Autor Wątek: Praktyki z poprzednich wcielen.  (Przeczytany 8352 razy)

Szafirowy Błękit

  • Wiadomości: 617
  • Płeć: Kobieta
  • W "wątku numerologicznym" nie wykonuję analiz dat urodzenia.
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-02-13, 16:11:08 »
Doktor - X :)
 Możesz też zastanowić się czy ktoś np. z rodziny, otaczających Cię osób "wspierał" u Ciebie to przekonanie...? Czy emocje i własne odczucia mogłeś wyrażać w sposób swobodny, czy też były jakieś "blokady"? Czy Twoje otoczenie, rodzina w sposób naturalny i z akceptacją podchodziło do Twoich odczuć, czy mogłeś się nimi dzielić, a jeśli nie, to co lub kto Ci na to nie pozwalał czy nie akceptował tego?
To tak jeszcze do tego co poniżej napisałam :)

Szafirowy Błękit

  • Wiadomości: 617
  • Płeć: Kobieta
  • W "wątku numerologicznym" nie wykonuję analiz dat urodzenia.
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-02-13, 15:52:34 »
Doktor - X :)
"Ogolnie za kazde pokazanie slabosci sie potepiam"
Może by Ci mogła pomóc zmiana nastawienia jeśli chodzi o postrzeganie "słabości". Wcześniej pisałeś też o tłumieniu łez, emocji, nie pozwalanie sobie na ich okazywanie, postrzeganie tego jako "słabość". Ja też miałam z tym problem i sporo nad tym pracowałam i jeszcze czyszczę. Może dużo pomóc stopniowa akceptacja własnych emocji, lęków, wewnętrznych odczuć i nie postrzegania ich jako "słabości" tylko stanów które mają prawo w nas samych zaistnieć, że jest to naturalne że można je odczuwać i że można też podzielić się tymi odczuciami z inną osobą i to nie świadczy o tym że jesteśmy wewnętrznie "słabi" - jeszcze mnie wzdryga jak piszę to słowo ;) ale i tak już jest sporo do przodu w pracy nad tym :)

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-02-13, 15:20:06 »
Przemyślałem sprawę w ciszy i spokoju. Wiele jeszcze wyszło emocji podczas afirmacji. Wiele zrozumiałem podczas godzinnych refleksji. Wiele z nich miałem już podczas tego życia ale brałem je za zwykle fantazje mojego umysłu.
Wyszedł trochę dłuższy post z racji tego ze lubię pofilozofować ale myślę ze przeczytacie !

Znam 2 wyjścia z mojej sytuacji
A właściwie takie główne wstępne opcje. 

- Pierwsze to takie ze muszę obdarzyć się miłością, otworzyć się na miłość do siebie, polubić siebie pomimo ze brak mi pewności siebie. To spowoduje ze przestane się już tak bać i problem osłabnie ale nie zniknie.

- Drugie to takie żebym doszedł do zrodla braku pewności siebie poprzez jakieś odpłatne sesje które mam zamiar zastosować jak tylko dostane dofinansowanie na naukę, ale znając mój przypadek boje się ze może się stać to samo jak wtedy gdy miałem wypadek samochodowy kiedy chciałem już skorzystać z pomocy innych ludzi. Oby to się nie sprawdziło w tym przypadku bo naprawdę chciałbym odbyć te sesje. Samemu nie daje rady z tym całym bałaganem.

Pierwsze wyjście jest najlepsze i jednocześnie najtrudniejsze bo w tej chwili nie wyobrażam sobie akceptacji siebie gdy inni widza mój brak jaj. Zmiany zachodziły by powoli w miarę otwierania się na miłość do siebie samego i niebylo by spektakularnych doświadczeń, a nieczyste intencje wobec siebie samego i inne poprostu by się wypalały. To samo stawało by się z przejmowaniem się opiniami innych osób. Nie uzależniał bym się już tak od nich. Ale co z moimi marzeniami które tak długo pielęgnowałem ? Nie jestem w stanie tego puścić. ( O tym za chwile ) Tu jeszcze chce dodać ze na ta chwile świadomie uważam za prawie niemożliwe zaakceptowanie siebie z brakiem pewności siebie i brakiem jaj. To mnie bardzo obciąża.
 
