Autor Wątek: Ja prawdziwy  (Przeczytany 8695 razy)

ontoja

  • Wiadomości: 1 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-10-03, 21:50:43 »
To ochłoń i daj znać jakie trwałe efekty, bo wygląda rewelacyjnie ta przemiana świadomości.
« Ostatnia zmiana: 2016-10-03, 22:00:38 wysłana przez ontoja »

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-10-03, 19:46:19 »
Mierzę się akurat z jednymi z najtrudniejszych dla mnie tematów i wyszło ze mnie baaaardzo dużo emocji i paraliżującego lęku.

Zaczęła mi się walić samoocena. Znowu. Mocniej niż kiedykolwiek. Oczywiście nie ta prawdziwa, a kolejne zaślepienia, iluzje, samooszukiwanie się. Zawalił mi się świat, poczułem że mogę stracić to co dla mnie najcenniejsze, bo okaże się że nie jestem dość dobry, że jestem za mało otwarty, wybrakowany, nie taki jak trzeba, nie dość dobry.

Mój ojciec, moja matka,  różni ludzie - oni wszyscy przez sporą część życia dawali mi do zrozumienia że nie jestem dość dobry, że jestem niewystarczający, że mam się wziąć w garść i zmienić to, tamto i owanto bo inaczej będę miał takie i owakie konsekwencje. Niezależnie od tego czy się starałem czy nie, czy mi dobrze szło czy nie - zawsze byłem niewystarczający, zawsze robiłem za mało, zawsze było nie tak jak trzeba.

Pod wpływem pewnych rzeczy przeraziłem iż stracę mój cudowny związek w przyszłości, ponieważ moja partnerka okaże się tak otwarta i cudowna że jej nie dorównam i z czasem zacznie się robić między nami coraz większy dystans, którego nie nadgonię. Ta lęki były tak przerażające i realistyczne, że poczułem jak mi się cały świat wali. Chwilę mi to zajęło, bo było naprawdę ciężko z moimi traumami karmicznymi, ale dotarło do mnie to że najbardziej boję się właśnie nie tyle samej utraty związku, co tej porażki, rozczarowania moją osobą i potwierdzenia że naprawdę nie jestem wystarczający.

Moje pierwsze reakcje były automatyczne - presje na siebie, że muszę się ogarnąć, że muszę teraz się tak uzdrowić i poszerzyć świadomość żeby do tego nie doszło. Że muszę zrobić wszystko, choćbym miał się duchowo katować, ale nie odpuszczę bo nie mogę sobie pozwolić na porażkę. Stawka była zbyt wysoka, tak wysoka jak jeszcze nigdy.

Szarpałem się ze sobą i szarpałem, próbowałem to jakoś przekroczyć, ale nie mogłem. Czułem jak wychodzi ze mnie stłumiona bardzo głęboko nienawiść i pogarda. Byłem nią bardzo zaskoczony, ponieważ dawno nie czułem do siebie tak brzydkich emocji. Postanowiłem tego nie tłumić, pozwoliłem sobie na to żeby to wyszło całkowicie i obserwowałem siebie.

Patrzyłem w lustro na swoją zapłakaną twarz, a zamiast miłości i przestrzeni czułem coraz większa presje, poganianie, pogardę i nienawiść że sobie nie radzę. W kulminacyjnym momencie wyszły rzeczy tak okropne, że wtedy nastąpił przełom i niesamowite uświadomienie. Zobaczyłem swojego największego kata. Swojego jedynego kata. To byłem ja. Mój ojciec, moja matka, ci wszyscy ludzie którzy mnie kiedykolwiek krzywdzili - to byłem ja. To zawsze byłem ja.

Naprawdę poczułem całym sobą, że oni wszyscy byli tylko realizacją mojej własnej woli. Silnej i zdecydowanej woli. Nigdy nie byłem ofiarą. Był tylko kat i urojenia o byciu ofiarą.

Poczułem też równocześnie, w tym samym momencie że ten Łukasz z którym się utożsamiałem, z którego poziomu najczęściej działałem - był właśnie tą maską. Ta część mnie z którą się utożsamiałem nie była nigdy prawdziwa, a nie byłem tego świadomy aż do dzisiaj. Miałem co najwyżej jakieś przebłyski, ale one mi niewiele mówiły.

