Z rozwojem duchowym zetknęłam się w okresie gdy miałam bardzo silne emocje którymi sobie nie radziłam. Czytałam z zapałem książki Leszka w których on zalecał stosowanie afirmacji. No więc stosowałam te afirmcje tak jak pisał, powtarzając je sobie do oporu, przez wiele miesięcy a potem lat. Pisząc, słuchając, mówiąc i śpiewając. Miałam też odpowiedzi z podśwaidomośći, miałam wspomnienia z poprzednich wcieleń a stosowałam je po to aby się poczuć lepiej oraz po to aby się uwolnić od negatywów. Robiłam tak jak on pisał, czyli negatywne przekonania zamieniałam na pozytywne. Potrafiłam przez cały dzień non stop powtarzać sobie że przyjemności nie są grzechem lub że jestem niewinna, albo że uwalniam się od poczucia winy lub że sobie coś przebaczam. Celem było przeprogramowanie podśwaidomośći i zmienienie przekonań. Bo wg tych książek to miało sprawić że pozbędę się negatywnych uczuć i poczuję się dobrze. No więc tak robiłam, dążyłam do tego aby się pozbyć poczucia winy, złości, wściekłośći, nienawiści, furii jako uczuć negatywnych a chciałam poczuć się przyjemnie. Nigdzie nie pisało że należy zwracać uwagę na emocje jakie się pojawiają, że czucie emocji jakie by one nie były, jest ważne, że emocje są potrzebne, że w odpowiedzi na afirmacje powinny pojawić się emocje i to z nimi trzeba pracować.
Pisać afirmacje do oporu- i ja tak właśnie robiłam oraz też do oporu słuchałam medytacji, bo się po nich uspokajałam.
Po kilkunastu latach takiej pracy nad sobą poczułam się lepiej bo już nie czułam złośći, nienawiści, smutku, tęsknoty, żalu,poczucia winy, emocje przestały mną miotać a ja się uspokoiłam. Niestety ale wraz z negatywnymi emocjami gdzieś zniknęła radość, śmiech, zadowololenie i pozostałe subtelne uczucia. Stałam się drewnem. A potem pojawiły się bardzo silne lęki.
Wczoraj na terapii uświadomiłam sobie że ja mam ogromne, wyparte poczucie winy wobec córki, którą krzywdziłam. Uświadomiłam sobie że ja siebie karzę wtrąceniem siebie do piekła za to co jej zrobiłam . I niestety nawet o tym nie wiem, bo poprzez te afirmacje i tę pracę nad sobą, poprzez wmawianie sobie że jestem niewinna, że to przecież ona sama miała takie intencje aby się u mnie narodzić, całkowicie odcięłam się od swojego poczucia winy i w ogóle nie wiem co się ze mną dzieje, co we mnie tkwi, nie wiem że wymierzam sobie taką karę.
Przez te kilkanaście lat rozwoju duchowego, wykonywałam pracę odcinania się od swoich negatywnych uczuć i stawania się drewnem. Niestety ale teraz nie daje się tego odwrócić, bo mi tak łatwiej i przyjemniej gdy niczego nie czuję i jestem od siebie odcięta.
Dopiero na terapi się dowiedziałam że najważniejsze są emocje, że one są podstawą i że zmiany zachodzą poprzez emocje, że praca nad sobą to praca z emocjami a nie praca z myślami, tak jak to podkreślają wszystkie duchowe książki zalecając uspokajanie się i badanie swoich myśli.
Rozwój duchowy mi zaszkodził.