no ba!! Asia przecież uwielbia podróże, więc i jej partner też powinien być podróżnikiem

)
Ja też dziś miałam dziwne sny, ale już chyba znacznie mniej inspirujące

Możliwe bardzo, że ma to coś wspólnego z zabiegiem, który mi wczoraj Olga robiła. Dokańczałyśmy wypalanie mi struktur od mamy, końcówka poszła wczoraj bardzo szybko.
Snów miałam kilka, nie wszystko zapamiętałam, budziłam się kilkakrotnie. Pamiętam, że w jednym z nich byłam na zamarzniętym jeziorze, bardzo chciałam przejść jakoś na drugą stronę, ale nie bardzo mogłam. Napotykałam na jakieś przeszkody, np. wiedziałam, że w pewnych miejsach mieszkają dzikie szczury i nie mogę tamtędy ruszyć, bo mogą mnie zaatakować.
Potem nie wiadomo skąd pojawiły się dwa ogromne węże-hydry i były bardzo nieprzyjaznie nastawione ; D Jeden był czerwony, drugi ciemnobrązowy, prawie czarny. Cholernie mnie wystraszyły.
Przebudziłam się i bardzo długo nie mogłam zasnąć. Kiedy ponownie zasnęłam, przeniosłam się do domu rodzinnego. Ojciec był w złym humorze i przejawiał w związku z tym jakieś agresywne tendencje. Pamiętam, że czułam do niego złość pomieszaną ze strachem i chęcią zbuntowania się przeciwko niemu, czułam tez, że tylko czekam na okazje, by go jakoś sprowokować do konfrontacji.
Mój brat zdaje się coś zniszczył/rozlał albo zrobił coś innego w swoim stylu, co wkurzyło mamę...
Aż w końcu pojawiła się właśnie mama. Od razu rzucił mi się w oczy jej wygląd- wychudzona twarz, zapadnięte policzki, wydawała się chora, krucha, malutka i bardzo przygnębiona, jakby nie miała już na nic siły. Bardzo mnie to zaniepokoiło.
Nie mam pojęcia skąd w moim domu wziął się pan od telenoweli - M., ale siedział sobie na fotelu w najlepsze, nikt nie zwracał na niego uwagi, on równiez nie zdawał się dostrzegać nikogo, również mnie

) Dziwnie czułam się z tym, że mimo iż mnie widział, nie odezwał się do mnie ani słowem. Pojawiły się też rzecz jasna "życzliwe sąsiadki" i zaczęły mnie wypytywać, dlaczego M. mnie odrzucił, skoro przecież schudłam

Odpowiedziałam, że najwyrazniej nie byłam dla niego wystarczająco atrakcyjna mimo to, albo nie byłam wystarczająco mądra, inteligentna, czy dopasowana w inny sposób. Mimo negatywnej treści, którą im sprzedałam czułam, że wcale nie jestem do tego emocjonalnie przywiązana. Tak naprawdę sprzedawałam babom formułkę, żeby się ode mnie wreszcie odczepiły. Czułam też, ze nawet jeżeli rzeczywiście pod jakimiś względami nie byłam dla niego wystarczająco dobra to i tak niewiele mnie to już obchodzi.
A potem stało się coś, co utkwiło mi w pamięci najmocniej z całego snu. Moja mama zaczęła płakać, zanosiła sie szlochem, że nie ma już siły, że nie wytrzymuje już życia z moim ojcem i bratem, że ma już dość odpowiedzialności za wszystko i bycia ich niewolnicą, że sobie z tym nie radzi. Nigdy nie widziałam jej w takim stanie rozpaczy. zwykle tego typu wystąpienia bazowały u niej na złości, a tym razem dominowała w niej rezygnacja, słabość i właśnie rozpacz.
Zdębiałam.. nie bardzo wiedzialam, jak mam zareagować. W końcu wybuchnęłam złością, że sama jest sobie winna, że mogłaby dawno wziąć mojego ojca i brata za pysk i zaprowadzic w domu jakiś porządek. Spodziewałam się, że się na mnie rzuci ze złością, jak to zwykle bywało, ona jednak zrezygnowana szlochała dalej... Zrobiło mi się jej ogromnie żal, poczułam się winna za ten wybuch. Podeszłam do niej, przytuliłam ją i przeprosiłam ją za to. Byłam pewna, że mnie wreszcie odepchnie i odrzuci, że się na mnie wścieknie jak zawsze, ale ona o dziwo płacząc nadal po prostu przytulała mnie coraz mocniej. Wtedy się obudziłam.