Leszek, jak cokolwiek oczyszczam z umysłem i sie przez chwile dobrze poczuje, tzn gdy jest przepływ energii i odprężenie, pojawia mi się cudowne odczucie że jestem w wymarzonym miejscu (konkretne miejsce w Europie) i czuje się tam jak w raju. Czuje bogactwo, spokój, miłość. I zawsze to samo miejsce (rejon/aglomeracja).
Ja go sobie umysłowo nie dyktowałem, nie wymyśliłem, ta wizja idzie od wewnątrz. Jednak realnie nie moge wykonac żadnego ruchu w tym kierunku. Wiem że jak bym był odprężony, to bym wiedział co robić. Czułbym moc i afirmowałbym, radził sobie w międdzyczasie z bieżącymi rzeczami. Dostawałbym wskazówki.
Ale ogólnie:
Nie znam języka tego kraju, choć znam angielski, więc w europie z grubsza idzie sie dogadac.
Nie znam tam nikogo, nie stac mnie na wyjazd i siedzenie tam z jakimiś nadziejami.
Mysle że pobyt tam, w harmonizującym miejscu, wpłynął by na moje samopoczucie i łatwiej by sie wszystko kreowalo, łatwiej oczyszcało, polepszało sytuacje, rozwijało ją. Mógłbym podjąć tam jakąkolwiek pracę, ale... musiałbym ją dostać na odegłość, a szanse takie oceniam na 1:10000. Czyli patrzac na realia, można powiedzieć "zapomnij". Jednak ewidentnie, realnie coś tam jest co ze mną rezonuje niesamowicie.
Co byś z tym zrobił ? Olewać to, zapomniec i żyć tym co w zasiegu reki, robiąc tu co mogę ? Afirmowac że tam jestem ? Chyba nie potrafie zaakceptowac że mnie tam nie ma. Czy traktować to jako problem umysłowy dopóki coś sie nie zaczyna dziac z tym związanego ?