zaciekawiłeś mnie tym baclofenem choć nie piję ; ) i znalazłem ciekawy wywiad, nie wiem z którego roku:
E.B.: Co Pan sądzi o książce Oliviera Ameisena „Spowiedź z butelki”. Pisał on o tym, że dzięki baklofenowi wrócił do picia kontrolowanego…
B.H.: On powiedział nawet więcej - że nie ma potrzeby picia alkoholu, że baklofen zniósł lęki, którym przypisywał chęć picia, całkowicie usunął głody, a ponadto dzięki niemu jest w stanie pić w sposób akceptowany przez środowiskowo i nie prowadzący do szkód. We współczesnej medycynie rekomenduje się stosowanie wyłącznie procedur (w tym leków) o naukowo udowodnionej skuteczności i akceptowalnym bezpieczeństwie. Baklofen jest lekiem bardzo interesującym, ponieważ badania przedkliniczne, czyli na zwierzętach, wykazały zmniejszenie spożycia alkoholu i niektórych innych substancji. Natomiast przy użyciu baklofenu przeprowadzono zaledwie trzy poprawne metodologicznie badania, czyli kontrolowane z użyciem placebo i z losowym doborem do każdej z grup. Dwa z nich pochodziły z jednego ośrodka i wyniki były pozytywne, natomiast jedno badanie z innego ośrodka pokazało, że baklofen, w porównaniu do placebo, nie wykazuje żadnych różnic, jeżeli chodzi o spożywanie alkoholu. Można zatem powiedzieć, że z punktu widzenia klinicznego jest zbyt mało dowodów na to, aby stosować baklofen rutynowo. Natomiast historia tego leku pokazuje, że dawki nieprzekraczające 100 mg mają stosunkowo mniejszy wpływ. Ameisen bazując na doświadczeniach własnych sugeruje, że
dawkami skutecznymi (czyli umożliwiającymi całkowite zablokowanie głodu alkoholu, ustąpienie zaburzeń lękowych prowadzących do „samoleczenia” alkoholem, picie „kontrolowane”) są jedynie dawki bardzo duże, kilkakrotnie przekraczające zalecenia. Są to dawki, które mogą być toksyczne. Ameisen pisał o dawkach ok. 300 mg, natomiast można powiedzieć, że bardzo poważne zatrucie baklofenem, takie, w którym dochodzi do zatrzymania oddechu, konieczności sztucznego wentylowania, występują już w dawkach powyżej 200 mg. Niepokój budzi - po pierwsze - skłonność niektórych osób do nadużywania baklofenu. Nie jest jasne, czy nie dochodzi do krzyżowego uzależnienia), tzn. zastąpienia alkoholu baklofenem. I kolejna sprawa to zatrucia baklofenem.
Opisywanych było mnóstwo bardzo ciężkich przypadków - zatruć w dawkach o wiele mniejszych niż te, które Ameisen opisywał w swej książce. Także to jest niewątpliwie temat, który wymaga dalszych badań, uzyskania adekwatnej wiedzy po to, aby móc przepisywać ten lek pacjentom w sposób nie tylko skuteczny, ale przede wszystkim bezpieczny
http://uzaleznienie.com.pl/alkoholizm/rozmowy-z-ekspertami/366-pigulka-na-alkoholizm-fakt-czy-mit.htmli ogólnie o wiedzy czerpanej z netu:
E.B.: Kiedy wpisuje się w wyszukiwarkę Google „leki na alkoholizm” można znaleźć cale mnóstwo artykułów, które niosą ze sobą przesłanie, że istnieje cudowna pigułka lecząca alkoholizm…
B.H.:
Większość doniesień prasowych nt. osiągnieć farmakoterapii zawsze ma charakter sensacyjny. Pigułka na raka, schizofrenię, alkoholizm, otyłość itd. To już jest odpowiedzialność redaktorów, którzy nadają taki wymiar sensacyjny, z drugiej strony w nas – ludziach - jest coś takiego, że wolimy drogę na skróty. Wolimy, żeby ktoś dał nam lekarstwo, po którego przyjęciu będziemy od razu zdrowi. To jest w nas zakorzenione i chcemy by to, co nam dokucza, ustąpiło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jesteśmy niepokorni wobec chorób przewlekłych, chcemy żeby nas ze wszystkiego wyleczono. Redaktorzy robią sensację, bo jakby mieli pisać prawdę to musieliby napisać, że jest lek, który zwiększa szansę zdrowienia np. o 12 proc. To niestety byłoby mało atrakcyjne dla czytelnika, a takie są właśnie osiągnięcia medycyny. Przecież w medycynie są sposoby na załatwienie sprawy od zaraz, np. wycinanie chorych organów."