20 lat temu, gdy zaczynałam przygodę z regresingiem, też mnie to odkrycie olśniło.
I wiem, że na pewno jest tak, ze na podswiadomym poziomie, to my decydujemy o tym "kiedy".
Można to zrobić za pomocą siły woli. Niekoniecznie spektakularne samobójstwo.
Lekarze doskonale o tym wiedzą. Jezeli pacjent nie chce żyć, to sie nazywa, ze nie ma
woli życia. .
I wtenczas nie zadziałają żadne kuracje.
Właśnie niedawno zdarzyło sie coś takiego w mojej dalszej rodzinie.
Żyli sobie we trójkę. W harmonii. Moja ciocia -83, jej mąż - ok 90, i jej mama, moja ciocia babcia - 107 !
Oczywiście były też dochodzące ich dorosłe dzieci. I wszystko było piękne.
Ale tą trójeczką na codzień zajmowała się ciocia. Zmarła jako pierwsza. Półtora miesiąca po niej jej mąż. Nie miał woli życia. Bez swojej żonci, którą ubóstwiał, nie widział dalej sensu.
I to nic, że miał tyle lat. Był sprawny, bardzo inteligentny - tłumaczył m in.
W pół roku później poszła ciocia babcia, również sprawna fizycznie i psychicznie do końca. A jakie poglądy miała !

Wszystkie sprawy, takie związane z dokumentowaniem wydarzeń rodzinnych pamiętała. Np , że dziewczyna jej prawnuczka ma dotacje z unii na prowadzenie jakichś tam badań, etc
Rozśmieszała tym wszystkich

To że oni mieli tyle lat ile mieli to nic. Chodzi o to, że np wujka ratował jego syn, świetny chirurg, robił co mógł. Nic nie pomogło.Wujek po prostu położył się i już nie chciał wstać. I zszedł. Nie miał woli życia właśnie.
Działa to też naturalnie i w drugą stronę. Kiedy wola życia jest
pomimo.Wtenczas dzieją się
cuda 
, które jak mawiał ponoc św. Augustyn, nie są pogwałceniem praw natury, lecz naruszeniem naszego wyobrażenia o tychże.
A z tym 'przejściem'.
Cóż, Leszek już tutaj wspomniał, że planowanie nastepnej inkarnacji nastepuje PRZED śmiercią. Zatem należy sie dobrze nad tym zastanowić.
CO mamy zamiar zabrać na następne życie.
Poczucie spieprzonego wcielenia ?
Poczucie, że trzeba zadośćuczynić komuś ?
Lepiej najpierw się dogadać samemu ze sobą.
Rzetelnie i uczciwie ze sobą.
Myśli samobójcze miałam już w życiu. No sytuacja była taka bez wyjścia, ze pat klasyczny

I jeżeli ktoś mysli o samobójstwie, chocby tylko czasami, to zdarza się tak, że życie mu podsunie taką sytuację "blisko, blisko - close". (Tak i mi się zdarzyło. )
I wtedy ma szansę zweryfikować czy chce żyć, czy już jednak nie.
U mnie po czasie okazało się, że rozwiązanie się znajdowało.
Nabrałam więc pokory.
Wobec Boga i życia

Znałam dość dobrze 2 samobójców. Zostawili po sobie smutek i żal, zdziwienie. Ból.
Szkoda.
Ale być może jest tak, że jeżeli człowiekowi nie podamy w odpowiednim momencie pomocnej dłoni, to on już dalej nie może, nie widzi wyjścia, światełka w tunelu.
I z takimi myslami zostają ci, którzy zostali własnie.