Muszę to jeszcze przetrawić dlatego też się rozpisuje dla poukładania sobie. Dyskusja mile widziana, bo chętnie wejdę głębiej w temat :)

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2015-12-08, 11:44:54 »
https://www.youtube.com/watch?v=Y-iOOnOBLOk   Tu też fajny fragment z Beatą :)

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2015-12-07, 20:22:01 »
Bardzo fajne rzeczy mówi Beata Pawlikowska:)

https://www.youtube.com/watch?v=i1kAeP-prbE

Wniebowziecie Grubego

  • Wiadomości: 2 288
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-06-03, 23:46:41 »
kiedyś chciałem  sprawić  sobie , a co kto  mi  zabroni , herb : , prawdziwc  lub  prawdziwiec "

prawdziwie  wszystkim

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-06-02, 23:23:27 »
a ja znowu bardzo lubię powracać do siebie
bo ja miałam już taki okres w życiu gdy byłam prawdziwie sobą

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2014-06-02, 23:02:34 »
Cieszę się że po iluś latach rozwoju i pracy nad sobą, udaje mi się nawiązywać kontakt ze sobą i uzdrawiać siebie na tym poziomie, który wcześniej widziałem we wglądach, ale którego nie potrafiłem ruszyć. A teraz udaje się łatwo.

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-03-10, 20:38:53 »
Vanilla dziękuję:)
Czuję się zupełnie inaczej od czasu pewnego przełomowego momentu w moim życiu, większość negatywów do mnie już nie wraca jeśli tak porządnie nad nimi popracuję, a nawet jeśli coś w jakimś temacie jeszcze siedzi to tak jak piszesz ma to na mnie o wiele słabszy wpływ:) Czuję się z każdą chwilą coraz lepiej, a ostatnio nawet po raz pierwszy w tym życiu poczułam swój sens istnienia i drogę jaką chcę zmierzać, więc teraz łatwiej mi nie ulegać emocjom i negatywnym myślom, tak jak robiłam to przez większość życia. A destrukcyjnych mechanizmów było na co dzień sporo;) Teraz więcej obserwuję, więcej dopuszczm do siebie, akceptuję i wybaczam. Miło jest życzyć sobie samej dobrze i nie wmuszać w siebie tego cierpienia. Tobie również życzę powodzenia, nie daj się porywać brzydkiej fali ("bo to brzydka fala była") :)))

VanillaOrchard

  • Wiadomości: 140
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-03-09, 17:02:12 »
Arweno, wyjąwszy jeden wątek, równie dobrze i ja sama mogłabym napisać ten post.
U mnie jest to problem nawracający, ale za każdym razem, gdy powraca, staje się mniej poważny, mniej na mnie wpływa, dochodzi do tego, że jestem w stanie nie odgrywać tej roli, a jedynie obserwować, że zbliża się ta masochistyczna fala we mnie - pozwolić jej pobyć, popustoszyć mnie ciutkę wewnętrznie - i pozwolić jej odejść. Coraz mniej prowokuję otoczenie, osoby w moim kręgu już nie reagują na takie zaczepki - i po tym wiem, że się dużo ruszyło.

Przyznam, że mi pomogło oczyszczanie duchowe u specjalistów i afirmowanie tuż po oczyszczaniu, chociaż u Ciebie może to być Twoja własna tendencja, a nie tendencja jakiegoś astralu podczepionego (którego ja, nota bene, sama przyciągałam aktywnie i co już nie ma miejsca).

Bardzo mi przypadł do gustu fragment, w którym mówisz, że zauważyłaś w końcu, że masz piękne oczy. Rzeczywiście, już wiesz, czyjego wzroku unikałaś do tej pory najbardziej :)

Pozdrawiam Cię i powodzenia

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-03-07, 16:58:43 »
Chciałabym się podzielić z Wami moimi przemyśleniami i radością, którą czuję w związku z tematem, może czytają to forum osoby, które również zaczynają pracę nad sobą, czują się zagubione i boją się zrzucić swoje maski i spojrzeć w głąb siebie w poszukiwaniu prawdziwego ja. Poza tym lubię tu pisać, gdyż pomaga mi to poukładać sobie pewne rzeczy, a przy okazji może kogoś zainspiruję albo poznam jakiś inny punkt widzenia:)

