zeby tego się pozbyc to i tak musisz to najpierw dostrzec, zrozumiec, a czasem przejawic.

Jest fajna książka dotykająca po części tego co piszesz "Jak wykorzystać ciemną stronę " Debbie Ford. (tematyka świadomości lustra i podejścia Junga do podosobowaości ale ujęta w taki sposób że przynajmniej dla mnie było to nowatorskie i pozwoliło wiele odkryć, również szacunek dla tego co określałam jako "złe" w sobie, we wszystkim jest dar)

Fajną metodą na ogarnięcie tego chaosu jest wchodzenie w emocję/ceche i okazywanie jej zrozumienia, pójście tam gdzie zaprowadzi, do wydarzenia , do tego dlaczego sie pojawila, co ma Ci do zaoferowania czasem... Wyrzucenie czegos bez zrozumienia czesto jest tylko przybraniem maski i zamieceniem czegos pod dywan.

Bądź sobą,


Życze spokoju, wywalanka minie:) mam nadzieję że choć trochę pomogłam :)

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-09-18, 00:28:28 »
Clint, każdy ma mroki duszy ;) Praca z nimi jest szczególnie wartościowa. Na wszystko przychodzi właściwy czas. Mi zaczęło wychodzić tak że nie miałem innego wyjścia jak je zaakceptować. Póki są uśpione nie ruszaj, jak wyjdą, będziesz mieć frajdę ;)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-09-17, 23:35:09 »
Wiadomo, że generalnie przez cały okres rozwoju duchowego poznajemy siebie prawdziwych i uwalniamy się od różnych iluzji na własny temat. Zdarzają się jednak takie okresy, gdzie te przemiany są intensywniejsze, doprowadzając do małego mętliku i poczucia rozbicia własnej osobowości.

Pisze ten post, ponieważ właśnie sam się tak czuję.

Zeszło ze mnie w ostatnich miesiącach nieco więcej niż zwykle zakłamania, kreowania się na Bóg wie kogo, potrzeby włażenia w jakieś misjonujące dyskusję, a nawet bronienia własnego wizerunku. A gdy odpadła ta specyficzna maska - sam zacząłem nie tylko lepiej widzieć, to co się pod nią skrywało, ale także dużo bardziej pozwalam sobie na przejawianie tego. A poprzez "to" mam na myśli raczej tą ciemniejszą stronę swojej osobowości.

Mam strasznie mieszane uczucia co do tego procesu i mętlik w głowie. Niby czuje się bardziej sobą, bo pozwalam dużo bardziej na wyrażanie tego co naprawdę czuje, a nie tego co powinienem czuć, ale z drugiej strony po jakimś czasie przychodzi odczucie, że to co pozwoliłem sobie czuć i tak było sztucznym syfem, a ja się wcale nie czuje dobrze z tym i wcale nie chce taki być.

Choć ciężki mi to przyznać i mam ochotę to wyprzeć - to tak naprawdę boję się co mroczniejszych stron mojej osobowości i tego co we mnie siedzi uśpione. Mam wrażenie, że niektóre z tych rzeczy są tak złe, obrzydliwe i wstrętne że sam fakt o tym, że to we mnie siedzi świadczy o tym, że coś jest ze mną nie tak. Chciałbym to szybko, po cichu wyrzucić z siebie, tak aby się nikt nie dowiedział, a na samą myśl że ktoś mógłby mnie zobaczyć właśnie takim - robi mi się słabo i jestem pewien, że ta osoba obdarzyła by mnie pogardą i zniechęceniem. Pewnie dlatego nie pozwalam sobie m.in na bliski związek, bo wiem że te brudy wylazłyby na światło dzienne.

Właściwie nie boję się jakoś szczególnie własnej reakcji na to wszystko, bo wiem że nauczyłem się w miarę akceptować własne brudy. Boje się za to panicznie odrzucenia ze strony innych, więc muszę kontrolować to co pokazuje innym i nie mogę być swobodny, naturalny i spontaniczny. A ta kontrola męczy mnie już. No i mam przebłyski tego jak zupełnie inaczej, swobodniej wyglądałoby moje przejawianie się wśród ludzi, gdybym to puścił.

Mam taki mętlik i chyba nawet jakąś nieprzytomność, że kompletnie nie wiem co z tym zrobić.