W drugim zaś przypadku uwolnienie się od tych specyficznych leków i braku pewności siebie automatycznie, bardzo uzdrowiło by moja samoocenę ale co z miłością do siebie ? Wtedy kochał bym się za to ze jestem twardy, mam wspaniały charakter, za to jakie świetne zasady wyznaje. Możliwe ze moje ego urosło by do gigantycznych rozmiarów i stal bym się dumny, miał bym ochotę na walkę itp. Tego niechce bo to już nie zdrowe i tworzy groźna karmę. oczywiscie to tylko hipoteza.

Drugie podejście jest o tyle złe ze cały czas kontrolował bym się jak jestem postrzegany. Wszystko robił bym żeby zdobywać szacunek i podziw. Tak właśnie żyje na ten moment ze muszę grac aktora żeby nikt nie zobaczył moich słabości. Juz jako 2 letnie dziecko uciekałem nago z domu i robilem "show" pod blokiem. Dlaczego ? Dlatego żeby być zauważonym. Juz wtedy czułem się nie doceniony.
To wszystko/ Te wszystkie wzorce samuraja które wyznaje typu :(być twardy, stalowy, uprzejmy, doskonały) są mi potrzebne tylko po to żeby ludzie mnie podziwiali za to jaki "twardy, boski, niesamowity jestem" Wogule w całym tym systemie wartości japońskiej kasty samurajów, wojowników, gejsz itp. chodziło tylko i wyłącznie o opinie innych ludzi. Chciano być jak najlepszymi, perfekcyjnymi dla INNYCH ludzi. Po to np. żeby nas szanowano, bano się nas, podziwiano nas, sławiono, wychwalano, doceniano i nic więcej. Czy to nie głupie ? Z jednej strony to dla mnie straszne a z drugiej tego chce :(

Wiem ze to źle żyć dla innych. żyje się dla siebie ale pomimo tego głęboko chce tego podziwu, szacunku innych. I to w zasadzie jedyna nagroda jaka mogla by mnie spotkać wyznając ten cały kodeks bushido przefiltrowany lekko na dzisiejsze czasy. A cena za to, to wieczne kontrolowanie się i życie żeby zdobywać szacunek i podziw. I muszę przyznać ze w zasadzie bez tych wzorców życia dla innych to nie wiem kim mam być, jak się zachowywać..... jak by teraz Bóg pstryknął palcami i usunął to wszystko to nie wiedział bym po co żyć, dosłownie, tak głęboko to siedzi we mnie. Jestem świadom ze cena jaka place jest za wysoka lecz mimo tego nie umiem tego kurde puścić. To wydaje się takie atrakcyjne.

Co mogę zrobić ?? Ja uważam ze jednocześnie powinienem otwierać się na miłość do siebie i korzystać z możliwości uwolnienia się od braku jaj za pomocą odpłatnych sesji.
 
Chce być pewny siebie, męski i chce lubić samego siebie, czuć się wartościowy, mieć wysoka samoocenę. tego naprawdę chce bez względu jak to osiągnę.
« Ostatnia zmiana: 2012-02-13, 15:22:20 wysłana przez Doktor-X »

Szafirowy Błękit

  • Wiadomości: 617
  • Płeć: Kobieta
  • W "wątku numerologicznym" nie wykonuję analiz dat urodzenia.
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-02-13, 14:30:42 »
Mateusz :)
dziękuję za podpowiedzi :)
jedynie nie wiem jak tak na co dzień może przejawiać się ten "trans" o którym wspomniałeś, ogólnie na czym
to polega "w praktyce" ? Jak to można rozpoznać?


Właśnie w tego typu funkcjach jak menedżer / lider, smutne jest to, że można się spotkać z tego
typu "rozgrywkami" o których wspomniałam poniżej, co jest sprzeczne z prawdziwa ideą związaną
z pełnieniem tych funkcji. Ścieżka rozwoju menedżera / lidera jest piękną możliwością własnego rozwoju osobistego
ale także i duchowego jeżeli z odpowiednią świadomością się do tego podchodzi jak również to co jest bardzo
satysfakcjonujące, że można uczestniczyć, towarzyszyć innym ludziom w ich własnej drodze rozwoju.
Dla mnie prowadzenie zespołu jest fajne poprzez łączenie mentoringu, prowadzenie treningów w różnym zakresie
z dużym uwzględnieniem coachingu, indywidualnego wspierania talentów, umiejętności i predyspozycji
każdej osoby indywidualnie. Prowadzenie zespołu , uczestniczenie w zespołowych zadaniach i osiąganie wspólnych
celów przy ciągłym jednoczesnym uwzględnianiu potrzeb i możliwości rozwoju każdego z osobna.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-02-12, 21:07:21 »
Szafirowy Błękit
To co piszesz oczywiście, że może być.

