Balbina,
Zgodzę się co do chorób cywilizacyjnych. Co do reszty, zgodzę się z Grażyną. Wszystkie te dzieci na oddziałach białaczkowych? 60 lat temu -- przeżywalność bliska zeru, więc nie poznała byś ich w szkole podstawowej. Podobnie z innymi chorobami.
Tylko... Skoro jesteśmy ludźmi, to oczywiste jest, że staramy się uratować tylu ludzi, ilu się da. Czy byłabyś gotowa powiedzieć rodzicom trzyletniego chłopca, że to białaczka i powinien teraz umrzeć bo ma słabe geny? Ilu z Twoich przyjaciół, rodziny, czy inspirujących Cię ludzi przeżyło dzięki temu, że medycyna przezwyciężyła ich słabe geny? Popatrz tylko na Stephena Hawkinga, człowieka który w historii pewnie będzie uznany za największego geniusza naszych czasów.
Ze skromniejszgo podwórka, ja bym też nie przeżył

I pewnie z 2/3 forum.
Taka karma...
Żaden gatunek nie pozwoli sobie na przechodzenie błędów potencjalnie letalnych na następne pokolenia . Bo zginie.
Gatunek zginie, dopiero wtedy kiedy nie będzie w stanie poradzić sobie w danym środowisku. Do tego czasu może sobe pozbierać tyle błędów ile mu się żywnie podoba. Człowiek jest w stanie dostosowywać środowisko do swoich potrzeb, więc nie ma takiej presji ewoucyjnej.
Znowu, co bardziej pomoże ludzkości: taki Hawking czy... jego przedwczesna śmierć lub sterylizacja?
A ci co przeżywali dożywali bez dorabiania Big Farmy do 100-tki...
Znów się nie zgodzę

Gdyby tak było, to mielibyśmy mnóstwo osób urodzonych przed 1915, bo większość swojego życia, nie licząc ostatnich 25 lat, przeżyliby bez Big Pharmy.
Na chłopski rozum: w 1915 było ok 23 mln Polaków, przy tym samym przyroście naturalnym co teraz, urodziłoby się ok 200 tys dzieci. Jeśli 10% z nich było tak zdrowe jak mówisz, to mielibyśmy
20 tys ludzi obchodzacych setne urodziny. I parokrotnie więcej starszych.
Tymczasem "W Polsce, wg danych z 25 lipca 2009 r., żyje
2414 stulatków" (ludzi o wieku 100 lat wzwyż)
Więc to raczej wyjątki, a nie reguła.