Ja tam mogę sprzedawać swoją twórczość, nie razi mnie to wcale. Chyba, że w pś coś siedzi i nie wiem o tym. Puki co nie wyszło.
Hydrozagadka
Ja mam podobnie jak Ty, ze potrzebuje rownowagi, spokoju, bezpieczenstwa, miec "wolna glowe" i luz. Dzieci sa tworcze bo one nie maja presji, bawia się, mają dużo czasu, nie martwia sie o byt itp.
Z tą materialnością sztuki, to masz rację, dlatego mnie to kręci. Ja lubiłabym też sprzedawać, tak myślę. Tylko, że ludzie... ja nie kumam ludzi i aniołów pokręconych też. Kiedyś zakręcałam się razem z nimi, a teraz już mi się nie chce, więc ich nie kumam.
Natomiast chodzi chyba o coś innego, ja się czuję jakaś głupsza, że nie umiem tak technicznie, mechanicznie myśleć. Nie wiem dlaczego, ale boje się takiego mantalnego myślenia, uważam za antyrozwojowe. Uważam też, że gdy ktoś interesuje się robotami, fizyką, itp klimatami, to tak jakby chciał coś sztucznego tworzyć, oszukać Boga czy coś w tym stylu.
Ciągle mi tez wali, że za mało wiem, tak życiowo w materii, np podatki, prawo, elektronika itp a jednocześnie nie cierpię tego i nie jestem w stanie się zmusić by to zgłębiać, tak mnie odrzuca.
Co ciekawe nie było zawsze tak, że tylko sztuką się zajmowałam, byłam też kiedyś konstruktorem maszyn na Atlantydzie, budowałam statki. Lubię klimat steampunka, ale tylko wizualnie, stylistycznie;) Mechanika już mnie odpycha, rozumienie jej.
Chyba chodzi o to że odpycha mnie planowanie, mechanika... materii. Mentalne rozumienie tego. Gdybym już miała zacząć to śledzić, próbować zrozumieć to mnie niecierpliwi, skręca, wydaje się bez sensowne i w końcu kończy się na nieprzytomności byle tylko tego nie dopuścić do siebie.
Paradoksalnie najwięcej w tym życiu uczyłam się fizyki, chemii i matmy, na korkach, ciągle, żeby zdać kolejną klasę w LO. Z innych przedmiotów wcale się nie uczyłam, a było ok.
Trochę się uczyłam do matury;)
Ta materialność sztuki to jest inna materialność: faktura, kolor, kształt, kompozycja, budowanie nastroju, to jest piękne, pełne uczucia, zabawne, zmysłowe.