Co do innych obciążeń wojownika, to trans, zaślepienia, blokady świadomości. W życiu codziennym można wpadań w takie mechanizmy.

Szafirowy Błękit

  • Wiadomości: 617
  • Płeć: Kobieta
  • W "wątku numerologicznym" nie wykonuję analiz dat urodzenia.
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-02-12, 18:04:45 »
A takie klimaty - w pracy menedżerskiej gdzie często w tle można spotkać silną rywalizację między menedżerami o jak najlepsze wyniki, o jak największe i najlepsze terytorium na którym mają zarządzać zespołem ludzi a także rywalizację o jak najlepszych ludzi do własnego zespołu silne konkurowanie na tych płaszczyznach itp.
Czy to przypadkiem nie przypomina scenerii "żywcem wziętej z pola bitwy" ? ;)
Czy to ma coś wspólnego z tego typu wzorcami?

« Ostatnia zmiana: 2012-02-12, 18:12:17 wysłana przez Szafirowy Błękit »

Szafirowy Błękit

  • Wiadomości: 617
  • Płeć: Kobieta
  • W "wątku numerologicznym" nie wykonuję analiz dat urodzenia.
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-02-12, 17:12:09 »
Mateusz
dzięki :) najwyżej jeśli Ci się coś jeszcze przy okazji nasunie na myśl to chętnie poczytam :)
Tutaj mi właśnie nie pasuje agresja, bo mi jest ona zupełnie obca...
Natomiast że trzeba pewne rzeczy "wywalczyć", zdobyć wysiłkiem i jest to związane z pewnymi wyrzeczeniami to już bliżej
sporo napięcia... Na spokojnie muszę się nad tymi cechami zastanowić.. 

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-02-12, 16:40:42 »
tego może być sporo. Wojownik patrzy na świat jak na pole walki, dlatego nie za bardzo wie co to łatwość, spokój, harmonia. Wszystko musi wywalczyć, zdobyć, ale za cenę wysiłku, czy wyrzeczeń.
Mogą też się pojawiać konflikty z ludźmi; dziwne, agresywne zachowania, które często są wynikiem spotykania karmicznych wrogów, albo osób agresywnych, wojowniczych.
Ciągłe napięcie, czuwanie, kontrola, poczucie zagrożenia, silne stłumione lęki...
intencje walki...
Tyle mi sie na razie kojarzy.

Tristen

  • Wiadomości: 351
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-02-12, 16:33:38 »
,,Nawet jesli to prawda i bylem samurajem to dlaczego teraz brak mi meskosci i pewnosci siebie ? Wojownikom tego nie brakuje. Fizycznie jestem meski, dobrze zbudowany, silny, chodze na silownie ale psychicznie jestem jak baba i to mnie boli."

A moze zamiast walczyc z tym, pozwol sobie na bycie uczuciowym mezczyzna? Moze postaraj sie powiedziec swojej podswiadomosci, ze nawet gdy dopada Ciebie duza doza wrazliwosci to jestes ciagle ty, nikt inny.

Popatrz sie, co Ci nie pozwala w tym zyciu odrzucic takiego wzorca. Moze to byc grupa rowiesnicza, ludzie z pracy, doslownie wszystko. Moze pora na zerwanie tcyh wiezi ktore teraz Ciebie wylacznie ograniczaja?

Sproboj sobie w ciszy i z uczciwoscia odpowiedziec na pytanie, jakim naprawde chcesz byc.

Mysle, ze od tego powinienes zaczac :).

Szafirowy Błękit

  • Wiadomości: 617
  • Płeć: Kobieta
  • W "wątku numerologicznym" nie wykonuję analiz dat urodzenia.
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-02-12, 16:15:20 »
Też mam duży problem z poproszeniem o pomoc
Mateusz
dziękuję za odpowiedź :) Coś na rzeczy zdecydowanie jest z tym wzorcem kobiecym o którym napisałeś. U mnie jest pokoleniowy ród "kobiet siłaczek" co to ze wszystkim potrafią sobie doskonale radzić ;) szczególnie potrafią same radzić sobie z trudnymi sytuacjami nie mówiąc nikomu o tym jak jest wewnętrznie ciężko to udźwignąć i chyba nawet często nie dopuszczając do własnej świadomości tych prawdziwych odczuć, bo wtedy "łatwiej" jest "stawić czoła" trudnościom...
A mam jeszcze pytanko, jeśli by Ci się chciało coś skrobnąć w temacie ;) jak tak na co dzień mogą się przejawiać wzorce z karmy wojownika, w codziennym życiu jak je rozpoznać, oprócz tego co zostało już wcześniej napisane?