Na drugie mam sabotażystka, na trzecie cierpiętnica  a do tego jeszcze posiadam pudełko masek, które na zmianę sobie zakładam, żeby dostosować się do osób, które spotykam. Tak opisałabym siebie jeszcze zaledwie parę dni temu. Ostatnio zwróciłam (w końcu) większą uwagę na moje uciekanie przed sobą samą, bawienie się w teatrzyk, odgrywanie ról, aby się przystosować, zwrócić na siebie uwagę. Zadawałam sobie cierpienie mające źródło w moich własnych urojeniach, sama stwarzałam sobie dodatkowe złe doświadczenia. Ostatnio pisałam w innym wątku o tym, jak w pracy znęcają się nade mną psychicznie współpracowniczki. Po przeanalizowaniu moich zachowań zauważyłam, że bardzo często sama sobie perfidnie tworzyłam grunt pod to, żeby któraś z dziewczyn się do mnie przyczepiła, czy powiedziała coś niemiłego. Ciężko było się przed sobą do tego przyznć. Dodatkowo jeszcze dograłam się z nimi, bo one chciały poczuć się lepsze niż się czują i byłam dla nich łatwą zdobyczą, którą można było poniżać. Moje relacje z koleżankami w pracy bardzo się zmieniły. Jeszcze niedawno pewne siebie, silne i szydzące ze wszystkich dookoła kobiety teraz w mich oczach pełne są kompleksów, problemów i braków. Nagle ich pewność siebie siadła, zauważyłam jakie same są słabe i jak sobie nie radzą z różnymi rzeczami, kilka z nich nawet się przede mną ostatnio otworzyło i poznałam parę historii z ich życia, które silnie wpłynęły na to jak bardzo źle czują się ze sobą. Wtedy zrozumiałam że nasze intencje się dograły, one dzięki mojej słabości, którą okazywałam  mogły poczuć się lepiej i stworzyć iluzję swojej zajebistości. A ja chciałam po prostu cierpieć, bo przecież tak się boję ludzi i tak nikt mnie nie akceptuje, że to było dla mnie naturalne i oczywiste, że nikt mnie nie będzie w tej pracy lubił. Pamiętam, że w szkole wiele razy wymyślałam sobie smutne historie w drodze na lekcje, potem odgrywałam zagubioną, nieszczęśliwą dziewczynkę z problemami i depresją  po to, żeby ktoś okazał mi współczucie i odrobinę uwagi. Zauważyłam, że teraz nagle ludzie zwracają na mnie uwagę i chętniej ze mną rozmawiają, ale nie dlatego, że mam problem, albo sobie z czymś nie radzę i chcą m wtedy pomóc, ale dlatego że mnie lubią i są tak po postu ciekawi co u mnie.

Wczoraj szukałam w Internecie jakichś grup wsparcia dla zlęknionych, bojących się ludzi osób. Wmawiałam sobie, że sama nie poradzę sobie z tym co mnie męczy, że potrzebuję wsparcia i opieki innych ludzi, potrzebuję poczuć, że są, że mnie lubią i akceptują. Ale wtedy znowu byłabym w gronie ludzi i opowiadała jak to bardzo cierpię i jaką jestem biedną ofiarą, a oni by mnie klepali po ramieniu i zapewniali, że przecież nie jest tak źle jak mi się wydaje, że jestem fają osobą itp. itd. Dotarło do mnie, że to nie jest mi do niczego potrzebne i że ja tę siłę do rozwiązywania problemów mam w sobie.

Ponad dwa lata temu przyciągnęłam sobie mężczyznę, którego uwagę próbowałam zwrócić na siebie już przy pierwszym spotkaniu opowiadając o swoich problemach i o tym jak bardzo cierpię. W trakcie zwykłej rozmowy  potrafiłam z sarnimi oczkami zapytać: „nie bijesz kobiet, prawda…?”, i kilka sekund później już płakałam i opowiadałam mu jak to ja się boję mężczyzn, bo mnie mój były uderzył w twarz, a ja przecież tak mu ufałam itd. Byłam tak wykończona po poprzednim trwającym trzy lata toksycznym związku, że wtedy takie odgrywanie cierpiętnicy było moim jedynym sposobem na zwrócenie uwagi na siebie, na zbliżenie i pokochanie. Koleś oczywiście bardzo szybko się wystraszył a ja się załamałam. Działy się ze mną wtedy dziwne rzeczy, jakby to sabotowanie stało się dla mnie czymś codziennym, robiłam to tak po prostu bez zastanowienia, czując rozdzierającą rozpacz, że inaczej nie potrafię i pytałam dlaczego sobie nie radzę i dlaczego mnie to spotyka. Czułam się coraz bardziej bezsilna i nie mogłam nad tym zapanować. Wtedy coś we mnie pękło, nie chciałam już cierpieć i moje życie z czasem zaczęło się zmieniać na lepsze. W końcu poczułam, że nie muszę wiązać się z byle kim, byłam gotowa na to, by być z harmonijną dla mnie osobą i mimo że interesowali się mną faceci ja postanowiłam czekać na odpowiednią dla mnie osobę, bo czułam że ona jest. Poznałam mojego partnera, przy którym moje życie nabrało obrotów i wywaliło się przy okazji do góry nogami. I dziś dotarło do mnie, że nawet w tym cudnym związku, który tworzę z harmonijną osobą wchodzę z przyzwyczajenia w różne role, zgodnie z intencjami swoimi i partnera. Wydawało mi się, że jestem sobą i że w końcu jest dobrze, ale dotarło do mnie, że zatraciłam siebie tak bardzo, że uznałam swoje maski jako część mnie, cos naturalnego i dobrego, bo przecież nikomu nie robiłam krzywdy odgrywając to i owo. Legło w gruzach moje urojenie o samej sobie, teraz w końcu mogę odkrywać siebie. No i teraz już wiem dlaczego to było takie trudne, przez maski ciężko było cokolwiek zauważyć. Problemy i obciążenia traktuję już jako coś do poukładania i wyrzucenia a nie jako powód do tego, by ktoś się nade mną litował. O wiele więcej szczęścia dostrzegam w otaczającym mnie świecie, przestaje mnie interesować budowanie sztucznego szczęścia poprzez cierpienie i użalanie się nad sobą.

