Dziwny sen...Megadziwny...
Poszukiwałam jakiegokolwiek owocu w postaci jabłka,gruszki...Nie wiedziałam w jakim celu...Kiedy już znalazłam parę jabłek wyjaśniło się,po co mi one ...W całe podbrzusze ,szyję ,podniebienie i język miałam powbijane igły do szycia...Jabłka były mi potrzebne by móc te powyjmowane ze mnie igły powbijać w nie tak,by nikt inny się nimi nie poranił...
Tyle,że tych igieł wciąż przybywało zamiast ubywać...We mnie narastał żal i złość i bezsilność...Zapytałam się siebie,co się dzieje,czemu nie mogę sobie poradzić...Usłyszałam,że to magia i ktoś rzucił na mnie czar i złe życzenia...Tak się wściekłam,że aż we mnie zabuzowało...Oooo cholera,jak tak ,to się nie będę za przeproszeniem pieprzyć i odeślę do nadawcy...Jak pierdyknęło ,to igły zniknęły,ja się obudziłam...
Hmm,zbiega sie to wszystko z uzdrawianiem kobiecości i takimi dziwadłami w postaci zajawek z czarnej magii,czarownic i tym podobnych kwiatków i mojej wielkiej naiwnosci w pomocy temu towarzystwu...Także teges,rzekłam-czasy mojej naiwności się skończyły...Teraz oddaję wszystko,co przychodzi do mnie-i ciemne i jasne....A te igły krążą gdzieś po astralu w poszukiwaniu nadawcy :-P...