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-02-12, 14:22:01 »
Też miałem takie ciągotki, żeby być samowystarczalnym, nawet od Boga nie chciałem pomocy.
Teraz wiem, że to jest bez sensu. Po co się ograniczać, jak można żyć łatwiej i przyjemniej otwierając się na wszystko co najlepsze od innych ludzi. W zasadzie świat tak własnie funkcjonuje, że ludzie korzystają z pomocy czy dorobku innych. Przecież nie można żyć nie korzystając z pomocy. Nawet nie można się urodzić i wychować samemu. Kwestią jest tylko to na ile potrafimy otworzyć się na innych ludzi, na pomoc, obdarowanie....
Trzeba poafirować, że
Potrafię korzystać z pomocy innych ludzi.
Jestem bezpieczny i w porządku kiedy otwieram się na pomoc, wsparcie /kiedy korzystam z pomocy i wsparcia innych.

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-02-12, 12:40:02 »
Rozumiem.
Wlasnie mi sie przypomnialo cos wiecej

Pytanie;
Zamykałem się na miłość bo...   bo cnotom bylo odrzucenie wlasnej wygody. Dowartosciowywuje sie wlasnie w ten sposob ze nigdy niechce od nikogo pomocy nawet w sytuacjach kiedy nie daje sobie rady. A gardze tymi ktorzy prosza o pomoc w roznych sytuacjach 
Interesujace.. Kilka lat temu jak jechalem do dobrego terapeuty do innego miasta to mialismy wypadek samochodowy, jak juz mialem skorzystac z regresingu to musialem wyprowadzic sie z Polski. Ogolnie zawsze gdy probowalem korzystac z czyjejs pomocy to cos w tym przeszkadzalo.

Odrzucałem miłość, a wybierałem...  dowartosciowywanie sie ze pomimo trudu i przeciwnosci sam daje sobie rade i nalezy mi sie za to najwyzszy szacunek/( jakas godnosc, honor sie z tym wiaze)
Ciekawe rzeczy wychodza...






Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-02-12, 00:19:07 »
Dla podświadomości czas nie ma znaczenia - jak coś jest dla niej ważne to będzie ważne tak długo, aż nie znajdą się powody, aby już tego nie uznawać za istotne.

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-02-12, 00:12:52 »
Dzieki Mateusz, swietny post. Napewno szybciej zrozumiem istote problemu dzieki takiej dyskusji.

Szafirowy blekit z placzem mam dokladnie identycznie. Nie pamietam kiedy ostatni raz plakalem chyba jak bylem w szkole sredniej. Nieraz mi sie chcialo ale balem sie ze potem bym sie wstydzil samego siebie. To z ta karma samuraja to uwazalem to za prawde jeszcze pol roku temu ale bardziej zeby sie dowartosciowac ze bylem wojownikiem. Dzis staram sie trzezwo na to patrzec ale nierozumiem kilku rzeczy.
Dlaczego czas np. (500 lat) jest malo istotny ? Przez 500 lat moglem juz np. 3- 4 razy sie wcielic.
Nawet jesli to prawda i bylem samurajem to dlaczego teraz brak mi meskosci i pewnosci siebie ? Wojownikom tego nie brakuje. Fizycznie jestem meski, dobrze zbudowany, silny, chodze na silownie ale psychicznie jestem jak baba i to mnie boli.
« Ostatnia zmiana: 2012-02-12, 00:15:53 wysłana przez Doktor-X »

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-02-11, 23:15:46 »
Może być. W karmie wojownika chodziło o niepozwalanie sobie na p.w. o litość, współczucie, czułość, wrażliwość, łzy. Ale jeśli chodzi o agresję, złość itp. to one były jak najbardziej pożądane. Okazywanie swoich slabości mogło też być wykorzystane przez przeciwnika.
W przypadku kobiet mogło chodzić o taki wzorzec. Czasy są ciężki i trzeba być twardym, nie można się rozklejać, rozczulać nad sobą, poddawać. Trzeba stłumić swoje odczuwanie i nie pozwolić sobie na żadną "słabość", trzeba zablokować się na ból, a wtedy da się radę przeżyć ciężkie czasy.