Trochę się rozpiszę, bo zastanawia mnie parę rzeczy a nie miałam okazji podyskutować na ten temat z ludźmi bardziej świadomymi, zazwyczaj rozmawiałam na temat ze studentami czy lekarzami weterynarii a na weterynarii (wydawałoby się, że jest to kierunek dla ludzi kochających zwierzęta), szczególnie po pierwszym roku ludzie kierują się już tylko zimnymi założeniam nauki - chowają gdzieś tą swoją miłość i empatię do zwierząt i zniżają je do rangi bezmyślnych istot. Cóż, na tych studiach robi się okropne rzeczy ze zwierzakami, etyka leży i kwiczy a studentom wpaja się że zwierzę to kawał mięsa, bo kiedy się do zwierząt podchodzi zbyt emocjonalnie, to wtedy ciężko jest znosić ten codzienny widok zwłok i ciężko wykonywać te wszyskie świństwa, włączając w to krojenie zwierząt na żywca:>.
Zwierzęta, szczególnie te inteligentne, bardziej rozwinięte, działają na poziomie emocjonalnym, ciekawa jestem czy ich doświadczenia emocjonalne mają swój odcisk i wpływ na dalsze inkarnowanie, czy mają jakieś intencje to odrodzenia się jako konkretne zwierze, czy odrodzenie w konkretnym miejscu. Tyle się słyszało o psach, które umierały całkiem zdrowe krótko po śmierci swojego ukochanego właściciela, czy które mieszkały na grobach swoich właścicieli, sama z resztą przez osiemnaście lat miałam psa, którego traktowaliśmy jak członka rodziny i który był do nas bardzo przywiązany. Przed śmiercią strasznie walczył o przedłużenie swojego życia, pod koniec był już w tak opłakanym stanie, że żadnen weterynarz nie był w stanie mu pomóc, męczył się tak długo, że w końcu musieliśmy go uśpić. Było to dla mnie podwójnie traumatyczne przeżycie, bo nie dość że straciłam przyjaciela, który towarzyszył mi większość mojego życia to jeszcze musiałam patrzeć na to, jak on bardzo nie chce nas opuszczać.
Zastanawiam się czy u zwierząt z powodu barku świadomości własnego „ja”, jest tak, że po śmierci te doświadczenia są zatracane i inkarnowanie jest już u nich prostszym procesem, bez budowania karmy, bez intencji, bez wpływu jednego życia na drugie. Ale z drugiej strony zwierzęce dusze przecież też ewoluują, wchodzą na wyższe poziomy i ciekawa jestem jak wygląda ten etap kiedy zwierzę zaczyna odczuwać swoje ja i wciela się w coraz to bardziej złożone organizmy i jak ta swiadomość u zwierzęcia się przejawia. No i czy wtedy u takiego właśnie zwierzaka jakość jego życia i mnogość doświadczeń ma wpływ na to co dalej będzie się z jego duszą działo, czy to już jest tylko kwestia samoistnego podnoszenia wibracji danej istoty czy coś w tym stylu?
Ogólnie z naukowego punktu widzenia – tak jak mnie w szkole uczyli;) – behawior zwierzat kojarzony jest z intuicją i zachowaniami, które nie są wynikiem racjonalnego i świadomego namysłu. Tak więc podobno zwierzęta nie wyciągają wniosków z tego, co je spotyka. Z drugiej strony nauka opisuje ich zachowanie w działaniu poznawczym, gdzie zwierzeta postrzegają, interpretują sytuacje i mają w związku z nimi jakieś oczekiwania.
Przyjmuje się, że zwierzę postrzegając świat (skupmy się na tym, że za pomocą zmysłu wzroku) nie widzi jakiejś chaotycznej papki , potrafi wydobyć informacje dotyczące tego co postrzega, dzięki czemu "widzi" obiekty i sytuacje, potrafi je odróżnić od siebie, czyli zdaje sobie z nich sprawę. Dla nauki to abstrakcyje już odwołanie do jakiejś sfery poznania i umiejętności tworzenia wiedzy o otoczeniu.
Np. informacje, które zwierzęta zdobywają za pomocą zmysłów, nie tylko pozwalają na odróżnianie i rozpoznawanie postrzeganych obiektów, ale zawierają też szerszą wiedzę, dotyczącą np. tego czy dany obiekt może zostać przez nie użyty i jak, albo czy może stanowić zagrożenie albo czy wiążą się z nim jakieś przyjemne odczucia.
Nauka jednak dalej idzie w zaparte (a pani prowadząca na zajęciach była gotowa sobie flaki wypruć żeby udowodnić że zwierzęta uczuć i emocji nie posiadają - a już swojego własnego „ja” to już na pewno), że ta wiedza jaką nabierają zwierzęta w wyniku doświadczania nie jest związana z tym, że zwierzę potrafi zdawać sobie sprawę z faktu posiadania tej wiedzy, czy uświadomić sobie swoją wiedzę. Twierdzi, że użycie określenia, że zwierzę "wie", że dany obiekt jest dla niego przyjemny, nie jest równoznaczne ze stwierdzeniem, że zwierzę "uświadamia" sobie, że ma tę wiedzę.
No i pytanie - kiedy nastepuje rozwinięcie świdomosci u zwierząt i czy ta świadomość jest przez nie przejawiana na Ziemi.
Ja wierzę jednak że zwierzęta potrafią przejawiać się na Ziemi z wyższego poziomu niż tylko z poziomu intuicji czy wiedzy którą bezmyślnie intuicyjnie nabierają a potem ją gubią.
A Wy jak myślicie?
