Będzie o śmiertelnej chorobie w kontekście faktu, że setki (a może nawet i tysiące) osób, na prośbę przyjaciółki umierającej, chorej na raka, robiły dwupunkt, a ona i tak umarla!
Ludzie są w szoku. Już mają "dowody", ze dwupunkt nie działa! Już pytlują, że podanie chorej leków, uratowałoby jej życie! Tymczasem jedni i drudzy mylą się.
W konfrontacji ze śmiertelną chorobą większość z nas popełnia TEN SAM błąd polegający na LEKCEWAŻENIU woli chorego! Większosc z nas zakłada, że umierająca osoba CHCE żyć! Jakie mamy na to dowody? "No przecież my chcemy żyć, więc i każdy chce żyć". Logiczne? Logiczne, ale NIEPRAWDZIWE!
Śmiertelna choroba to coś jak samobójstwo... na raty. Jeśli nie wolno popełnic samobójstwa, jeśli się go boi... to pozostaje śmiertelna choroba. I wtedy mamy "obiektywne" wytłumaczenie dla śmierci!
Nikt i nic nie jest w stanie uratować osoby, która chce umrzeć! Można odwlec nieco moment jej śmierci, ale to tylko wydłuża cierpienie. Jedyny sposób, by nastąpiło uzdrowienie w takiej sytuacji, to "nawrócenie" w wyniku głebokiego, duchowego doświadczenia, np. śmierci klinicznej. Po takim doswiadczeniu można jeszcze żyć długo i szczęśliwie, pod warunkiem, że się zwróci uwagę na świat duchowy.
To nie dwupunkt okazał się nieskuteczny. Tak samo nieskuteczne okazały sie zabiegi medyczne. SKUTECZNA OKAZAŁA SIĘ WOLA UMIERAJĄCEJ, która osiagnela to, co chciała.
Wola dziala na płaszczyźnie świadomej i podświadomej. Pragnienie podświadomosci jest o wiele silniejsze, niż świadome życzenia.
Aby na ten temat rzeczowo dyskutować, trzeba mieć ogromną wiedzę psychologiczną i duchową.