To może zabrzmi trochę głupio, ale dziś spojrzałam w lustro i po raz pierwszy zauważyłam… jakie mam wielkie oczy. Zupełnie jakbym wcześniej ich nie zauważała. Są takie wielkie, błyszczące i jasne. Nie mogę oderwać od siebie wzroku:) Zaakceptowanie tego, że nosiłam maski i że wchodziłam w konkretne role i zrezygnowanie z nich nie sprawiło, że stało się to czego tak się bałam… nie poczułam pustki i pomieszania, że nie wiem kim jestem. Poczułam spokój i nieopisaną radość, namiastkę prawdziwej wolności i zaufanie. Do siebie i do Boga. W końcu poczułam, że warto konfrontować się ze swoimi ciemnymi stronami:)
« Ostatnia zmiana: 2014-03-07, 17:09:01 wysłana przez Arwena »

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-11-25, 10:42:04 »
Clint,
Zgadzam się i portwierdzam, co widzę po sobie i innych. Oraz: im wyższa świadomość, tym więcej akceptacji, nawet dla ludzi, którym może sie wydawać że ich syf i problemy są najgorsze na świecie ;) (oczywiście kiedy nie są w stanie przyjąć tej akceptacji i sabotują, to i tak nic z tego nie wyjdzie)

Tak pobocznie, paradoks: ludzie "rozwojowi" łatwiej są w stanie zaakceptować braki w cudzym RD niż ludzie "nierozwojowi" (oczywiście ci drudzy nie nazwą tego RD). Pierwsi wiedzą czego chcą i czego potrzebują konkretnie od drugiej osoby, drudzy zazwyczaj chcieliby wszystkiego i chodzącego ideału (na swoją miarę, oczywiście).

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-25, 10:03:21 »
Clint fajne spostrzeżenie :) zainspirowało mnie.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-11-25, 08:54:00 »
ontoja
No właśnie w którejś z kolejnych sesji dotarło do mnie że przecież jeśli we mnie jest jakiś syf, który nie dotyczy drugiej osoby, to jej będzie to dużo łatwiej zaakceptować we mnie, niż mnie samemu, bo tej osoby to nie dotyczy i nie ma ona emocjonalnego stosunku do tego. Tak więc to co mnie się wydaje straszne, dla kogoś innego może być kompletnie obojętne.

ontoja

  • Wiadomości: 1 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-24, 23:27:13 »
Clint
" Chciałbym to szybko, po cichu wyrzucić z siebie, tak aby się nikt nie dowiedział, a na samą myśl że ktoś mógłby mnie zobaczyć właśnie takim - robi mi się słabo i jestem pewien, że ta osoba obdarzyła by mnie pogardą i zniechęceniem. Pewnie dlatego nie pozwalam sobie m.in na bliski związek, bo wiem że te brudy wylazłyby na światło dzienne."

Nie bój się,brudy pewnie by wylazły ale dopuść taką możliwość ,że ktoś może je nawet bardziej zaakceptować niż Ty sam .

ontoja

  • Wiadomości: 1 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-24, 23:24:12 »
Te wszystkie ,syfy,negatywne emocje w Nas to jeszcze nie JA PRAWDZIWY .To wszystko tam jest z dobrej woli ,chcemy dobrze a dzięki nieświadomości robimy żle ,to się nadbudowało z czasem i jest tam pełno będnych mechanizmów działania i wierzeń. Zawsze robimy to co wydaje nam sie najlepszym możliwym rozwiązaniem .Nawet gdy ktoś kradnie czy zabija robi to bo wydaje mu się to korzystne z jakichś względów i z nieświadomości innych rozwiązań, innego życia .
Ta chęć zrobienia dobrze to jesteśmy MY PRAWDZIWI.Dobrzy w swojej istocie .Wystarczy tylko zrzucić więzy nieświadomości .

Nie dotyczy podobno pewnego rodzaju istot ,które dobrze nie chcą .Tych których nauka nazywa psychopatami a ezoterycy strzygami .Tych jest jednak nikły procent.